czwartek, 16 lipca 2015

Break the Rules ~ część.7

część.6

(Maciek)

Stałem jak ostatni debil pośrodku toalet patrząc jak Martika wymierza kolesiowi prawy sierpowy, chwytając się jednocześnie za obolałą dłoń. Napastnik się zatoczył, burknął coś niezrozumiale pod nosem. Odblokowało mnie, gdy znowu zaczął uderzać do dziewczyny. Chwyciłem go w ułamku sekundy za poły kurtki i kolanem uderzyłem go w brzuch. Osunął się bezwładnie z jękiem. Tymczasem, próbując zwalczyć chęć mordu, złapałem dziewczynę na ramię i czym prędzej wyprowadziłem ją na zewnątrz. Płakała. 
- Co to do kurwy nędzy było?! - krzyknąłem. - Gdzie jest Nikodem?! - Martika skuliła się, nie było jej wcale łatwiej.
- Ja nie wiem, jak to się stało, ja tylko... - ująłem jej podbródek, zmuszając ją do popatrzenia mi w oczy. Po policzkach ciekły jej łzy.
- Cicho, już po wszystkim. - trudno było stwierdzić, kogo chcę tymi słowami bardziej uspokoić: ją czy samego siebie? - Zdążył ci coś zrobić? Uderzył cię?

Break the Rules ~ częćś.4

część.3

(Martika)

Myślałam, że moje serce zaraz wyrwie się z klatki piersiowej i dziwił mnie fakt, że nikt tego nie słyszy. Cała zesztywniałam pod wpływem jego bliskości, mój oddech gwałtownie przyspieszył. Nienawidzę gdy ktoś narusza moją osobistą przestrzeń. Sama nie do końca potrafiłam opisać swoje uczucia, ale ten chłopak strasznie mnie dekoncentrował, nie mogłam skupić się na niczym prócz niego i coś mi mówiło, że jego działania są celowe. Strąciłam jego dłonie z moich, jednak szybko tego pożałowałam, gdyż przegrałam tę bitwę.
 - Aż tak cię rozpraszam? - usłyszałam jego szept przy uchu, a potem cichy złośliwy śmiech.
Nie wiedziałam dlaczego on tak na mnie działał. Mocno denerwował mnie fakt, że przez niego traciłam zdolność myślenia i zdolność do czegokolwiek.
 - Och, zamknij się wreszcie. - mruknęłam i założyłam kask, by nie widział rumieńców, wkradających się na moje policzki.

Break the Rules ~ część.3

część.2

(Maciek)
Czułem się jak na haju. Pierwsze miejsce należało do mnie, podobnie jak Triumph Tiger Sport, o najlepszym możliwym przebiegu, jaki w życiu widziałem. Krew niebezpiecznie buzowała w moich żyłach mieszając się z potężną dawką adrenaliny. Myślami wciąż dosiadałem moją Hondę, czując pęd wiatru i nieziemskie podekscytowanie na widok trzycyfrowej cyfry na moim liczniku. To było dla mnie lepsze niż jakikolwiek narkotyk, przenosiło mnie w inną rzeczywistość. Gdy Organizator przekazywał mi kluczyki i gratulował wygranej, myślałem że to zwykły sen. Tymczasem stałem pośrodku zgiełku, słysząc jak ludzie skandują moje imię, a współzawodnicy życzą mi najgorszego. Taki los, ktoś musi obejść się smakiem, dzisiaj był mój dzień.
Po tradycyjnym już oblewaniu zwycięzcy wstrząśnięty szampanem tłum się rozszedł i w końcu mogłem dostrzec znajome twarze. Szybki i Bury wolno zmierzali w moim kierunku bijąc brawo.
- Stary, od dziś jesteś chyba moim idolem. - krzyknął Robert. - Może ja już mam omamy i to nie ty wygrałeś?