poniedziałek, 13 lipca 2015

*** ~ część.1

autor: Neko
gatunek: fanfiction, fluff
stan: opowiadanie niedokończone - trwające

Obudziłam się. Mój pokój wypełniony był krzykiem. Uświadomiłam sobie, że krzyczę dopiero kiedy przestałam. Nie mogłam opanować drżenia ciała ani potoku wypływających z oczu łez. Przebłyski wspomnień, których nie chcę pamiętać zaprzątnęły moją głowę. Drżenie wciąż narastało, a głowa pękała z bólu. Odruchowo moje łapki powędrowały do nocnej szafki. Otworzyłam szufladę i zaczęłam szukać w niej dobrze znanego mi przedmiotu. W końcu znalazłam.
 Słodkie zimno dotknęło bladej skóry nadgarstka. Trzęsącą się łapką zadałam pierwsze cięcie. Czerwone kropelki pojawiły się powoli, po chwili zmieniając w obfite strużki krwi [...].
 Zimny metal żyletki raz po raz przecinał moją skórę, powodując obfite wylewanie się gorącej, szkarłatnej cieczy. Moje przedramiona i brzuch bolały mnie od licznych, głębokich cięć. Jednak to pomogło zagłuszyć ból w sercu.



 Wstałam z łóżka, jednak zrobiło mi się słabo i opadłam na nie, przy okazji zwalając z nocnej szafki lampę. Sama nie wiem dlaczego znów zaczęłam mocno płakać. Położyłam się na łóżku pozwalając, by łzy wsiąknęły w poduszkę.
 Nagle do pokoju wszedł Adam trzaskając drzwiami. Widziałam go jak przez mgłę, ale dostrzegłam, że pobladł, kiedy zobaczył w jakim jestem stanie. Podszedł do mnie i mocno przytulił.
 - Ariel, miałaś tego więcej nie robić, obiecałaś mi, pamiętasz? - powiedział spokojnie, cierpliwie znosząc moje szlochy.
Jego słowa sprawiły, że jeszcze bardziej się popłakałam. Pamiętałam tę obietnicę i było mi przykro, że kolejny raz nie dotrzymałam słowa, że znów go ranię.
 - No już dobrze, uspokój się... - szepcze Adam, gładząc mnie po włosach. - Znowu miałaś złe sny? - zapytał.
Skinęłam głową ledwo dostrzegalnie. Adam przytulił mnie mocniej, próbując pocieszyć. Skierował moją twarz tak, bym spojrzała mu w oczy i delikatnie otarł łzy.Na darmo, bo na ich miejsce szybko napłynęły kolejne. Długo trwaliśmy w takim uścisku. Uspokajanie się zawsze zajmuje mi dużo czasu.
 Kiedy wreszcie się uspokoiłam odsunął się ode mnie.
 - Kawa czy herbata? - zapytał wstając.
Uśmiechnęłam się lekko.
 - Kakao. - odparłam cicho.
Adam uśmiechnął się ciepło i wyszedł pozostawiając mnie samą. Omiotłam wzrokiem mój okrągły pokój. Nic się w nim nie zmieniło, był taki jak zawsze; białe ściany z czarnymi wzorkami imitującymi poplątane kwiaty. Półokrągłe łóżko z baldachimem stojące pod ścianą, na którym znajduje się mnóstwo miękkich poduszek i pluszowych, czarnych koców. Prócz tego mnóstwo pluszaków - w większości królików. Pościel, zwykle biała, teraz mocno poplamiona krwią. Meble z czarnego drewna; prosta szafka nocna, biurko i szafa. Na jednej ze ścian zdobione lustro. Czarne tiulowe firanki. Wykładzina na całej podłodze jest puchata i miękka w grafitowym kolorze. Oprócz tego zwalona lampa. Nic nadzwyczajnego.
 Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk wchodzenia po schodach. Chwilę później do pokoju wszedł Adam trzymając w jednej ręce kubek kakao, a w drugiej apteczkę. Odłożył kubek "kota" na szafkę i usiadł na łóżku.
 - Daj ręce. - nakazał trochę zmęczonym głosem.
Wyciągnęłam przed siebie obie łapki i zacisnęłam je w piąstki, a Adam zaczął opatrywać rany, z których wciąż sączyła się krew. Syknęłam, kiedy przemywał je wodą utlenioną.
 Nieprzyjemne pieczenie.
 Kiedy nadgarstki były mocno owinięte bandażem, Adam opatrzył również pokaleczony brzuch.
 - Proszę, nie rób tego więcej siostrzyczko. - odezwał się, kiedy skończył.
Nie odpowiedziałam. Nie mogę mu obiecać czegoś czego nie jestem w stanie zrobić. Chciałabym, ale wiem, że nie dam rady dotrzymać obietnicy.
 Adam westchnął ciężko i wstał.
 - Zadzwonię do Tommy'ego i powiem mu, że bierzesz tydzień wolnego. - powiedział Adam, wychodząc - A i jeszcze jedno - zwrócił się do mnie, kiedy przekroczył próg - Oddaj mi ją.
Od razu zorientowałam się o czym mówi i westchnęłam, kierując wzrok na sufit. Niechętnie chwyciłam zakrwawiony kawałek metalu i zacisnęłam dłoń w pięść. Czułam jak wbija się w skórę. Powoli zwlekłam się z łóżka i podeszłam do Adama. Wyciągną rękę, oczekując zwrotu przedmiotu. Na jego otwartą dłoń spadły trzy krople krwi i żyletka.
 - Mam nadzieję, że jesteś z siebie zadowolony. - syknęłam, wykrzywiając usta w wrednym uśmiechu.
Adam w odpowiedzi ponownie westchnął i wyszedł. Wróciłam na swoje miejsce na łóżku. Patrzyłam w sufit, ciesząc się, że odzyskuję swój spokój.
Również westchnęłam, tak jak uczynił to wcześniej mój braciszek, i wzięłam z szafki kubek pełen kakao. Chwilę rozważałam czy mam na nie w ogóle ochotę, po czym wypiłam je duszkiem.
 Kilka godzin później postanowiłam wyjść na miasto. Adama nie było w domu, bo musiał wyjść do pracy. Gdyby nie załatwił mi wolnego tak jak on byłabym teraz w klubie.
Kiedy kończyłam nakładać makijaż usłyszałam donośny hałas. Wzdrygnęłam się, rozmazując sobie dopiero skończone lewe oko. Wściekła, stwierdziłam, że nie będę tego poprawiać po raz setny i rozmazałam w ten sam sposób drugie oko, pozostawiając lekki efekt pandy. Westchnęłam nie do końca zadowolona z efektu i ruszyłam w stronę szafy. Otworzyłam z impetem drzwi, które mocno uderzyły o ścianę, i zaczęłam wyrzucać ubrania ze środka. Po kolei lądowały na wykładzinę. W końcu dokopałam się do dwóch identycznych sukienek, różniących się jedynie kolorem jedna była bała z czarną kokardą, a druga czarna z białą. Obie były z delikatnego materiału, zapinane na guziki i lekko rozkloszowne u dołu. Na kołnierzyk znajdowały się błyszczące koraliki, czy cekiny w sumie sama nie wiem, a w tali kokardkę.
Po namyśle wybrałam czarną. Ubrałam jeszcze na szyję moją obróżkę i pieszczochę i, pozostawiając bałagan - jakby przez pokój przeszedł huragan, wyszłam z pokoju.
 Zanim wyszłam z domu włożyłam na nóżki glany i wzięłam ze sobą aparat fotograficzny.
 Miasto wieczorem tętniło życiem. Tłumy ludzi, którzy wychodzili z kina lub nocnych klubów, albo po prostu szlajali się bez celu, jak ja.
 Niespodziewanie w tłumie dostrzegłam jakiegoś chłopaka. Był wysoki. Na oko metr osiemdziesiąt. Ubrany w modne ciuchy, od razu było widać, że ma kasę. Jednak nie jego ubiór wzbudził we mnie ciekawość, a jego niezwykła twarz. Miał jasną karnację, ciemne oczy i brązowe włosy, które pozostawione były w lekkim nieładzie. Twarz o regularnych rysach. Niby nic nadzwyczajnego, jednak chłopak wyglądał tajemniczo. Jakby krył w sercu jakiś mroczny sekret.
 Uniosłam aparat właśnie wtedy, kiedy przypadkiem na mnie spojrzał. Zrobiłam zdjęcie. Chłopak zmrużył oczy pod wpływem ostrego światła fleszu.  W mojej głowie ułożył się szereg przekleństw, jak mogłam nie wyłączyć tej cholernej lampy?!
 Chłopak zaczął iść w moim kierunku. Wyraz jego twarzy był nieodgadniony. Nie wyrażał niczego konkretnego, a zarazem wszystko.
 Cofnęłam się, kiedy chłopak był niebezpiecznie blisko mnie, z zamiarem ucieczki. I oczywiście, coś musiało pójść nie tak. Potknęłam się o jakieś bliżej nieokreślone coś i upadłam na chodnik. Zaklęłam głośno. Ludzie patrzyli się na mnie jak na psychopatkę. Tia... zawsze można liczyć na "pomocnych" ludzi.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem; dlaczego biorę udział wszystkie żenujące sytuację przytrafiają się mnie?
 Chłopak nie zniechęcił się jednak nienawistnym wzrokiem, jakim obdarzali mnie przechodzący obok ludzie i wyciągną dłoń w moją stronę. Omiotłam go miażdżącym spojrzeniem, odrzucając jego dłoń, po czym samodzielnie wstałam, nie przywiązując zbytniej uwagi do tego, że moje ubranie jest całe zakurzone i po prostu brudne.
 - Nic ci nie jest? - zapytał nieco rozbawiony sytuacją w jakiej się znalazłam. Typowe... jakby nie mógł wymyślić czegoś bardziej oryginalnego.
Spodziewałam się po nim, a w zasadzie oczekiwałam, jakiegoś mniej oklepanego tekstu, bo przecież kto normalny sam, z własnej woli wkręca się w centrum  tak żałosnej sceny.
*A kto normalny robi ludziom zdjęcia na ulicy?* - przemknęło mi przez myśl. Mimowolnie prychnęłam, karcąc się w duchu.
 Uniosłam głowę, by móc spojrzeć mu w twarz. Wiedziałam, że właśnie w tym momencie w moich oczach pojawiają się złośliwe błyski. Zdobyłam się na najsłodszy uśmieszek, jaki mogłam w tamtej chwili.
 - Szczerze mówiąc, boli mnie dupa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz