sobota, 29 sierpnia 2015

Drugie życie, part 4



- Przestań mnie do cholery traktować jak dziecko! - ciskała się dalej. - Czemu zawsze się wtrącasz tam, gdzie cię nie chcą?
Max przekręcił kluczyk w stacyjce.
- Nie wiem – wzruszył nonszalancko ramionami. - chyba takiego urodziła mnie mama.
Minęli już którąś z rzędu przecznicę. Dziewczyna utkwiła wzrok w przedniej szybie, całkowicie ignorując kierowcę. Mężczyzna raz po raz zerkał na profil Emmy. Nigdy nie widział ją tak zdenerwowanej i złej. Nie mogąc wytrzymać tej wzrokowej inwigilacji, rzuciła ostro:
- I co mi się tak przypatrujesz? - Max nie mógł oderwać wzroku od jej rumianych policzków. W jakiś niewyjaśniony sposób dodawały jej uroku. Pomyślał, że nawet gdy się złości, jest śliczna.

środa, 26 sierpnia 2015

Break the Rules ~ część.15


część.14

(Maciek)

- Cześć stary, ja dzwonię w sprawie tych śpiworów. Załatwisz je, czy ja mam od razu szukać i namiotów i śpiworów? - zapytałem stojąc w supermarkecie w dziale 'dla domu i ogrodu'.

-Yyy... - chłopak odpowiedział mi monosylabą, pewnie ktoś teraz u niego był, bo usłyszałem jakiś głos w tle. - Nie musisz, ja je skombinuję. Dobrze, że dzwonisz, bo chciałbym cię o coś zapytać.

- Gość Burego był wyraźnie tym faktem niezadowolony, bo dało się słyszeć przytłumione słowa 'nawet nie próbuj'.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Drugie życie, part 3



Czas biegł szybko, w szpitalu jak zwykle był młyn. To jakieś ofiary wypadku, tu nowa, niespodziewanie groźna w skutkach epidemia grypy.
Pijąc poranną kawę Max zorientował się, że minął już termin, w którym Emma powinna się stawić na badanie kontrolne. Zapytał w rejestracji, czy dziewczyna dzwoniła już wcześniej, by ustalić godzinę wizyty. Pani Marlena odpowiedziała, że nikt o takim nazwisko nie dzwonił do szpitala.
,,Pewnie zapomniała, za kilka dni na pewno przyjdzie, przecież ktoś musi chociażby ściągnąć jej gips.” wytłumaczył to sobie Whitehouse.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Break the Rules ~ część.13

część.12


Albo mój drink był za mocny albo rzeczywiście byłem świadkiem jak Martika właśnie okłada jakąś laskę pięściami śmiejąc się przy tym niczym szaleniec. Mrugnąłem kilka razy licząc na to, że mam tylko pijackie omamy. Dopiero gdy udało jej się usiąść okrakiem na przeciwniczce zmieniła taktykę, zabierając się za jej włosy. Jak to jest możliwe, żeby ta cichutka i dobrze ułożona panienka zniżała się do tego, by bić kogoś na środku sali na oczach tak sporej liczby imprezowiczów? Ta blondyna z kucykiem zapewne nie przebierała w słowach, wątpiłem, by Martikę można było łatwo sprowokować.
- To znowu ta ruda? - usłyszałem za sobą głos Weroniki. - Co ona wyprawia, całkiem jej się przestawiło w główce? - nie odrywałem wzroku od dwóch bijących się dziewczyn, których widownia zachęcała do walki. Dostrzegłem, że jej koleżanka...chyba Karolina próbuje je rozdzielić lecz i ona obrywa od którejś z awanturniczek w ramię. W sumie mogłem coś zrobić...ale jakoś nie miałem zamiaru mieszać się w ich sprawy. Zaraz zaczęłyby się ploty, że pewnie mam do którejś z nich jakieś wąty, skoro przybiegam im na ratunek. Skoro ta sprawa mnie nie dotyczyła, nie warto się było w nią wtrącać.

Break the Rules ~ część.14

część.13

Wyprowadzenie mnie z budynku sprawiło Nikodemowi niemałe problemy. Ja sprawiałam mu problemy, ale nie dbałam o to.
 - Zostaw mnie, idioto, jeszcze nie skończyłam! Puść...puść mnie! No do cholery, jeszcze wszystkiego nie powiedziałam! - krzyczałam na niego, idąc przez zatłoczone pomieszczenie. 
 - Martika, przestań, już na dzisiaj dosyć nawyrabiałaś. - blondyn o dziwo nie krzyczał na mnie. Mówił łagodnym, trochę przyciszonym głosem, starając się za wszelką cenę mnie uspokoić.
Mimo mojego sprzeciwu, przycisnął mnie do siebie mocniej, jakby się bał, że zaraz wrócę i wygarnę Maćkowi do końca. 

czwartek, 6 sierpnia 2015

Drugie życie, part 2



Chyba żaden pacjent nie wywarł tak dużego znaczenia w życiu Maxa, jak ona. Być może to był błąd, lekarzowi nie powinno się przywiązywać do pacjenta, ale to było od niego silniejsze. Każdego dnia o niej myślał, przywoływał moment, w którym ją znalazł. Była taka zmaltretowana i krucha. Niosąc ją na rękach czuł, że musi za wszelką cenę uratować jej życie. Dlatego też, widząc jej blade, kontrastujące z brunatnoczerwonymi sińcami ciało, serce o mało co nie pękło mu z żalu. Miała prawo do życia, a ktoś, jakiś skończony sadysta jej to prawo odebrał. Tak bardzo chciał ją widzieć zdrową. Zobaczyć jeszcze kiedyś jej uśmiech, niezaprzątnięty myślami o tej tragedii. Opatrzność najwidoczniej stała po jego stronie, tydzień później stał się cud.
Siedział w pokoju lekarskim i jak co dzień podczas przerwy czytał gazetę. Nagle do gabinetu wbiegł jego koleżanka, cała rozpromieniona. Zaintrygowany oderwał wzrok od lektury.

Break the Rules ~ część.12

część.11

W zasadzie nie wiedziałam dlaczego tłumaczę się Maćkowi. Oczywiście nie spóźniłybyśmy się, gdyby Karolina po drodze do mnie nie wstąpiła do kilku barów, ale od tego komentarza na szczęście zdołałam się powstrzymać.
 Jeszcze raz zmierzyłam wzrokiem dziewczynę towarzyszącą Maćkowi. Była to drobna szatynka. Miała ładne, niebieskie oczy i duże usta; jednym słowem była śliczna. Poza tym było widać, że wie jak się ubierać. Wyciągnęłam do niej rękę.
 - Jestem Martika. – dziewczyna przeszyła mnie wzrokiem, a dopiero potem odpowiedziała.
 - Słyszałam , - stwierdziła chłodno, odniosłam dziwne wrażenie, że mnie nie lubi – mam na imię Weronika. – uścisnęła mi dłoń.
W pewnym momencie zobaczyłam jak ludzie zmierzają ku wejściu, bardzo szybko.

Airport ~ część.3

~ część.2

~*•*~
(Gabi - opis sytuacji z jej perspektywy)
Słysząc, jak ta czarna bestia mruczy tuż przed moim nosem zachęcając jednocześnie do bliższego poznania, adrenalina wzrosła mi w żyłach dwukrotnie bardziej niż kiedykolwiek. Założyłam kask na głowę a drugi zawiesiłam na przedramieniu dla mojej „damy w opałach”. Fakt, że muszę go ratować w tak epicki sposób jeszcze bardziej mnie nakręcał do działania.

piątek, 31 lipca 2015

Break the Rules ~ część. 11


~ część.10

(Maciek) - Jestem gdzieś brudny? - potarł się po karku zakłopotany Bury. Trzeba mu przyznać, że ma niezły talent aktorski, rolę zakochanego kundelka spełnia doskonale. 

Dziewczyna przysłoniła dłonią usta, by nie roześmiać się ponownie.
- Nie, tylko on... - tu wskazała na mnie palcem - a zresztą nieważne. 
Nikodem spojrzał na mnie i wzruszył ramionami.
- Czekałem na ciebie, bo chciałem ci wręczyć zaproszenie na nasz koncert. To znaczy mój. To znaczy mojego zespołu. - zaświecił swoimi śnieżnobiałymi rodem z reklamy pasty do zębów. Założyłem ręce na piersi i nonszalancko oparłem się o ścianę.


środa, 29 lipca 2015

Break the Rules ~ część.10

~ część.9

(Martika)
Naszą niezmiernie miłą rozmowę przerwało przybycie Nikodema i Karoliny. Chłopak powiedział, że muszą już iść, bo jadą pomóc swojemu koledze przy wymianie świec. Jednak miałam nieodparte wrażenie, że Nikodem kłamie, by uwolnić się od mojej przyjaciółki. Wcale mu się nie dziwiłam, wiem, że Karolina potrafi być dość... męcząca.
 Nadszedł czas ich "czułego" pożegnania. Kiedy Nikodem pocałował blondynkę w policzek, zrobiła taką minę jakby miała się za chwilę rozpłynąć. Po krótkiej chwili wydusiła z siebie ciche, przerywane "dobranoc". Zdusiłam w sobie chęć wybuchnięcia śmiechem, ale nie udało mi się powstrzymać uśmiechu, który wpełzł na moją twarz.
 Maciek rzucił coś do mnie na pożegnanie, po czym obaj wyszli z pokoju. Słyszałam jak schodzą po schodach, ciche trzaśnięcie drzwiami, a chwilę później zobaczyłam ich idących nieśpiesznie po żwirowej ścieżce. W sumie nie do końca widziałam ich, raczej ciemne zarysy postaci, ale i tak poznałam, który jest który. 

Break the Rules ~ część.9

część.8

(Maciek)
Dzwoniąc do Nikodema wieczorem usłyszałem w słuchawce damski głos, który oznajmił mi, że jego tymczasowa posiadaczka zabrała go Buremu i poleciła nam obu przyjechać pod ten sam adres, pod który dowieźliśmy Martikę. Zauroczonemu chłoptasiowi nie wpadło do głowy, żeby przed jazdą sprawdzić wszystkie kieszenie. Czasami mam wrażenie, że mam do czynienia z dwuletnimi, niezbyt rozgarniętymi cielątkami. Niby jakim cudem Robert ma się dostać na prawo, a Niko na medycynę? Przecież oni się zgubią już w drodze na wykłady... Chcąc nie chcąc zwlokłem swoje spocone na trzydziestostopniowych upale cielsko i wyprowadziłem na zewnątrz moje trofeum. Piętnaście minut później byłem już u Jakubika. Z rozdrażnieniem zdusiłem guziczek domofonu. 

wtorek, 21 lipca 2015

Drugie życie, part 1


Ból. Fizyczny i psychiczny. Cierpienie. Ale każde daje szansę na poprawę. Nigdy nie mów nigdy, nie mów sobie od razu 'dość'. To, co piękne przyjdzie w swoim czasie, Ty zdaj się na los i czekaj cierpliwie. I miej nadzieję. Teraz tylko ona trzyma Cię przy życiu...

poniedziałek, 20 lipca 2015

Break the Rules ~ część.8

~ część. 7

(Martika) 
Weszłam do domu trzaskając drzwiami i od razu przekręciłam klucz. Oparłam się o drzwi, próbując uspokoić oddech.
 Znalazłam się w domu, byłam bezpieczna. Wreszcie mogłam odetchnąć. Strach jaki towarzyszył mi od pewnego czasu nawet nie zaczął mnie opuszczać. Usłyszałam silniki trzech motocyklów, co oznaczało, że chłopaki już odjechali. To wcale nie dodało mi pewności siebie.
Dopiero po dłuższej chwili uświadomiłam sobie, że nie ruszyłam się z korytarza. Westchnęłam cicho.
 Zapaliłam światło wchodząc do kuchni, właśnie wtedy zauważyłam na mojej prawej dłoni fioletowy siniak.


piątek, 17 lipca 2015

*** ~ część.2

- Jestem Lionell. – przedstawił się nieznajomy.
 - Świetnie, znasz swoje imię. – prychnęłam – Gratulację.
 - A ty się nie przedstawisz? – zapytał szczerze zdziwiony. O Boże, jaki natręt.
 - Nie mam na to ochoty. – warknęłam.
 - Będziemy tu tak stać? – ponowne pytanie doprowadziło mnie do szału, ale nie dam się tak łatwo wytrącić z równowagi.
 - Możesz sobie iść. – stwierdziłam, zachowując pozory spokoju.
 - A pójdziesz ze mną?
[…]
Fakt, że poszłam gdzieś z jakimś nieznajomym kolesiem nie przerażał mnie już tak, jak na początku Teraz siedzieliśmy w jakiejś obskurnej kawiarence, przy jednym z wielu identycznych stolików. Naprawdę oryginalny ten koleś.  Mimowolnie prychnęłam.
Usiedliśmy przy oknie. Problem tkwił w tym, że poza nami była tu trójka pijanych gości i nikt poza tym.
Kelnerka niechętnie podeszła do stolika w rogu pomieszczenia, wyraźnie niezadowolona, że usiedliśmy tak daleko od baru.
 - Co podać? - zapytała pretensjonalnie przeciągając sylaby i patrząc gdzieś w sufit. Denerwują mnie tacy ludzie, to irytujące.
 - Dla mnie kawa, a dla ciebie? - zwrócił się do mnie chłopak, którego imienia nie mogłam sobie teraz przypomnieć. A byłam pewna, że mi się przedstawiał.
 - W zasadzie, nigdy nie piłam szejka truskawkowego. - odparłam, co kelnerka odebrała jako zamówienie i odeszła.
Kiedy odchodziła ukazała mi swój tyłek w pełnej krasie. Ja rozumiem, że można nosić mini, ale widok połowy pośladków wystających poza spódnicę rozbawił mnie. Bardzo. Zaczęłam się śmiać. Z trudem łapałam oddech, a własna dłoń, która miała pomóc mi się opanować  i zdusić w sobie śmiech  wcale mi w tym nie pomagała. Pozostałe kelnerki patrzyły na mnie spode łba. Chłopak popatrzył na mnie zaskoczony taką reakcją.
 - O co ci chodzi? - zapytał, nadal nie przejmując się faktem, że jesteśmy, dzięki mnie, w centrum zainteresowania.
 - Raczej nie interesują cię ciuchy, co? - odpowiedziałam pytaniem i tylko wskazałam brodą na kelnerkę.
Chłopak nawet na nią nie spojrzał, nadal intensywnie się we mnie wpatrując.
 - Masz rację, nie interesuje mnie to. - przyznał. Wiedziałam, że mam rację, ja zawsze mam rację.
Oparłam głowę na ściśniętej w pięść łapce i spojrzałam za okno. Spojrzenie padło na kawałek popękanej kostki. Koleś, który ze mną siedział zaczął coś mówić. Nie wiem o czym, bo nawet nie starałam się go słuchać, a mój nieprzytomny wzrok i tak zdradzał zmęczenie.
 - Przypomnij jak masz na imię? - zagięłam go tym jednym zdaniem.
Zaśmiał się, zabawnie odchylając głowę do tyłu.
 - Lionell. - swoje imię wypowiedział z rozbawieniem.
Uniosłam brwi zaskoczona.
 - Co cię bawi? - na mój zaskoczony głos ludzie znów podnieśli na nas wzrok.
 - Co? - zapytał Lionell. Teraz zdawał się nie wiedzieć o co mi chodzi.
 - Pytam, co cię tak bawi? - ponowiłam pytanie.
Chłopak przestał się śmiać. Teraz, dla odmiany to on uniósł brew.
 - Nic, zupełnie nic. - stwierdził.
Spojrzałam na niego z politowaniem.
 - Och, daj spokój. To, że teraz możesz mnie czymś urazić, nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. I tak prawdopodobnie nigdy więcej się nie spotkamy, więc możesz od razu powiedzieć, a nie bawić się w jakieś chore podchody. - warknęłam.
On ponownie się zaśmiał, co kompletnie zbiło mnie z tropu. Serio ten facet zaczął mnie przerażać.
 - Kiedy się złościsz, jesteś słodka. - powiedział.
Tego kompletnie się nie spodziewałam. Zrobiłam wielkie oczy, po raz pierwszy w życiu nie wiedziałam co odpowiedzieć. Moim wybawicielem okazała się być kelnerka, która po dobrych dwudziestu minutach, w końcu przyniosła zamówienie. Zaczęłam bawić się kosmykiem włosów i znów spojrzałam za okno.
 - Dlaczego uważasz, że się już nie zobaczymy? – jego spojrzenie również powędrowało za okno. Wpatrywał się dokładnie w to samo miejsce co ja.
 - Bo ani tobie, ani tym bardziej mi na tej znajomości nie zależy. – cała prawda.
Chwila ciszy przerywana była tylko miarowym oddychaniem zebranych w lokalu ludzi i dźwiękiem szkła uderzającego o stoliki. Nie tknęłam swojego napoju, sama się truć nie mam zamiaru.
 - Dlaczego nie pijesz? - zapytał w końcu Lionell, który kończył już swoją kawę i z nieukrywanym zainteresowaniem mi się przyglądał.
 - Mam uczulenie na truskawki. - odparłam zgodnie z prawdą. On znów się zaśmiał.
Wreszcie zdecydowałam się stąd wyjść. Wstałam, wygładziłam zmięty materiał sukienki i rzuciłam na blat stolika kilka banknotów. Oczywiście Lionell  musiał chcieć się wykazać i pokłóciliśmy się o to, kto płaci, ale to nie było zbyt interesujące.
[...]
 Wyszliśmy z kawiarenki. Chłód nocy sprawił, że na moich ramionach pojawiła się gęsia skórka. Zaczęłam iść w stronę domu, pozostawiając Lionell'a przed drzwiami kafejki. Kiedy chłopak zorientował się, że odchodzę dogonił mnie szybko.
 - Gdzie tak pędzisz? - zapytał z uśmiechem.
Miałam ochotę mu go zetrzeć z twarzy.
 - Byle dalej od ciebie. - odpowiedziałam złośliwie, na co on ponownie się zaśmiał.
 - Odprowadzę cię... tam... - powiedział.
Jaki tępy idiota, czy on nie rozumie, że mam go dość i chcę, żeby w końcu zostawił mnie w spokoju?
Boże, jak ten facet mnie irytował... Ok, pogadaliśmy chwilę, niby się już znamy, ale mam go po prostu dość. Przyspieszyłam krok, unosząc wzrok ku niebu.
 Cholerny wiatr. Było mi tak zimno, że z trudem opanowałam drżące ciało.
 - Zimno ci? - zapytał Lionell, ściągając kurtkę.
Spojrzałam na niego jak na jakiegoś karalucha, miażdżąc spojrzeniem. Nie, kurwa, jest mi gorąco.
 - Nie, wcale. - warknęłam sarkastycznie, obsesyjnie pocierając swoje ramiona.
 - Weź. - powiedział wciskając mi swoją kurtkę.
Zatrzymałam się i zmierzyłam go wzrokiem.
 - Nie ma  mowy. - powiedziałam ochryple. Nie mam zamiaru mieć długu wdzięczności wobec nieznajomego kolesia, który nie dość, że mnie irytuje to jeszcze jest okropnie natrętny.
 - Będzie ci zimno. - argumentował.
 - A tobie nie? - warknęłam, nie mam zamiaru mieć długu wdzięczności wobec, bądź co bądź, nieznajomego.
 - Jakoś wytrzymam. – co oni wszyscy mają z tym udowadnianiem swojej męskości?  Przecież ani razu nie zdarzyło mi się kwestionowanie jego płci.
 - Jeśli wytrzymasz to ja tym bardziej. – prychnęłam. – Nie chcę nic od ciebie.
Podszedł do mnie od tyłu i owinął kurtką. Jak można być tak nieznośnym, zachowywał się gorzej niż dziecko. Zaczęłam się szamotać, próbując wyswobodzić się z tego uścisku.
 - Ogarnij się i zabieraj to!- krzyknęłam.
 W  końcu udało mi się uwolnić. Stanęłam na palcach i miażdżąc go spojrzeniem dałam mu z liścia w twarz. Nagle zrobił się przy mnie dziwnie mały.
 Osłupiał i chwycił się za policzek, na którym pojawił się czerwony odcisk mojej łapki.
 -Jak mówię „nie" to znaczy  „nie” i koniec.
Ogarnęła mnie nieopisana irytacja, kiedy ponownie się zaśmiał.

  CDN

czwartek, 16 lipca 2015

Break the Rules ~ część.7

część.6

(Maciek)

Stałem jak ostatni debil pośrodku toalet patrząc jak Martika wymierza kolesiowi prawy sierpowy, chwytając się jednocześnie za obolałą dłoń. Napastnik się zatoczył, burknął coś niezrozumiale pod nosem. Odblokowało mnie, gdy znowu zaczął uderzać do dziewczyny. Chwyciłem go w ułamku sekundy za poły kurtki i kolanem uderzyłem go w brzuch. Osunął się bezwładnie z jękiem. Tymczasem, próbując zwalczyć chęć mordu, złapałem dziewczynę na ramię i czym prędzej wyprowadziłem ją na zewnątrz. Płakała. 
- Co to do kurwy nędzy było?! - krzyknąłem. - Gdzie jest Nikodem?! - Martika skuliła się, nie było jej wcale łatwiej.
- Ja nie wiem, jak to się stało, ja tylko... - ująłem jej podbródek, zmuszając ją do popatrzenia mi w oczy. Po policzkach ciekły jej łzy.
- Cicho, już po wszystkim. - trudno było stwierdzić, kogo chcę tymi słowami bardziej uspokoić: ją czy samego siebie? - Zdążył ci coś zrobić? Uderzył cię?

Break the Rules ~ częćś.4

część.3

(Martika)

Myślałam, że moje serce zaraz wyrwie się z klatki piersiowej i dziwił mnie fakt, że nikt tego nie słyszy. Cała zesztywniałam pod wpływem jego bliskości, mój oddech gwałtownie przyspieszył. Nienawidzę gdy ktoś narusza moją osobistą przestrzeń. Sama nie do końca potrafiłam opisać swoje uczucia, ale ten chłopak strasznie mnie dekoncentrował, nie mogłam skupić się na niczym prócz niego i coś mi mówiło, że jego działania są celowe. Strąciłam jego dłonie z moich, jednak szybko tego pożałowałam, gdyż przegrałam tę bitwę.
 - Aż tak cię rozpraszam? - usłyszałam jego szept przy uchu, a potem cichy złośliwy śmiech.
Nie wiedziałam dlaczego on tak na mnie działał. Mocno denerwował mnie fakt, że przez niego traciłam zdolność myślenia i zdolność do czegokolwiek.
 - Och, zamknij się wreszcie. - mruknęłam i założyłam kask, by nie widział rumieńców, wkradających się na moje policzki.

Break the Rules ~ część.3

część.2

(Maciek)
Czułem się jak na haju. Pierwsze miejsce należało do mnie, podobnie jak Triumph Tiger Sport, o najlepszym możliwym przebiegu, jaki w życiu widziałem. Krew niebezpiecznie buzowała w moich żyłach mieszając się z potężną dawką adrenaliny. Myślami wciąż dosiadałem moją Hondę, czując pęd wiatru i nieziemskie podekscytowanie na widok trzycyfrowej cyfry na moim liczniku. To było dla mnie lepsze niż jakikolwiek narkotyk, przenosiło mnie w inną rzeczywistość. Gdy Organizator przekazywał mi kluczyki i gratulował wygranej, myślałem że to zwykły sen. Tymczasem stałem pośrodku zgiełku, słysząc jak ludzie skandują moje imię, a współzawodnicy życzą mi najgorszego. Taki los, ktoś musi obejść się smakiem, dzisiaj był mój dzień.
Po tradycyjnym już oblewaniu zwycięzcy wstrząśnięty szampanem tłum się rozszedł i w końcu mogłem dostrzec znajome twarze. Szybki i Bury wolno zmierzali w moim kierunku bijąc brawo.
- Stary, od dziś jesteś chyba moim idolem. - krzyknął Robert. - Może ja już mam omamy i to nie ty wygrałeś?

środa, 15 lipca 2015

Break the Rules ~ część.6

część.5

(Martika)

Wstałam, poprawiłam moją bluzkę i zaczęłam przeciskać się przez tłum tańczących ludzi. Było mi trochę głupio, że tak im się wpieprzyłam, bo inaczej nazwać tego nie można, w towarzystwo, ale w zasadzie Maciek sam tego chciał. Pocieszałam się faktem, że Nikodem z Robertem nie czuli do mnie takiej niechęci jak on.
 Weszłam na korytarz prowadzący do toalet i weszłam do części przeznaczonej dla kobiet. Kiedy tylko weszłam uderzył mnie odór papierosów, wymiocin i alkoholu zmieszanego z zapachem kostek do kibla. W oczy rzuciło mi się duże, popękane lustro, przed którym stało kilka około dwudziestoletnich dziewczyn. Podeszłam do pierwszej kabiny i usłyszałam jakieś zduszone jęki. Nawet nie chcąc wyobrażać sobie co się tam dzieje podeszłam do drugich drzwi. Otworzyłam je, a moje oczy mimowolnie się rozszerzyły.

Break the Rules ~ część.5

część.4

(Maciek)

Stanęliśmy obok Nikodema i Roberta, którzy z nieskrywanym podziwem przyglądali się dziewczynie. Widziałem to rozanielenie wypisane na jej twarzy, pff, zwykły fart. Dostała takiego motocykla, który praktycznie sam jeździł. Odrzuciła włosy w tył, za kogo ona się uważała? Wymądrzała pannica, uważa się za ósmy cud świata. Szybki powiedział coś do niej, a ona zaśmiała się. Rany, jak dźwięk jej śmiechu mnie irytował. Podała mu rękę.
- Tak w ogóle jestem Martika. - z zdumieniem patrzyłem jak z uznaniem omiata wzrokiem jej sylwetkę.
- Robert, ale znajomi mówią na mnie Dziki. - odwzajemnił uścisk, zza jego pleców wyłonił się blondyn.
- Ja jestem Nikodem czyli Bury. Jak na pierwszy raz to poszło ci całkiem świetnie. Nie mogłem powstrzymać prychnięcia.

wtorek, 14 lipca 2015

Break the Rules ~ część.2

część.1

(Martika)

Pogoda za oknem idealnie odzwierciedlała moje dzisiejsze samopoczucie - szare, deszczowe chmury zwiastowały rychłe nadejście burzy. Westchnęłam cicho, ponownie przenosząc wzrok na tablicę. Myślałam, że zwariuję...ze wszystkich przedmiotów szkolnych zdecydowanie najbardziej nienawidziłam historii. Nasz nauczyciel miał wielki talent do przemieniania najbardziej krwawych scen w nudne i niekończące się opowieści nie wiadomo o czym. Mimo tego, było mi go trochę żal, że wszyscy go olewają. Spojrzałam na zegar i jęknęłam - jeszcze pół godziny męki. Na szczęście pan Zalewski był tak zafascynowany swoją opowieścią, że nawet tego nie zauważył. Nie zauważył też tego, jak Karolina dźga mnie cyrklem w plecy.
 - Martika. - syknęła - Martika, przestań mnie ignorować i  odwróć się wreszcie!
Naprawdę nie wiem jak Zalewski mógł tego nie dostrzec.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Airport ~ część.2


~*•*~
Leżałyśmy na moim łóżku pod oknem, które sobie pięknie wywalczyłam z czego byłam cholernie zadowolona.. no właśnie, byłam. Teraz gapiłyśmy się w sufit z popsutymi humorami.
No bo kto normalny puściłby nastolatki mocno po dziewiątej w wielkie miasto, gdzie z racji pojawienia się masowo celebrytów na lotnisku wyłania się multum fanów stwarzających zagrożenie sobie, tym do których przyszli i tym, co ze sprawą mają guzik powiązania. Miałam obecnie chaos w głowie i patrząc na dziewczyny, pomiędzy które byłam wciśnięta również biły się z myślami. Z jednej strony, to za dużo przeczytałam na temat fanek, które mocno uprzykrzyły nie jeden przylot BigBang do Seulu - już nawet nie wspominając o EXO - aby zaprzeczać racji wujostwu, ale z drugiej to my miałyśmy mocny powód aby tam być. Po prostu się wkurzyłam, że nam nie pozwolili jechać po walizkę. To cholernie konkretny powód.
- Teraz nie zasnę. - beznamiętnie wycharczałam to co mnie najbardziej męczyło. Zapowiadała się kolejna nieprzespana noc. Kiedy widziałam tak zrezygnowaną noonę to nawet myśl o biletach mnie nie pocieszała.

Break the Rules ~ część.1

Maciek - DarkLady
Martika - Neko

(Maciek)
- Nie i koniec, nigdy w życiu tam nie pójdę! - myślałem, że to jakiś żart - Jak mogliście podjąć taką decyzję beze mnie? Więc ja się już nie liczę?! Tak?! Ale proszę bardzo, sami sobie tam idźcie! - wykrzykiwałem to  w twarz Adamowi I Elżbiecie, moim szanownym rodzicom . Widząc moje wzburzenie , stali bezradnie naprzeciw i nie mieli już żadnych argumentów potwierdzających słuszność podjętych przez nich decyzji.
- Maciek, nie denerwuj się, nie było innego wyboru. Zrobiliśmy tak, by tobie było najlepiej. - próbowała załagodzić całą sprawę pani domu.
- Czyżby? Czyli uważacie, że posyłając mnie do publicznego liceum będę szczęśliwszy? - odparowałem już nieźle wkurzony - Nie mogę nawet wybrać szkoły? Tak mało dla was znaczę?! - pieklił się dalej. Sfrustrowany takimi słowami, Adam zrobił krok w moją stronę.

*** ~ część.1

autor: Neko
gatunek: fanfiction, fluff
stan: opowiadanie niedokończone - trwające

Obudziłam się. Mój pokój wypełniony był krzykiem. Uświadomiłam sobie, że krzyczę dopiero kiedy przestałam. Nie mogłam opanować drżenia ciała ani potoku wypływających z oczu łez. Przebłyski wspomnień, których nie chcę pamiętać zaprzątnęły moją głowę. Drżenie wciąż narastało, a głowa pękała z bólu. Odruchowo moje łapki powędrowały do nocnej szafki. Otworzyłam szufladę i zaczęłam szukać w niej dobrze znanego mi przedmiotu. W końcu znalazłam.
 Słodkie zimno dotknęło bladej skóry nadgarstka. Trzęsącą się łapką zadałam pierwsze cięcie. Czerwone kropelki pojawiły się powoli, po chwili zmieniając w obfite strużki krwi [...].
 Zimny metal żyletki raz po raz przecinał moją skórę, powodując obfite wylewanie się gorącej, szkarłatnej cieczy. Moje przedramiona i brzuch bolały mnie od licznych, głębokich cięć. Jednak to pomogło zagłuszyć ból w sercu.

wtorek, 7 lipca 2015

Airport ~ część.1

autor: ₩illiam
gatunek: fanfiction, fluff, komedia, holidaystory,
ostrzeżenia: paringi są nieokreślone (praktycznie ich niema), fabuła jest mocno walnięta, przesłodzone sceny, brak sensu w niektórych momentach etc.
stan: opowiadanie niedokończone - trwające

postacie:
- Gabriella (noona - najstarsza)
- Natala (maknae - najmłodsza)
- Alicja (opowiadająca)
- członkowie zespołu EXO
- członkowie zespołu BigBang
- rodzina Alicji, która mieszka w Korei w tym ciocia, wujek i kuzyn

~*•*•*~