środa, 29 lipca 2015

Break the Rules ~ część.10

~ część.9

(Martika)
Naszą niezmiernie miłą rozmowę przerwało przybycie Nikodema i Karoliny. Chłopak powiedział, że muszą już iść, bo jadą pomóc swojemu koledze przy wymianie świec. Jednak miałam nieodparte wrażenie, że Nikodem kłamie, by uwolnić się od mojej przyjaciółki. Wcale mu się nie dziwiłam, wiem, że Karolina potrafi być dość... męcząca.
 Nadszedł czas ich "czułego" pożegnania. Kiedy Nikodem pocałował blondynkę w policzek, zrobiła taką minę jakby miała się za chwilę rozpłynąć. Po krótkiej chwili wydusiła z siebie ciche, przerywane "dobranoc". Zdusiłam w sobie chęć wybuchnięcia śmiechem, ale nie udało mi się powstrzymać uśmiechu, który wpełzł na moją twarz.
 Maciek rzucił coś do mnie na pożegnanie, po czym obaj wyszli z pokoju. Słyszałam jak schodzą po schodach, ciche trzaśnięcie drzwiami, a chwilę później zobaczyłam ich idących nieśpiesznie po żwirowej ścieżce. W sumie nie do końca widziałam ich, raczej ciemne zarysy postaci, ale i tak poznałam, który jest który. 
 Podeszłam do okna, ignorując nieustanne trajkotanie Karoliny i uchyliłam je lekko, bym mogła usłyszeć o czym rozmawiają. Wiedziałam, że nie powinnam tego robić, jednak pokusa była zbyt silna. Od razu rozpoznałam głos Nikodema.
 - Coś ty tam tyle robił sam na sam z Martiką w jej pokoju? 
 - Ty lepiej powiedz, jak się gawędziło z Karolą?
Jeszcze bardziej zbliżyłam się do okna, by lepiej słyszeć. Już nawet nie obchodziło mnie to czy mnie zobaczą. Nie wiem nawet skąd u mnie wzięła się ta ciekawość, ja po prostu chciałam wiedzieć. Niestety podniecony głos Karoliny skutecznie uniemożliwiał mi  podsłuchiwanie. Dziewczyna nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej nie słucham.
 - ...Lepiła się do mnie lepiej niż mucha do miodu. Pod koniec głowa mnie tak napierdzielała, że myślałem że padnę trupem.
Zatkałam usta dłonią, powstrzymując gwałtowny wybuch śmiechu. Chciałam słuchać dalej, ale blondynka nadal coś napierdzielała o Nikodemie. 
 - A wiesz, że on ma własny zespół... - nie dałam jej dokończyć tego zdania.
 - Tak? Świetnie. - mruknęłam, by dała mi w końcu spokój. Chciałam usłyszeć rozmowę chłopaków, ale przez nią mi się nie udało. Słyszałam tylko pojedyncze wyrwane z kontekstu słowa, jak "narzuca", "pogadać", "zazdroszczę" i "zakochał". - Karola, bądź przez chwilę cicho. - nakazałam, machając ręką w uciszającym geście.
 Karolina nawet nie zwróciła na to uwagi, tylko nadal podniecona coś mówiła.
 - ...o nią, to nie warto dawać sobie spokoju. - głos Nikodema dotarł do moich uszu. 
 - Karolina mówiłam ci żebyś się na chwilę zamknęła! - krzyknęłam zirytowana jej zachowaniem.
Usłyszałam warkot silników, co oznaczało, że Maciek wraz z Nikodemem odjechali.
 - Ale o co ci chodzi? - zapytała zaskoczona. Na jej twarzy dostrzegłam wyraz szczerego zdziwienia, co potwierdziło, że nie udaje.
 - O nic... - warknęłam ochryple. Chociaż... może to i dobrze, że nie usłyszałam wszystkiego? - Nie ważne. - powiedziałam, przywołując na twarz uśmiech.
Dziewczyna nadal coś mówiła, a ja pogrążyłam się w swoich zwykłych, "czarnych" myślach. Opadłam ciężko na łóżko. Z zamyślenia wyrwał mnie piskliwy krzyk Karoliny.
 - Martika! Ej, mówię do ciebie, słyszysz?! Martika, MARTIKA! - mogłabym się założyć, że jej bezsensowne krzyki były słyszalne nawet po drugiej stronie ulicy.
 - Nie drzyj się tak, o co ci chodzi? - zapytałam cicho, uciszając ją ręką.
 - Pytałam co ty tu tyle robiłaś z tym Marcinem? - zapytała podniecona.
Westchnęłam, w zasadzie mogłam się spodziewać, że teraz zaczną się pytania.
 - Maćkiem. - mruknęłam.
 - Nieważne. - powiedziała, machając lekceważąco ręką. - No, co z nim robiłaś?! - zapiszczała.
 - Nic. - odpowiedziałam niechętnie. - Zostajesz u mnie, czy wracasz do siebie? - zmieniłam temat.
 - Nie zmieniaj tematu! 
Wkurzona sięgnęłam po torbę i wygrzebałam z niej zeszyt do matmy.
 - To. - warknęłam rzucając w nią zeszytem. Nie zrobiło mi się ani trochę przykro, kiedy dostała nim w twarz.
***
 Ostatni tydzień przed wakacjami minął zaskakująco spokojnie. Żadnych nowych głupich akcji. Jedynym moim problemem była Karolina, która od ostatniego spotkania z Nikodemem mówiła tylko o nim. Współczułam mu, ponieważ potrafiła dzwonić do niego kilkanaście razy dziennie i wysyłać niezliczoną ilość SMSów. Strasznie też wkurzało mnie to, że ciągle obsesyjnie sprawdzała telefon, co wyglądało jakby miała jakiś dziwny tik nerwowy. 
 - Uspokój się. - powiedziałam po raz setny. Chwyciłam ją za nadgarstek, by uniemożliwić jej ponowne wyciągnięcie telefonu.
Wracałyśmy właśnie ze szkoły. Uroczyste rozdanie świadectw, kto to wymyślił? Niema niczego bardziej bezsensownego, jakby ludzie nie mieli co robić.
 - Kiedy on... - od razu wiedziałam, o co jej chodzi.
 - Skończ. - mój stanowczy głos chyba zrobił na niej wrażenie, bo od razu zamilkła. Wpatrywała się we mnie. - Wcale mu się nie dziwię, że cię ignoruje. 
Na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie. Nigdy nie spodziewałaby się po mnie, że nie będę jej współczuć, w tej jakże "tragicznej" sytuacji. Widząc, że ona naprawdę nie wie o co mi chodzi westchnęłam.
 - Zarzucasz go milionami wiadomości i zawalasz pocztę głosową. Jesteś okropna, naprawdę można od tego pierdolca dostać. Nie rozumiesz, że on ma cię dość? - w końcu musiałam jej to wytknąć,  może to coś zmieni. 
Karolina zmierzyła mnie wzrokiem. W jej oczach widziałam chęć mordu. Warknęła coś niezrozumiałego i odwróciła się zarzucając włosami. Strzeliła typowego focha i sobie poszła. Przynajmniej na kilka dni będę miała od niej spokój.
 Wróciłam do domu i podniosłam z podłogi grubą kopertę. Otworzyłam ją, nawet nie patrząc od kogo i zobaczyłam plik pieniędzy, z dołączoną do niego karteczką, która powiadomiła mnie, że trzy stówki są dla mnie i, że mam kupić sobie "coś ładnego". Tą karteczkę napisała mama. 
 Wieczorem stosując się do zalecenia mojej kochanej mamy poszłam do galerii. Wybrałam się tam w bliżej nieokreślonym celu. Na szczęście Karolina ze mną nie szła, więc nie musiałam jej znosić przez cały wieczór. Co niezmiernie mnie cieszyło.
 Weszłam do ogromnego budynku i od razu powitał mnie charakterystyczny zapach. Zaczęłam się powoli przechadzać po galerii. Zatrzymałam się dopiero po piętnastu minutach przy wystawie jednego ze sklepów. Nagle ktoś zakrył mi oczy dłońmi i szepnął do ucha "zgadnij kto". Wzdrygnęłam się przestraszona i zdjęłam czyjeś dłonie twarzy.
 - Ty chcesz, żebym na zawał padła?! - krzyknęłam oburzona, jednak rozpoznając swojego kuzyna.
Walnęłam go pięścią  ramię, a po chwili uśmiechnęłam się i rzuciłam Bartkowi na szyję.
 - Wiesz liczę na to od dłuższego czasu. - odpowiedział śmiejąc się. Puściłam go i odsunęłam się.
 - Znów urosłeś? - zapytałam retorycznie, ile razy go widziałam tyle razy wydawał mi się jeszcze większy - Co tu robisz?
Zaczęłam zarzucać go mnóstwem pytań, a on starał się odpowiedzieć na jak największą ich ilość, co było dość trudnym zadaniem. W końcu chyba miał dość i powiedział, że zabierze mnie do kina. Świetna wymówka, bym nie mogła się do niego odzywać. Oczywiście musiał zabrać mnie na jakiś horror, ale ten przynajmniej był ciekawy. Choć w znacznym stopniu obrzydliwy.
 Wychodziłam z sali kinowej wśród tłumu ludzi. Oczywiście nic nie zdążyłam kupić przez Bartka, ale nie ubolewałam nad tym zbytnio. Bartek odciągnął mnie na bok.
 - Ja już muszę iść. - powiedział zawiedziony.
 - Już? - zapytałam zaskoczona, czułam się jak dziecko, któremu chcą odebrać zabawkę.
Bartek skiną głową, na potwierdzenie swoich słów.
 - Niestety. Miło było cię spotkać, do zobaczenia. - powiedział.
Przytulił mnie na pożegnanie, pocałował i poszedł sobie. 
 Przez jakiś czas stałam nieruchomo w miejscu. Patrzyłam na tłum, który nadal wylewał się z kina. Nic bym sobie z tego nie robiła, gdyby nie fakt, iż dostrzegłam w tłumie Roberta, Maćka i Nikodema. Odwróciłam się i zaczęłam się oddalać, mając nadzieję, że mnie nie zobaczyli. Jednak po zaledwie kilku krokach usłyszałam głos tego ostatniego. Wołał mnie. Przyspieszyłam mając nadzieję, że pomyśli, że mnie z kimś pomylił i ruszyłam w stronę toalet. Tam raczej za mną nie pójdzie. Nie miałam ochoty z nimi nigdzie iść, nie widziałam ich od tygodnia i dobrze się z tym czułam.
 Po kilku minutach wyszłam z toalety i ku mojemu zdziwieniu oni tam na mnie czekali. Zaczęłam ich mijać udając, że ich nie rozpoznałam.
 - Hej, Martika! - usłyszałam głos Nikodema. Chwycił mnie za nadgarstek i obrócił w miejscu.
 - Och, cześć. - powiedziałam, udając zaskoczenie ich widokiem. 
 - Co tu robisz? - zapytał z nadmiernym zainteresowaniem.
Zaczęłam mu odpowiadać i dostrzegłam dwóch pozostałych chłopaków. Później blondyn zaczął coś mi mówić ale nie zwróciłam na niego uwagi. Maciek, ku uciesze Roberta udawał, że wymiotuje na widok naszej jakże uroczej pogawędki. Robił przy tym tak komiczne miny, że trudno było się powstrzymać od śmiechu. Kąciki moich ust  mimowolnie powędrowały ku górze. 
Nie mogłam się powstrzymać i zaśmiałam się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz