Weszłam do domu trzaskając drzwiami i od razu przekręciłam
klucz. Oparłam się o drzwi, próbując uspokoić oddech.
Znalazłam się w domu,
byłam bezpieczna. Wreszcie mogłam odetchnąć. Strach jaki towarzyszył mi od
pewnego czasu nawet nie zaczął mnie opuszczać. Usłyszałam silniki trzech
motocyklów, co oznaczało, że chłopaki już odjechali. To wcale nie dodało mi
pewności siebie.
Dopiero po dłuższej chwili uświadomiłam sobie, że nie
ruszyłam się z korytarza. Westchnęłam cicho.
Zapaliłam światło
wchodząc do kuchni, właśnie wtedy zauważyłam na mojej prawej dłoni fioletowy
siniak.
- Świetnie- mruknęłam sama do siebie - po prostu super.
Mimo świadomości bezpieczeństwa, nieprzerwanie bałam się.
Trzęsącymi się wciąż dłońmi wyciągnęłam z szafki kubek, o mało co go nie
tłukąc. Nastawiłam wodę na herbatę i oparłam się o blat. Po chwili usłyszałam
dźwięk czajnika i zalałam herbatę. Miałam nadzieję, że mocna herbata mnie
uspokoi, myliłam się. Po raz kolejny tego wieczoru się myliłam.
Oglądałam, popijając
herbatę, jakiś średnio interesujący
horror w telewizji, bo i tak wiedziałam, że nie zdołam zasnąć. Była to jakaś
krwawa zarzynanka, bardziej śmieszna niż straszna. I tak nie bardzo
orientowałam się o co chodzi w tym filmie. Nie mogłam jednak przestać myśleć o
tym co się stało. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że ktoś mnie obserwuje i tego
dziwnego uczucia... jakby ktoś mnie dotykał... Obrzydliwe. Owinęłam się
szczelniej kocem.
Dźwięk dzwonka w
telefonie przyprawił mnie niemal o zawał. Kto do cholery dzwoni do mnie o
takiej porze?! Jest pół do czwartej nad ranem! Wściekła odebrałam telefon,
gotowa w każdej chwili wydrzeć się i klnąc na Karolinę. Jakie wielkie było moje
zdziwienie, kiedy usłyszałam płynący z głośnika głos mojej rodzicielki.
- Halo? - rozpoznałam
jej zmęczony głos.
- Cześć, mamo. -
odparłam, klnąc na siebie w duchu, za drżący głos. Nie mogłam go opanować.
- Martika, obudziłam
cię? - zapytała. W jej tonie doszukałam się zaskoczenia, jakby była pewna, że o
tej porze nie odbiorę.
- Nie, nie obudziłaś.
- odpowiedziałam zgodnie z prawdą, nadal drżącym głosem.
- Dzwonię tak późno,
bo... - urwała jakby zastanawiała się nad czymś - Martika, czy coś się stało? -
wydusiła w końcu.
- Nie, nic. -
cieszyłam się, że udało mi się choć trochę opanować.
-Tak właściwie to
dlaczego jeszcze nie śpisz?
Westchnęłam głęboko, przewracając oczami w teatralny sposób,
dobrze, że nie mogła tego zobaczyć.
- Oglądam film. -
półprawda, włączyłam telewizor tylko dlatego, żeby w domu nie było cicho.
- Sama? - Jezu, czy
ona musi mnie tak nękać tymi pytaniami, dobrze wiem, że chce sprawdzić moją
wiarygodność.
- Nie, z Karoliną,
ale ona zasnęła. - tłumaczyłam cierpliwie, mama zna mnie na tyle dobrze, że
wie, że sama raczej nie oglądam filmów. Muszę pamiętać, żeby powiadomić o tym
przyjaciółkę.
- Jaki film? -
następne pytanie.
- Jakiś horror, wiesz
jak Karolina uwielbia horrory? Jest beznadziejny. Nieciekawy, nawet nie
pamiętam tytułu. - odparłam znudzona rozmową, miałam nadzieję, że nie będzie
drążyć tematu - No, to po co dzwoniłaś? - zapytałam, tylko po to, aby odwrócić
jej uwagę od poprzedniego tematu.
- Ach, no właśnie.
Dzwoniłam, żeby ci powiedzieć, że nie wrócę w lipcu. Będę jakoś z początkiem
sierpnia. - oznajmiła. Wiedziałam, że jest jej z tego powodu przykro.
- Aha. - mruknęłam
sucho.
Nie dopytywałam dlaczego, nie robiłam jej wyrzutów. I tak to
nie ma żadnego sensu, przecież nie rzuci wszystkiego i nie przyjedzie. Poza tym
nie pierwszy raz mi to robi.
- W porządku? -
usłyszałam jej zatroskany głos.
- Tak, tak, jasne.
Wszystko w porządku. - powiedziałam już normalnie.
- Wynagrodzę ci to. Wiesz,
szef nie dał mi wolnego... - nadal się tłumaczyła.
- Nie szkodzi, to nie
twoja wina. - ucięłam. Ile razy
słyszałam to zdanie z jej ust? Sama już nie pamiętam.
Już naprawdę miałam dość tego wystawiania mnie i obietnic
bez pokrycia, jednak nie miałam jej tego za złe. Jednakże szef mamy był przeze
mnie wyklinany przynajmniej kilka razy dziennie.
- Za niedługo wyślę
ci pieniądze, dobrze?
- Nie przejmuj się
mną tak. - powiedziałam cicho - Radzę sobie.
Chwilę jeszcze
pogadałyśmy, mama jak zwykle za bardzo się martwiła. Cierpliwie zniosłam
wszystkie pytania o to czy niczego mi nie brakuje, jak sobie radzę i tak dalej. To żenujące.
Odetchnęłam z ulgą,
kiedy w końcu usłyszałam wyczekiwane "dobranoc". Dopiłam resztkę zimnej już herbaty i obejrzałam
końcówkę filmu. Była całkowicie bez sensu.
***
Obudziłam się w swoim
pokoju, owinięta kołdrą. Nie mam tylko pojęcia, w jaki sposób znalazłam się na
ziemi. Nie pamiętałam w jaki sposób dotarłam do pokoju, ani kiedy się
przebrałam, a to, że udało mi się tej nocy zasnąć traktowałam jak jakiś
cud. Zmrużyłam oczy, chroniąc je przed
promieniami słońca, które bezczelnie wkradało się do pokoju przez szpary w
zasłonie. Nie chciałam wstawać, jednak zmusiłam się do tego, widząc na
telefonie prawie pierwszą po południu. Włączyłam piosenkę mojego ulubionego
zespołu, Rhapsody of Fire, żeby się rozbudzić, a fakt, że pierwsza na liście była "The Frozen Tears of Angels" ucieszył mnie
Weszłam do
łazienki. Gdyby ktoś teraz zobaczył moją
twarz, mógłby mnie wziąć za osobę wyrwaną z horroru. Blada, opuchnięta twarz
idealnie komponowała się z sińcami pod mocno przekrwionymi oczami. Świetnie.
Weszłam pod prysznic,
jednak od razu pożałowałam mojej decyzji, bo woda w kranie była lodowata. No ale nic, trzeba się ogarnąć. Byłam właśnie w połowie mycia głowy, kiedy
irytujący dźwięk dzwonka, dotarł do moich uszu. Nie miałam zamiaru wychodzić,
aby otworzyć, jednak osoba, która stała przed domem była bardzo natrętna.
Molestowała dzwonek, dobijając się do mnie jakby od tego zależało jej życie.
Jednak ów dźwięk urwał się tak nagle, jak się pojawił. Zamiast
tego zadzwonił mój telefon. Twierdząc,
że dłużej tego nie wytrzymam, odebrałam go.
- Jesteś w domu? -
usłyszałam pretensjonalny głos Karoliny.
- Nie ma mnie. - warknęłam
na nią W odpowiedzi.
- Nie kłam. Przecież słyszę, że jesteś. Nikt oprócz ciebie nie
słucha takiej muzyki. - odparła na to.
- To po co się głupio
pytasz? - zapytałam retorycznie, a w odpowiedzi usłyszałam tylko wymowne
westchnienie. - Dlaczego nie wejdziesz?
- Zamknęłaś drzwi. -
mruknęła. - Zejdź do mnie, szybko. - nakazała i nie dając mi nawet szansy na
odpowiedź rozłączyła się.
Mimo tego, że mnie irytowała, że miałam ważniejsze rzeczy do
zrobienia, i że wystawiała mnie mnóstwo razy i tak rzuciłam wszystko, by do
niej pójść. Byłam o to na siebie wściekła, jak można być na każde zawołanie
takiej wrednej żmii? Pocieszał mnie tylko fakt, że ona jako jedyna mnie
toleruje, a nawet chyba lubi. Bo jak inaczej nazwać fakt, że nie uciekła
jeszcze z krzykiem od takiej nudziary jak ja?
Boso wybiegłam na korytarz i rzuciłam się na drzwi, by je
otworzyć. Mokre włosy przylepiły się mi do twarzy, ale byłam pewna, że wyglądam
lepiej niż godzinę temu.
- Nareszcie, ileż
można czekać? - westchnęła blondynka, bez zaproszenia wchodząc do domu.
- Proszę, wejdź. -
mruknęłam, ale chyba mnie nie dosłyszała.
Dziewczyna bez wahania wybrała się do salonu i rozwaliła się
na całą sofę, nic dziwnego, więcej czasu spędza u mnie niż we własnym domu.
Zwaliłam jej nogi i zajęłam miejsce obok.
- Co robiłaś w tym
klubie, dziś w nocy? - zapytała prosto z mostu.
Zaskoczona otwarłam usta. Byłam pewna, że nie pamięta tamtych
wydarzeń, że urwał jej się film.
- Chyba ja powinnam
ci zadać to pytanie. - odparłam chłodno.
- Ale ja na
poważnie... - przewróciła oczami, jak to ma w zwyczaju.
- Wyobraź sobie, że
ja też. - warknęłam wściekle.
- Oj, no weź.
Przecież nie było tak źle. Przyznaj się.
"No nie, wcale, było cudownie!" - pomyślałam,
jednak, nie ważyłam się powiedzieć tego na głos. Karolina jest moją
przyjaciółką, ale i tak wiem, że to nie odpowiednia osoba do zwierzania się.
Sama również nie chciałam zaczynać tego tematu, wolałam to przetrawić, wyrzygać
i zapomnieć.
Karola widząc, że od
dłuższej chwili się nie odzywam powiedziała:
- Ha! Wiedziałam, że
dobrze się bawiłaś.
- Wspaniale. -
odpowiedziałam sarkastycznie.
- Niby czemu nie? Coś
się stało? - drążyła temat.
- Nie. - ucięłam
krótko. - Ale po co tu przyszłaś? Nie sądzę, żebyś chciała wiedzieć jak się
bawiłam, po tym jak mnie PONOWNIE wystawiłaś. - wyglądało na to, że nie
spodobał się jej nacisk jaki położyłam na słowo "ponownie".
- A ty wiesz, że
dzwoniła do mnie twoja mama, pytała czy byłam u ciebie dziś w nocy.
Odpowiedziałam, że tak. - czułam, że specjalnie opóźnia temat, o który cały
czas jej chodziło.
Walnęłam ją jedną z poduszek leżących nieopodal.
- Ej, aua, o co ci
chodzi? - krzyknęła, piskliwym głosem.
Oddała mi tą samą poduszką, a ja jej. Zaczęłyśmy walkę na
poduszki. Mimowolnie się uśmiechnęłam, przypominając sobie jak byłyśmy małe i
właśnie w taki sposób spędzałyśmy całe wieczory. Nasza zabawa skończyła się,
kiedy niechcący poduszką strąciłam kubek po mojej herbacie. Naczynie spadło i
roztłukło się na drobne kawałki. Zaśmiałam się.
- Dobra skończ -
walnęła mnie poduchą w brzuch - ej, aua, przestań! Skończ już, chcę to
posprzątać!
Z trudem uwolniłam się od tego natrętnego człowieka i
zaczęłam zbierać z podłogi kawałki porcelany.
- No dobra, udało ci
się mnie odciągnąć od tematu, ale teraz na serio; po co tu przyszłaś? -
zapytałam, podnosząc na nią wzrok.
- Ten chłopak, z
którym wczoraj mnie zostawiłaś, wiesz gdzie mieszka? - zapytała.
Więc to o to jej chodziło. Znowu wypatrzyła sobie jakiegoś
chłopaka. W duchu dałam sobie w twarz, że nie skojarzyłam faktów.
- I ty teraz zamiast
mnie na kolanach przepraszać, błagać o przebaczenie pytasz mnie o jakiegoś
kolesia, który ci się spodobał?! - krzyknęłam z udawanym oburzeniem. Czasem
bardzo chciałam umieć się na nią obrazić, jednak nie potrafiłam się do tego
zmusić.
- Nie o to chodzi. Wiesz gdzie mieszka czy nie? -
zapytała ponownie.
- Jak nie o to, to o
co?
- Wiesz czy nie?!
- Uspokój się. Wiem,
że jest z Kazimierza Dolnego, nie znam
dokładnego adresu, ale dlaczego o to pytasz? - poruszyłam interesującą mnie
kwestię.
- Bo przez przypadek
wzięłam jego telefon. - powiedziała podnosząc przedmiot, na potwierdzenie swych
słów.
- Co zrobiłaś? - z
niedowierzaniem przyglądałam się swojej przyjaciółce, która wcale nie wydawała
się z tego faktu niezadowolona.
- To nie wszystko. -
usłyszałam jej radosny głos.
Zmierzyłam ją pytającym spojrzeniem, a ona westchnęła.
- I dzwonił na jego telefon
jakiś chłopak. Marcin...? Nie! Maciek, miał na imię Maciek. Odebrałam.
- I co, w związku z
tym? - zapytałam, już znacznie spokojniej. Byłam szczęśliwa, że ta sprawa mnie
nie dotyczy.
- Powiedziałam mu,
żeby przyjechał z kolegą, po zgubę.... - powiedziała, a widząc, że nadal nie
wiem co JA mam z tym wszystkim wspólnego dodała - Podałam im twój adres, nie
musisz dziękować.
Ze zdumienia upuściłam wszystkie kawałki porcelany z
powrotem na posadzkę. Jak mogła mi zrobić coś takiego.
- Czy ty zdajesz
sobie sprawę z tego co zrobiłaś? - zapytałam zażenowana, opadając na sofę i
ignorując rozwalony kubek. - Dlaczego nie zaprosiłaś ich do siebie?
- Tak, zaprosiłam
dwóch fajnych chłopaków do ciebie do domu. Dlaczego nie do siebie? Nie zadawaj
głupich pytań, po tym co wczoraj odwaliłam matka by mnie zabiła.- powiedziała
uradowana, a po chwili dodała - Mówiąc "nie musisz dziękować" miałam
na myśli padaj na kolana, ale nie, wcale mi na tym nie zależy... - prychnęła.
Dopiero po chwili odzyskałam zdolność do rozmowy, choć i tak
nie do końca.
- Czy ty jesteś
chora? - to krótkie zdanie sprawiło mi niemałą trudność.
Ja tu się staram, żeby nic jej się nie stało, ciągle muszę
jej pilnować, znoszę to, że mnie wystawia, zbieram zarzyganą z podłogi w klubie,
a ona odwala takie coś?!
- Jesteś nienormalna,
słyszysz? NIE-NOR-MA-LNA. - powiedziałam sucho - Mam ci przeliterować? Ale dlaczego to
zrobiłaś? - zapytałam, przywracając się do normalności.
- To proste. -
stwierdziła, patrząc na mnie z politowaniem. - Chcę ci w końcu znaleźć faceta.
~ część.9
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz