środa, 15 lipca 2015

Break the Rules ~ część.5

część.4

(Maciek)

Stanęliśmy obok Nikodema i Roberta, którzy z nieskrywanym podziwem przyglądali się dziewczynie. Widziałem to rozanielenie wypisane na jej twarzy, pff, zwykły fart. Dostała takiego motocykla, który praktycznie sam jeździł. Odrzuciła włosy w tył, za kogo ona się uważała? Wymądrzała pannica, uważa się za ósmy cud świata. Szybki powiedział coś do niej, a ona zaśmiała się. Rany, jak dźwięk jej śmiechu mnie irytował. Podała mu rękę.
- Tak w ogóle jestem Martika. - z zdumieniem patrzyłem jak z uznaniem omiata wzrokiem jej sylwetkę.
- Robert, ale znajomi mówią na mnie Dziki. - odwzajemnił uścisk, zza jego pleców wyłonił się blondyn.
- Ja jestem Nikodem czyli Bury. Jak na pierwszy raz to poszło ci całkiem świetnie. Nie mogłem powstrzymać prychnięcia.


- A co to niby za wyczyn? - przewróciłem oczami. - Proste jak konstrukcja cepa.
- I mówi to osoba, która przy pierwszym podejściu spadła na ziemię, o mało nie wjeżdżając w kontener na śmieci. - wyszczerzył się Robert.
Zacisnąłem szczękę.
- Miałem wtedy 14 lat, a motocykl był ze sto razy większy ode mnie. - syknąłem. Cała trójka wybuchnęła śmiechem, a we mnie się zagotowało.
- Maciuś się obrazi, lepiej dajmy mu kocyk i kubek kakao. - zakpił Robert, a wszyscy ponownie ryknęli śmiechem. Roześmiana Martika zerknęła na mnie przez ramię, a gdy spiorunowałem ją wzrokiem, ta zakłopotana, momentalnie spoważniała. - Oj Dziki, wrzuć na luz.
- Ruszajcie tyłki, chcę się już narąbać. - poszedłem po moje trofeum. Chwilę później każdy już siedział na swojej maszynie, dziewczyna najbardziej z tyłu. Podjechałem bliżej niej. Zerknęła na mnie kątem oka.
- Teraz też będziesz siedział mi na ogonie? - powiedziała z lekkim rozdrażnieniem. - Uwierz, naprawdę nie mam zamiaru nawiać z twoim motorem, ja nie z tych.
- Kto cię tam wie. - zasunąłem kurtkę. - Lepiej będę jechał obok ciebie, w razie gdyby prowadzenie cię przerosło. 
- Ależ oczywiście. A tak w ogóle, długo tam będziemy? 
- Wrócimy wtedy, gdy będziemy już dostatecznie wstawieni. - nagle się przeraziła.
- Chcesz prowadzić pod wpływem alkoholu?
- To nic wielkiego.
- Ja was nie będę ratować.
- Zbytek łaski. - wykrzywiłem usta w cynicznym uśmieszku.
- Ale tak na poważnie... - szybko jej przerwałem.
- Słuchaj - nachyliłem się w jej kierunku - to ty tu jesteś nadprogramowym pasażerem, więc nie licz na to, że ktoś będzie zwracał uwagę na twoje fanaberie. Nie mam zamiaru zmieniać swoich planów, bo jakiś rudzielec tego chce. - zmełła w ustach przekleństwo. - No już, nie rób takiej miny, najmniej potrzeba nam tu płaczącej histeryczki. - z satysfakcją obserwowałem, jak gwałtownie się czerwieni i kręci głową ze złości.
- Jesteś... - wysyczała, lecz rozległ się nagle klakson. 
- Gołąbeczki, jedziemy czy chcecie sobie jeszcze trochę pogruchać na osobności? Od kiedy Bury był taki wyszczekany?
- Zamknij się, Jakubik i do cholery, opuśćmy w końcu ten burdel. - demonstracyjnie dodałem gazu. Nareszcie wyjechaliśmy na główną drogę, kierując się do 'Paradiso', wielce wychwalanej knajpy z rzekomo najlepszymi w Polsce drinkami. Rzekomo.
Asystowałem Martice, na szczęście obyło się bez większych problemów. Swoją drogą, jej imię było bardzo oryginalne. Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś takie nosił. To z pewnością ją wyróżniało, zaraz po jej miedzianych kosmykach.
Zaparkowaliśmy tuż obok wjazdu i od razu ruszyliśmy na tyły budynku, gdzie postawiono namioty. Do zakupienia napoi został wysłany Szybki, nieoficjalny mistrz degustacji trunków. Zajęliśmy miejsce przy długim na dobrych kilka metrów, blacie baru. Usiadłem obok Nikodema, podobnie jak Martika.
- Macie już po osiemnaście lat? Nikt was nie pyta o dowód? - dziewczyna próbowała przekrzyczeć muzykę sączącą się z głośników. Bury odwrócił się w jej kierunku.
- Osiemnastkę kończymy za kilka miesięcy, Szybki po prostu wygląda na starszego. Poza tym, ma mnóstwo znajomych. - z namysłem potaknęła głową.
- No tak, teraz bez znajomości jest trudno. - z braku innego zajęcia przysłuchiwałem się ich rozmowie. - Czyli nigdy was nie legitymują?
- Nie. - cicho się roześmiał, kurde, czy on z nią nie flirtuje?!
- Często chodzicie na wyścigi?
- Uczestniczymy w każdych z naszej okolicy. Dzisiejszy był szczególny, tak wysokiej nagrody jeszcze nie było.
- A o co najczęściej walczycie?
- Skrzynki piwa, czasami lepszych alkoholi.
- A kasa?
- Czasami. - oparłem łokieć o blat, czując jak zaczyna mnie mdlić na widok tych jakże uroczych konwersacji. Na szczęście na horyzoncie zobaczyłem Szybkiego, niosącego w każdej ręce po dwie szklanki. Postawił je przed nami. 
- Podobno najlepsze z najlepszych. Zdrowie wszystkim. - wznieśliśmy swoje kieliszki do góry, lecz drink Martiki wciąż stał w tym samym miejscu. - Ej, Martika, nie pijesz z nami?
- Nie, dzięki, ja nie piję. - powiedziała, rozglądając się po sali.
- Tym więcej dla nas, żałuj. - stwierdził brunet - Za naszego zwycięzcę. - stuknęliśmy się szkłem. Wziąłem łyk i poczułem, jak dławiąca ciecz rozlewa się po moim ciele. Tego mi było trzeba.

Atmosfera zaczęła się ocieplać, kolejne drinki zaczęły coraz bardziej nas rozkręcać. Obserwowaliśmy tłum ludzi na parkiecie, sami jednak nie zamierzaliśmy do nich dołączyć. Nigdy nie tańczyłem, a nie zamierzałem robić tego na oczach innych, zwłaszcza kumpli. Tymczasem Martika spokojnie zajmowała swoje krzesło, nie odzywając się przez ten czas ani słowem. Z udawanym zainteresowaniem mieszała w swojej nieupitej szklance. Powiedziała coś do Szybkiego, ten tylko kiwnął głową. Płomiennowłosa wstała, poprawiła swoją bluzkę i udała się w stronę toalet. Wspólnie postanowiliśmy już wrócić, dochodziła druga nad ranem, wszystko bardzo się przedłużyło. Pozbieraliśmy zabawki i zostało nam już tylko czekać na dziewczynę. Że mnie to jakoś nie dziwiło. Nie było jej już od dobrych dwudziestu minut. Zaczynałem się niecierpliwić.

- Ja pierdzielę, gdzie ją wcięło? - jęknąłem. - Ile jeszcze będziemy czekać na księżniczkę?
- Idę jej poszukać. - zaoferował się Bury. 
Sierota najwidoczniej się zgubiła, bo długo nie wracał. Wstałem ze swojego miejsca, rozciągając znieruchomiałe kończyny.
- Zaraz mnie cholera tu weźmie. Szybki, idź już w stronę motocykli a ja po nich pójdę, chyba że się w kiblach potopili. - przepchnąłem się pomiędzy tańczącymi ludźmi i znalazłem się w ciemnym korytarzu. W jego końcu paliło się niewielkie światło, dzięki któremu udało mi się namierzyć toalety. Otwarłem pierwsze z brzegu drzwi. 
Naprzeciw wejścia zobaczyłem jakąś migdalącą się parę. Przeszedłbym obok nich obojętnie, gdyby facet nie był blondynem, a laska nie miała czerwonego koloru włosów. Nie, nawet moja wyobraźnia nie mogłaby podsunąć mi takiego obrazu. Czyli jednak...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz