Ból. Fizyczny i psychiczny. Cierpienie. Ale każde daje szansę na poprawę. Nigdy nie mów nigdy, nie mów sobie od razu 'dość'. To, co piękne przyjdzie w swoim czasie, Ty zdaj się na los i czekaj cierpliwie. I miej nadzieję. Teraz tylko ona trzyma Cię przy życiu...
23:00. Koniec zmiany Maxa w szpitalu. Jest lekarzem, a dokładniej internistą. W pośpiechu zabiera swoją torbę lekarską. Jest wykończony, marzy, by jak najszybciej znaleźć się w domu.
Wychodzi na zewnątrz i zakłada kurtkę. Mimo, że jest kwiecień, noce są bardzo chłodne. Udaje się na parking, otwiera drzwi swojego land rovera. Włącza ogrzewanie i puszcza swoją ulubioną piosenkę. Wjeżdża na drogę główną w Los Angeles. Będąc już w drodze rozmyśla o dzisiejszym dniu. Od drugiej po południu przez szpital przewinęły się setki pacjentów. Max usilnie stara się skupić na jeździe. Całe miasto już śpi, wokół drogi mrok rozpraszają przydrożne latarnie i reflektory innych samochodów. Za chwilę będzie już w domu. Wtedy spostrzega, ze pali się kontrolka wskaźnika paliwa. Tylko nie to. Na szczęście kilka metrów dalej znajduje się stacja benzynowa. Włącza kierunkowskaz i zjeżdża zatankować. Czeka chwilę na kogoś z pracowników, jednak nikt nie nadchodzi. Po co, skoro zapewne nie ma o tej godzinie właściciela, który mógłby ich za to zbesztać. Zmęczony, wydaje z siebie głośne westchnienie i wychodzi z auta. Podchodzi do dystrybutora i czeka aż bak się napełni. Chwilę potem zmierza w kierunku okienka, by zapłacić. Po drodze słyszy, jak z oddali ktoś cicho jęczy. Przystaje na chwilę, ale dźwięk ustaje. To pewnie on się przesłyszał. Zapłacił za paliwo i wraca do samochodu. W połowie drogi znowu słyszy jęk. Teraz już wie, że mu się to nie zdaje. Powoli kieruje się na tyły stacji, skąd dobiega go stłumione zawodzenie. Jest ciemno, niewiele widzi, ale teraz słyszy to coraz wyraźniej. To już nie jęk, ale ciche postękiwanie. Robi jeszcze kilka kroków, z przezorności wyciąga z kieszeni spodni scyzoryk. I znajduje źródło dźwięku. Myśli, że ma już zwidy, lecz to prawda. Za rogiem dostrzega postać siedzącą na ziemi, oparta plecami o budynek. Cień na nią rzuca latarnia. Niepewnie podchodzi, przecież w każdej chwili może nadejść atak. Teraz ją rozpoznaje. To kobieta albo nawet dziewczyna. Nie zauważając w jej otoczeniu niczego, czym mogłaby mu zrobić krzywdę, przybliża się na odległość metra. I to co widzi, dosłownie wbija go w ziemię. Dziewczyna ma na oko 20 lat, leży cała we krwi. Ma posiniaczoną twarz, ramiona, ręce. Ubrana jest w podartą sukienkę, a jej nogi są zbroczone krwią. Wniosek był tylko jeden: zapewne ktoś ją zgwałcił. Max nagle trzeźwieje i pochyla się nad nią przerażony. Lekko potrząsa ją za ramię.
- Hej, jak się czujesz? - dziewczyna podnosi na niego wzrok i gdy go widzi, zaczyna się wyrywać i bronić. Mężczyzna nie wie co robić. Ona jest w szoku i myli go z tamtym.
- Nie, zostaw mnie, nie rób mi nic złego! - z trudem składa zdanie. Nagle kuli się i syczy z bólu. - Ale mnie boli! - chwyta się za brzuch. Wygląda naprawdę fatalnie. Max nie chce tracić czasu, jeśli ona tu zostanie, to z pewnością wykrwawi się na śmierć.
- Słuchaj, zawiozę cię do szpitala, tam ci pomogą. - nie wie, czy ona go rozumie, - Słyszysz?
Dziewczyna szlocha, zwija się z bólu.
- Proszę, nie rób mi krzywdy... - dalej do niej nie dociera, że on nie ma złych zamiarów.
- Nie zrobię ci nic złego, w szpitalu cię opatrzą. Nie bój się mnie. - lekko chwyta ją powyżej łokci, na co ona tylko bardziej płacze. "No nic, nie mam na co czekać.", myśli podenerwowany. - Podjadę tu samochodem i zabiorę cię stąd. Wszystko będzie dobrze. Nie martw się. - kiwa głową, nie przerywając szlochu, ledwo kontaktuje ze światem.
Szybko podbiega do samochodu, odpala silnik i wraca do dziewczyny. Nie gasząc auta, wyskakuje z niego, po drodze otwierając tylne drzwi. Podchodzi do niej i jedną ręką ujmuje ją w pasie, przez co ranna cicho skomli.
- Co ty mi robisz, ja... - z wielkim wysiłkiem wypowiada słowa, on stawia ją na nogi, lecz sama nie jest w stanie nawet zrobić kroku.
- Ciii, już dobrze, nie zrobię ci krzywdy. - powtarza po raz kolejny, ona opierając się na nim, z trudem wlecze się do rovera, chociaż stoi w odległości kilku metrów. Delikatnie kładzie ją na tylnej kanapie, utwierdza się w przekonaniu, sukienka również jest umazana purpurową cieczą.
Szybko zajmuje miejsce kierowcy i rusza w stronę szpitala, w którym pracuje. Doskonale wie, że mimo swoich umiejętności, sam nie będzie w stanie jej pomóc. Nie namyślając się długo, bierze do ręki komórkę i wykręca numer. po chwili mówi do słuchawki nerwowym głosem:
- Hej, Mark. Właśnie wiozę do nas młodą dziewczynę, mocno poturbowaną. Przygotujcie sprzęt, za kilkanaście minut będę na miejscu. Potrzebna będzie krew do przetoczenia. Zaraz się widzimy. - rzuca telefon na siedzenie obok, dodaje gazu. Zerka we wsteczne lusterko, dziewczyna dosłownie wije się z bólu.
- Wytrzymaj jeszcze chwilę, zaraz dojedziemy do szpitala. - w odpowiedzi słyszy tylko:
- Nie mogę już, tak bardzo mnie boli... - zerka na nią. Jest taka drobna i bezbronna, byłby teraz w stanie wiele poświęcić, by ta sponiewierana istotka chociaż na chwilę poczuła się lepiej. Ale robi co może. Zaciska szczęki i pędzi w stronę OIOMu.
Dojeżdżają na miejsce. Spogląda na nią i mówi:
- Już jesteśmy. Jeszcze chwila. - lecz w tym momencie ona przestaje się ruszać i opada na siedzenia. On zamiera z przerażenia i klnąc pod nosem dociera na parking. - Nie, nie teraz, jesteśmy już tak blisko, nie odchodź. - wypada niczym torpeda i bierze omdlałe ciało na ręce. Przekraczają automatycznie otwierane drzwi. Pędzą na złamanie karku w stronę OIOMu, wprawiając resztę pacjentów w zdumienie. na korytarzu Max dostrzega Mark'a, który gestem dłoni przywołuje go do odpowiedniej sali. Mijając kolejne sale, wypełnione poszkodowanymi, bezwiednie szepcze:
- Proszę cię dziewczyno, ocknij się, bo inaczej sobie tego nie daruję. - zagryza wargi, próbując nie wrzeszczeć z bezsilności. Wbiega do sali. W środku już czekają pielęgniarze i lekarze, Max ostrożnie kładzie ją na łóżku, personel od razu zabiera się do pracy. Również on sam ją osłuchuje. Wyczuwa bicie serca, co trochę go uspokaja. Jednak jej stan nie ulega poprawie. Wciąż jest nieprzytomna. Jedni zakładają dreny, inni opatrują rany. Podłączono ją do monitora, który kontroluje jej funkcje życiowe. Puls jest niestabilny, często zwalnia. Max zarządza defibrylację. Pielęgniarka podłącza sprzęt i kiwa głową. Mężczyzna podchodzi do urządzenia, bierze w dwie ręce elektrody i staje nad ranną dziewczyną.
- Uwaga, odsunąć się. - na te słowa wszyscy odchodzą od stołu. - Raz, dwa, trzy. - przytyka je do klatki piersiowej dziewczyny i w tym momencie bezwładnym ciałem wstrząsa dreszcz. Czeka chwilę, zerkając na monitor. Znienawidzona przez niego cienka linia przelatuje przez ekran. Nieustający pisk wwierca się w jego czaszkę. - Powtarzamy. Raz, dwa, trzy! - drugi raz przeszywa ją prąd. Tym razem jego prośby się spełniają: pikanie monitora ustaje, a dziewczyna powoli otwiera oczy i zostawia je półprzymknięte. Max z niewiarygodną ulgą słyszy słowa swojego kolegi:
- Mamy ją. - głęboko zaciąga się powietrzem. Niestety, jego radość nie trwa długo. Po kilku sekundach tętno znowu zwalnia, aż do zera. Momentalnie cała załoga zrywa się, by pomóc. Każdy jest już podenerwowany, lecz nikt nie traci zimnej krwi. Max zaczyna wykonywać masaż serca, jednak na próżno. Mark patrząc na ekran, kręci głową. Nie tego chciał się dowiedzieć mężczyzna. Mruga nerwowo.
- Max... - nie musiał kończyć. Blondyn nie przestawał ją reanimować. Parsknął gniewnie.
- Nie, ty MUSISZ żyć! Nie umieraj, jesteś silna, dasz sobie radę! - zaciekle uciska dłońmi jej mostek. - Nie poddawaj się do cholery!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz