~ część.12
Albo mój drink był za mocny albo
rzeczywiście byłem świadkiem jak Martika właśnie okłada jakąś
laskę pięściami śmiejąc się przy tym niczym szaleniec.
Mrugnąłem kilka razy licząc na to, że mam tylko pijackie omamy.
Dopiero gdy udało jej się usiąść okrakiem na przeciwniczce
zmieniła taktykę, zabierając się za jej włosy. Jak to jest
możliwe, żeby ta cichutka i dobrze ułożona panienka zniżała się
do tego, by bić kogoś na środku sali na oczach tak sporej liczby
imprezowiczów? Ta blondyna z kucykiem zapewne nie przebierała w
słowach, wątpiłem, by Martikę można było łatwo sprowokować.
- To znowu ta ruda? - usłyszałem za
sobą głos Weroniki. - Co ona wyprawia, całkiem jej się
przestawiło w główce? - nie odrywałem wzroku od dwóch bijących
się dziewczyn, których widownia zachęcała do walki. Dostrzegłem,
że jej koleżanka...chyba Karolina próbuje je rozdzielić lecz i
ona obrywa od którejś z awanturniczek w ramię. W sumie mogłem coś
zrobić...ale jakoś nie miałem zamiaru mieszać się w ich sprawy.
Zaraz zaczęłyby się ploty, że pewnie mam do którejś z nich
jakieś wąty, skoro przybiegam im na ratunek. Skoro ta sprawa mnie
nie dotyczyła, nie warto się było w nią wtrącać.