Wyprowadzenie mnie z budynku sprawiło Nikodemowi niemałe problemy. Ja sprawiałam mu problemy, ale nie dbałam o to.
- Zostaw mnie, idioto, jeszcze nie skończyłam! Puść...puść mnie! No do cholery, jeszcze wszystkiego nie powiedziałam! - krzyczałam na niego, idąc przez zatłoczone pomieszczenie.
- Martika, przestań, już na dzisiaj dosyć nawyrabiałaś. - blondyn o dziwo nie krzyczał na mnie. Mówił łagodnym, trochę przyciszonym głosem, starając się za wszelką cenę mnie uspokoić.
Mimo mojego sprzeciwu, przycisnął mnie do siebie mocniej, jakby się bał, że zaraz wrócę i wygarnę Maćkowi do końca.
- Ale...- drzwi zamknęły się z głośnym trzaskiem, gwar podnieconych głosów przycichł - ...ja jeszcze nie skończyłam! Chcę mu powiedzieć co myślę o nim!- nadal krzyczałam, choć korytarze były opustoszałe. Jasne... wszyscy zbiegli się, by zobaczyć dwie walczące ze sobą wariatki.
- Uspokój się, Martika. Nie widziałaś jak się wściekł? - powiedział Nikodem, w nieudolnej próbie doprowadzenia mnie do porządku. Nic mu to nie dało, bo ja nie zamierzałam tak łatwo zrezygnować z wygarnięcia Maćkowi tego, co o nim myślę.
- Oczywiście, że się wściekł, ludzie zawsze się wściekają, kiedy mówi się o nich prawdę.
Dałam się poprowadzić do wyjścia, dopiero po przejściu przez dwa korytarze. Nie odzywałam się do chłopaka przez całą drogę, zresztą on też nic nie mówił. Dopiero, gdy wyszliśmy na zewnątrz ośmielił się odezwać.
- Chodź, tam jest mój motocykl, odwiozę cię do domu. - zaoferował, nie myśląc nawet, że śmiałabym odmówić.
- Sama sobie poradzę. - warknęłam, próbując wyzwolić się spod jego uścisku. - Możesz mnie wreszcie puścić!? - warknęłam zirytowana, szamotając się jak opętana.
Widziałam w jego oczach, że się waha, ale po chwili rozluźnił uścisk i odsunął się ode mnie, jednak dalej mocno trzymał mój nadgarstek. Pociągnął mnie lekko w stronę parkingu.
- Odwiozę cię. - powiedział. Wyszarpnęłam rękę i odwróciłam się.
- Nie trzeba. - mruknęłam sucho, zastanawiając się dlaczego wyżywam się i na nim. - Wrócę sama. - dodałam już spokojnie.
Ku mojemu szczeremu zaskoczeniu chłopak parsknął śmiechem.
- Jesteś pijana. - stwierdził z nutą rozbawienia w głosie, ponownie łapiąc mnie za rękę.
Odwróciłam się i obrzuciłam go chłodnym spojrzeniem. Teraz miałam powód, aby wyżyć się na nim.
- Tak, oczywiście, po jednym drinku jestem tak pijana, że nie wiem co robię, a ty rycerzu musisz mnie ratować z opresji. - prychnęłam wściekle. - Wybacz, że nie rzucę ci się na szyję, o mój bohaterze. - zaczęłam dygotać z wściekłości.
Zachowywałam się tak, jakbym faktycznie była pijana, ale nie byłam. Chociaż, może i lepiej, że ludzie tak myślą, alkohol mnie trochę usprawiedliwia. Ponownie wyrwałam rękę z dłoni Nikodema. Skierowałam się w stronę drogi, zostawiając blondyna przed parkingiem.
Byłam już około dwustu metrów od szkoły, kiedy usłyszałam warkot silnika. Nie odwróciłam się, przypuszczając kogo mogę zobaczyć.
- Może podwieźć? - usłyszałam pytający głos Nikodema, czyli miałam rację.
- Nie. - odparłam krótko, głosem chłodniejszym niż grudniowa noc.
Kątem oka dostrzegłam, że unosi brwi, jednak nie odpuszczał i przez kolejne kilkadziesiąt metrów wolno jechał tuż obok mnie.
- Na pewno? - ponowił swoje pytanie.
- Tak. - odparłam bez cienia zawahania.
Zgasił swój motocykl i zsiadł z niego. Na usta cisnęło mi się pytanie "co robisz?", ale nie odezwałam się ignorując zachowanie chłopaka. Szedł przy mnie, prowadząc swoja maszynę.
Zaczęło zżerać mnie poczucie winy.
- Jedź do domu. - odezwałam się w końcu, próbując je choć trochę zmniejszyć.
Tak jak się spodziewałam, żeby odjechał sama musiałam wsiąść z nim na motor. Bardzo mu się dziwiłam, że nadal ze mną rozmawia i jeszcze mi pomaga. Przez spowodowane tym jeszcze większe wyrzuty sumienia, mój żołądek boleśnie się ścisną.
Nikodem już prawie odjechał z mojego podwórka, gdy zatrzymałam go. Rzucił mi pytające spojrzenie.
- Nikodem, ja...dziękuję i przepraszam. - wykrztusiłam z siebie w końcu.
- Nie ma sprawy. - odpowiedział unosząc lekko kąciki swoich ust. - Ale powiedz mi jedno, co ciebie wstąpiło?
Uśmiechnęłam się blado.
- Sama chciałabym wiedzieć.
***
Kolejne dni wakacji mijały mi leniwie. Karolina nadal była na mnie obrażona, za - jak utrzymywała - "wstyd, który jej przyniosłam", ale ja i tak wiedziałam, że chodzi jej o Nikodema, który w przeciwieństwie do niej, odwiedzał mnie prawie codziennie. Choćby na piętnaście minut, ale przyjeżdżał, marnując na mnie paliwo. Okazało się, że jest naprawdę w porządku, nie to co ja. Poza tym wyrzuty sumienia, z powodu wygarnięcia wszystkiego Maćkowi i Weronice nadal mnie nie opuszczały, przez co codziennie zmagałam się z ostrym bólem brzucha. Nie miałam jednak na tyle odwagi, by stanąć z nim twarzą w twarz, a nie chciałam jak tchórz przekazywać przeprosiny za czyimś pośrednictwem.
Właśnie zastanawiałam się nad tym, czy nie zobaczyć się z Maćkiem, oglądając jakąś nudną i łzawą brazylijską telenowelę, jedząc kolejne pudełko lodów owocowych, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Od razu wiedziałam kto to, więc nawet nie wstałam, by je otworzyć, tylko krzyknęłam "proszę". Po krokach poznałam Nikodema, więc miałam rację.
- Hej, jak się czujesz? - zapytał, byłam pewna, że się uśmiecha, bez patrzenia na niego.
Wychyliłam głowę za oparcie kanapy, by móc na niego spojrzeć i uniosłam brwi.
- Skąd to pytanie? - odpowiedziałam, siląc się na beztroski ton.
- Nie udawaj... - nie dałam mu dokończyć.
- Wszystko w porządku. - powiedziałam coś niezgodnego z prawdą.
Blondyn zaśmiał się, obszedł kanapę i usiadł obok mnie, po czym powiedział:
- Kłamanie ci nie wychodzi. - co racja to racja, kiepska ze mnie aktorka.
- No, więc dobrze... u mnie bez zmian. - powiedziałam, przywołując na twarz uśmiech.
- Powinnaś wyjść domu. - odparł, nie dając się nabrać na ten sztuczny gest.
Parsknęłam niewymuszonym i odrobinę histerycznym śmiechem.
- O nie. I ty, i ja za dobrze pamiętamy jak to się ostatnio skończyło. Nigdzie nie idę. - stwierdziłam, przypominając sobie ostatnie wydarzenia. I znów ten bolesny skurcz w żołądku.
- W zasadzie to przyszedłem tu, żeby cię wyciągnąć z domu. Maciek organizuje wypad za miasto, chciałabyś może z nami jechać? - szczera radość, jaka malowała się na jego twarzy, bardzo utrudniała mi odmowę, jednak musiałam to zrobić.
- Nie słyszałeś? Nigdzie się stąd nie ruszam. Tym bardziej nie z nim. - Boże, co ze mnie za tchórz.
- Nie z nim tylko ze mną, no weź, całe wakacje zamierzasz przesiedzieć w domu? - szturchnął mnie w ramię.
- To chyba rozsądne. Nie sądzę, żeby on był zadowolony, gdybym z wami pojechała. - nie używałam jego imienia odkąd ostatni raz się z nim widziałam - Nie chcę się pchać tam gdzie mnie nie chcą.
Nagle zadzwonił telefon należący do blondyna. Zerknął na niego znudzony, jednak znacznie się ożywił, kiedy zobaczył kto dzwoni.
- Więc mam okazję się go o to zapytać. - zwrócił się do mnie, po czym odebrał.
- Nawet mu o tym nie wspominaj! - warknęłam, jednak Nikodem był na to głuchy.
Nie mogłam go odwieść od tego pomysłu ani prośbą, ani groźbą. Krzyczałam i prosiłam, próbując wyrwać mu z ręki telefon. Bezskutecznie. W końcu się poddałam.
W duchu modliłam się, by Maciek nie chciał mnie widzieć tak, jak ja boję się zobaczyć jego.
~ część.15
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz