poniedziałek, 20 lipca 2015

Break the Rules ~ część.8

~ część. 7

(Martika) 
Weszłam do domu trzaskając drzwiami i od razu przekręciłam klucz. Oparłam się o drzwi, próbując uspokoić oddech.
 Znalazłam się w domu, byłam bezpieczna. Wreszcie mogłam odetchnąć. Strach jaki towarzyszył mi od pewnego czasu nawet nie zaczął mnie opuszczać. Usłyszałam silniki trzech motocyklów, co oznaczało, że chłopaki już odjechali. To wcale nie dodało mi pewności siebie.
Dopiero po dłuższej chwili uświadomiłam sobie, że nie ruszyłam się z korytarza. Westchnęłam cicho.
 Zapaliłam światło wchodząc do kuchni, właśnie wtedy zauważyłam na mojej prawej dłoni fioletowy siniak.



- Świetnie- mruknęłam sama do siebie - po prostu super.
Mimo świadomości bezpieczeństwa, nieprzerwanie bałam się. Trzęsącymi się wciąż dłońmi wyciągnęłam z szafki kubek, o mało co go nie tłukąc. Nastawiłam wodę na herbatę i oparłam się o blat. Po chwili usłyszałam dźwięk czajnika i zalałam herbatę. Miałam nadzieję, że mocna herbata mnie uspokoi, myliłam się. Po raz kolejny tego wieczoru się myliłam.
 Oglądałam, popijając herbatę,  jakiś średnio interesujący horror w telewizji, bo i tak wiedziałam, że nie zdołam zasnąć. Była to jakaś krwawa zarzynanka, bardziej śmieszna niż straszna. I tak nie bardzo orientowałam się o co chodzi w tym filmie. Nie mogłam jednak przestać myśleć o tym co się stało. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że ktoś mnie obserwuje i tego dziwnego uczucia... jakby ktoś mnie dotykał... Obrzydliwe. Owinęłam się szczelniej kocem.
 Dźwięk dzwonka w telefonie przyprawił mnie niemal o zawał. Kto do cholery dzwoni do mnie o takiej porze?! Jest pół do czwartej nad ranem! Wściekła odebrałam telefon, gotowa w każdej chwili wydrzeć się i klnąc na Karolinę. Jakie wielkie było moje zdziwienie, kiedy usłyszałam płynący z głośnika głos mojej rodzicielki.
 - Halo? - rozpoznałam jej zmęczony głos.
 - Cześć, mamo. - odparłam, klnąc na siebie w duchu, za drżący głos. Nie mogłam go opanować.
 - Martika, obudziłam cię? - zapytała. W jej tonie doszukałam się zaskoczenia, jakby była pewna, że o tej porze nie odbiorę.
 - Nie, nie obudziłaś. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, nadal drżącym głosem.
 - Dzwonię tak późno, bo... - urwała jakby zastanawiała się nad czymś - Martika, czy coś się stało? - wydusiła w końcu.
 - Nie, nic. - cieszyłam się, że udało mi się choć trochę opanować.
 -Tak właściwie to dlaczego jeszcze nie śpisz?
Westchnęłam głęboko, przewracając oczami w teatralny sposób, dobrze, że nie mogła tego zobaczyć.
 - Oglądam film. - półprawda, włączyłam telewizor tylko dlatego, żeby w domu nie było cicho.
 - Sama? - Jezu, czy ona musi mnie tak nękać tymi pytaniami, dobrze wiem, że chce sprawdzić moją wiarygodność.
 - Nie, z Karoliną, ale ona zasnęła. - tłumaczyłam cierpliwie, mama zna mnie na tyle dobrze, że wie, że sama raczej nie oglądam filmów. Muszę pamiętać, żeby powiadomić o tym przyjaciółkę.
 - Jaki film? - następne pytanie.
 - Jakiś horror, wiesz jak Karolina uwielbia horrory? Jest beznadziejny. Nieciekawy, nawet nie pamiętam tytułu. - odparłam znudzona rozmową, miałam nadzieję, że nie będzie drążyć tematu - No, to po co dzwoniłaś? - zapytałam, tylko po to, aby odwrócić jej uwagę od poprzedniego tematu.
 - Ach, no właśnie. Dzwoniłam, żeby ci powiedzieć, że nie wrócę w lipcu. Będę jakoś z początkiem sierpnia. - oznajmiła. Wiedziałam, że jest jej z tego powodu przykro.
 - Aha. - mruknęłam sucho.
Nie dopytywałam dlaczego, nie robiłam jej wyrzutów. I tak to nie ma żadnego sensu, przecież nie rzuci wszystkiego i nie przyjedzie. Poza tym nie pierwszy raz mi to robi.
 - W porządku? - usłyszałam jej zatroskany głos.
 - Tak, tak, jasne. Wszystko w porządku. - powiedziałam już normalnie.
 - Wynagrodzę ci to. Wiesz, szef nie dał mi wolnego... - nadal się tłumaczyła.
 - Nie szkodzi, to nie twoja wina. - ucięłam.  Ile razy słyszałam to zdanie z jej ust? Sama już nie pamiętam.
Już naprawdę miałam dość tego wystawiania mnie i obietnic bez pokrycia, jednak nie miałam jej tego za złe. Jednakże szef mamy był przeze mnie wyklinany przynajmniej kilka razy dziennie.
 - Za niedługo wyślę ci pieniądze, dobrze?
 - Nie przejmuj się mną tak. - powiedziałam cicho - Radzę sobie.
 Chwilę jeszcze pogadałyśmy, mama jak zwykle za bardzo się martwiła. Cierpliwie zniosłam wszystkie pytania o to czy niczego mi nie brakuje,  jak sobie radzę i tak dalej. To żenujące.
 Odetchnęłam z ulgą, kiedy w końcu usłyszałam wyczekiwane "dobranoc".  Dopiłam resztkę zimnej już herbaty i obejrzałam końcówkę filmu. Była całkowicie bez sensu.
***
 Obudziłam się w swoim pokoju, owinięta kołdrą. Nie mam tylko pojęcia, w jaki sposób znalazłam się na ziemi. Nie pamiętałam w jaki sposób dotarłam do pokoju, ani kiedy się przebrałam, a to, że udało mi się tej nocy zasnąć traktowałam jak jakiś cud.  Zmrużyłam oczy, chroniąc je przed promieniami słońca, które bezczelnie wkradało się do pokoju przez szpary w zasłonie. Nie chciałam wstawać, jednak zmusiłam się do tego, widząc na telefonie prawie pierwszą po południu. Włączyłam piosenkę mojego ulubionego zespołu, Rhapsody of Fire, żeby się rozbudzić, a fakt, że pierwsza na liście była "The Frozen Tears of Angels" ucieszył mnie
 Weszłam do łazienki.  Gdyby ktoś teraz zobaczył moją twarz, mógłby mnie wziąć za osobę wyrwaną z horroru. Blada, opuchnięta twarz idealnie komponowała się z sińcami pod mocno przekrwionymi oczami. Świetnie.
 Weszłam pod prysznic, jednak od razu pożałowałam mojej decyzji, bo woda w kranie była lodowata.  No ale nic, trzeba się ogarnąć.  Byłam właśnie w połowie mycia głowy, kiedy irytujący dźwięk dzwonka, dotarł do moich uszu. Nie miałam zamiaru wychodzić, aby otworzyć, jednak osoba, która stała przed domem była bardzo natrętna. Molestowała dzwonek, dobijając się do mnie jakby od tego zależało jej życie.
Jednak ów dźwięk urwał się tak nagle, jak się pojawił. Zamiast tego zadzwonił mój telefon.  Twierdząc, że dłużej tego nie wytrzymam, odebrałam go.

 - Jesteś w domu? - usłyszałam pretensjonalny głos Karoliny.
 - Nie ma mnie. - warknęłam na nią W odpowiedzi.
- Nie kłam. Przecież słyszę, że jesteś. Nikt oprócz ciebie nie słucha takiej muzyki. - odparła na to.
 - To po co się głupio pytasz? - zapytałam retorycznie, a w odpowiedzi usłyszałam tylko wymowne westchnienie. - Dlaczego nie wejdziesz?
 - Zamknęłaś drzwi. - mruknęła. - Zejdź do mnie, szybko. - nakazała i nie dając mi nawet szansy na odpowiedź rozłączyła się.
Mimo tego, że mnie irytowała, że miałam ważniejsze rzeczy do zrobienia, i że wystawiała mnie mnóstwo razy i tak rzuciłam wszystko, by do niej pójść. Byłam o to na siebie wściekła, jak można być na każde zawołanie takiej wrednej żmii? Pocieszał mnie tylko fakt, że ona jako jedyna mnie toleruje, a nawet chyba lubi. Bo jak inaczej nazwać fakt, że nie uciekła jeszcze z krzykiem od takiej nudziary jak ja?
Boso wybiegłam na korytarz i rzuciłam się na drzwi, by je otworzyć. Mokre włosy przylepiły się mi do twarzy, ale byłam pewna, że wyglądam lepiej niż godzinę temu.
 - Nareszcie, ileż można czekać? - westchnęła blondynka, bez zaproszenia wchodząc do domu.
 - Proszę, wejdź. - mruknęłam, ale chyba mnie nie dosłyszała.
Dziewczyna bez wahania wybrała się do salonu i rozwaliła się na całą sofę, nic dziwnego, więcej czasu spędza u mnie niż we własnym domu. Zwaliłam jej nogi i zajęłam miejsce obok.
 - Co robiłaś w tym klubie, dziś w nocy? - zapytała prosto z mostu.
Zaskoczona otwarłam usta. Byłam pewna, że nie pamięta tamtych wydarzeń, że urwał jej się film.
 - Chyba ja powinnam ci zadać to pytanie. - odparłam chłodno.
 - Ale ja na poważnie... - przewróciła oczami, jak to ma w zwyczaju.
 - Wyobraź sobie, że ja też. - warknęłam wściekle.
 - Oj, no weź. Przecież nie było tak źle. Przyznaj się.
"No nie, wcale, było cudownie!" - pomyślałam, jednak, nie ważyłam się powiedzieć tego na głos. Karolina jest moją przyjaciółką, ale i tak wiem, że to nie odpowiednia osoba do zwierzania się. Sama również nie chciałam zaczynać tego tematu, wolałam to przetrawić, wyrzygać i zapomnieć.
 Karola widząc, że od dłuższej chwili się nie odzywam  powiedziała:
 - Ha! Wiedziałam, że dobrze się bawiłaś.
 - Wspaniale. - odpowiedziałam sarkastycznie.
 - Niby czemu nie? Coś się stało? - drążyła temat.
 - Nie. - ucięłam krótko. - Ale po co tu przyszłaś? Nie sądzę, żebyś chciała wiedzieć jak się bawiłam, po tym jak mnie PONOWNIE wystawiłaś. - wyglądało na to, że nie spodobał się jej nacisk jaki położyłam na słowo "ponownie".
 - A ty wiesz, że dzwoniła do mnie twoja mama, pytała czy byłam u ciebie dziś w nocy. Odpowiedziałam, że tak. - czułam, że specjalnie opóźnia temat, o który cały czas jej chodziło.
Walnęłam ją jedną z poduszek leżących nieopodal.
 - Ej, aua, o co ci chodzi? - krzyknęła, piskliwym głosem.
Oddała mi tą samą poduszką, a ja jej. Zaczęłyśmy walkę na poduszki. Mimowolnie się uśmiechnęłam, przypominając sobie jak byłyśmy małe i właśnie w taki sposób spędzałyśmy całe wieczory. Nasza zabawa skończyła się, kiedy niechcący poduszką strąciłam kubek po mojej herbacie. Naczynie spadło i roztłukło się na drobne kawałki. Zaśmiałam się.
 - Dobra skończ - walnęła mnie poduchą w brzuch - ej, aua, przestań! Skończ już, chcę to posprzątać!
Z trudem uwolniłam się od tego natrętnego człowieka i zaczęłam zbierać z podłogi kawałki porcelany.
 - No dobra, udało ci się mnie odciągnąć od tematu, ale teraz na serio; po co tu przyszłaś? - zapytałam, podnosząc na nią wzrok.
 - Ten chłopak, z którym wczoraj mnie zostawiłaś, wiesz gdzie mieszka? - zapytała.
Więc to o to jej chodziło. Znowu wypatrzyła sobie jakiegoś chłopaka. W duchu dałam sobie w twarz, że nie skojarzyłam faktów.
 - I ty teraz zamiast mnie na kolanach przepraszać, błagać o przebaczenie pytasz mnie o jakiegoś kolesia, który ci się spodobał?! - krzyknęłam z udawanym oburzeniem. Czasem bardzo chciałam umieć się na nią obrazić, jednak nie potrafiłam się do tego zmusić.
 - Nie o  to chodzi. Wiesz gdzie mieszka czy nie? - zapytała ponownie.
 - Jak nie o to, to o co?
 - Wiesz czy nie?!
 - Uspokój się. Wiem, że  jest z Kazimierza Dolnego, nie znam dokładnego adresu, ale dlaczego o to pytasz? - poruszyłam interesującą mnie kwestię.
 - Bo przez przypadek wzięłam jego telefon. - powiedziała podnosząc przedmiot, na potwierdzenie swych słów.
 - Co zrobiłaś? - z niedowierzaniem przyglądałam się swojej przyjaciółce, która wcale nie wydawała się z tego faktu niezadowolona.
 - To nie wszystko. - usłyszałam jej radosny głos.
Zmierzyłam ją pytającym spojrzeniem, a ona westchnęła.
 - I dzwonił na jego telefon jakiś chłopak. Marcin...? Nie! Maciek, miał na imię Maciek. Odebrałam.
 - I co, w związku z tym? - zapytałam, już znacznie spokojniej. Byłam szczęśliwa, że ta sprawa mnie nie dotyczy.
 - Powiedziałam mu, żeby przyjechał z kolegą, po zgubę.... - powiedziała, a widząc, że nadal nie wiem co JA mam z tym wszystkim wspólnego dodała - Podałam im twój adres, nie musisz dziękować.
Ze zdumienia upuściłam wszystkie kawałki porcelany z powrotem na posadzkę. Jak mogła mi zrobić coś takiego.
 - Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego co zrobiłaś? - zapytałam zażenowana, opadając na sofę i ignorując rozwalony kubek. - Dlaczego nie zaprosiłaś ich do siebie?
 - Tak, zaprosiłam dwóch fajnych chłopaków do ciebie do domu. Dlaczego nie do siebie? Nie zadawaj głupich pytań, po tym co wczoraj odwaliłam matka by mnie zabiła.- powiedziała uradowana, a po chwili dodała - Mówiąc "nie musisz dziękować" miałam na myśli padaj na kolana, ale nie, wcale mi na tym nie zależy... - prychnęła.
Dopiero po chwili odzyskałam zdolność do rozmowy, choć i tak nie do końca.
 - Czy ty jesteś chora? - to krótkie zdanie sprawiło mi niemałą trudność.
Ja tu się staram, żeby nic jej się nie stało, ciągle muszę jej pilnować, znoszę to, że mnie wystawia, zbieram zarzyganą z podłogi w klubie, a ona odwala takie coś?!
 - Jesteś nienormalna, słyszysz? NIE-NOR-MA-LNA. - powiedziałam sucho  - Mam ci przeliterować? Ale dlaczego to zrobiłaś? - zapytałam, przywracając się do normalności.


 - To proste. - stwierdziła, patrząc na mnie z politowaniem. - Chcę ci w końcu znaleźć faceta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz