wtorek, 7 lipca 2015

Airport ~ część.1

autor: ₩illiam
gatunek: fanfiction, fluff, komedia, holidaystory,
ostrzeżenia: paringi są nieokreślone (praktycznie ich niema), fabuła jest mocno walnięta, przesłodzone sceny, brak sensu w niektórych momentach etc.
stan: opowiadanie niedokończone - trwające

postacie:
- Gabriella (noona - najstarsza)
- Natala (maknae - najmłodsza)
- Alicja (opowiadająca)
- członkowie zespołu EXO
- członkowie zespołu BigBang
- rodzina Alicji, która mieszka w Korei w tym ciocia, wujek i kuzyn

~*•*•*~
Siedziałyśmy w samolocie od dwóch godzin. Była noc, ale żadna z nas nie paliła się aby zasnąć. To przez te emocje, wszystkie trzy wciąż nie mogłyśmy sobie tego uświadomić, tego dokąd właśnie lecimy. Patrzyłam przez okno ze słuchawkami w uszach próbując nie myśleć o tym, ale to było wręcz niewykonalne. Nie dość, że w samolocie połowa pasażerów składała się z azjatów, w słuchawkach leciał mi kpop to jeszcze Gabi kurczowo trzymała książki do nauki koreańskiego co zwiastowało konieczną naukę - a to ostatnie o czym chciałam myśleć. Wkurzona zdjęłam słuchawki sobie i jej po czym stanowczo wyrwałam jej książkę z rąk.
- Przestań, nawet nie myśl o nauce, mamy wakacje zrozum to w końcu, będziemy się tam świetnie bawić rozumiesz?
- Lecimy na całkiem odległy kontynent, jak ty chcesz się tam z ludźmi dogadać przez ten miesiąc nie ogarniając ani słowa? Żebyś ty chociaż angielski miała opanowany.. - odpowiedziała mi złośliwie tym swoim stanowczym tonem. To nie było przyjemne, nie rozumiałam skąd u niej taka złość, no ale w końcu to nasza noona, obowiązkiem jej było myśleć za nas trzy. Byłam świadoma powagi sytuacji, jednak nie podzielałam jej obecnie zimnego nastawienia. Nie odpowiedziałam, poczułam, że bycie beztroskim w tym momencie nie jest wskazane. Nawet nie zauważyłam kiedy Natala sięgnęła po paczkę chipsów przerywając ciszę.
- Hej, co ty taka agresywna? Weź pod uwagę, że to nasze wakacje, jedziemy tylko na miesiąc i przyjmuje nas jej rodzina, a dogadywanie się w tamtych okolicach nie będzie raczej konieczne. - czy Natala jest moim rycerzem i właśnie przybyła na pomoc swojej damie w opresji? Rozbawiło mnie to trochę. Posłałam jej uśmiech pokazując swoją wdzięczność. Atmosfera zaczęła się choć trochę ocieplać między nami, jednak noona wciąż miała nad głową burzowe chmury.
- Zginiemy tam przez was.. jak możecie nie przejmować się tym, że spędzimy tam tyle czasu tak daleko od domu? Przeraża mnie to.. - z rozgniewanej przestawiła się na smutną, a jednak emocje też nią miotały. Oparłam się wygodniej i spojrzałam przez okno po czym ze swoim charakterystycznym uśmiechem odpowiedziałam spokojnie na jednym oddechu:
- Może dlatego, że lecimy tam w całym naszym zajebistym składzie, do samego serca Korei gdzie spędzimy wymarzone wakacje będąc na koncercie bigbang gdzie totalnie stracimy kontrolę nad wszystkim i damy upust emocjom i stres opuści nas całkowicie.
- Nadal nie mogę sobie tego uświadomić, błagam, powiedz że to żart. – mówiła patrząc pusto w jeden punkt przed sobą nie mogąc opanować emocji, a mi uśmiech nie znikał z twarzy.
- To chory żart.. nołmalnie kłomedya. - Natala gada obsesyjnie wpychając sobie chrupki do ust.
- Zaraz wybuchnę, cholera, Alicja! Jakim cudem twoja rodzina rozsiała się nawet na innym kontynencie?!
Zaśmiałyśmy się razem.
- Widzisz noona, jak to dobrze mnie mieć?
- No, w końcu się do czegoś przydałaś.
- Przypominam ci korniszonie, że zawsze mogę cie wywalić z samolotu.
- Ja ci w tym pomogę! - przewidziałam, że Natala to powie. Jeśli chodzi o znęcanie się nad innymi ona zawsze chętna do pomocy.
- Ty jedz a nie gadaj, a tak właściwie to czemu sama zżerasz nasze chrupki kradzieju?
- No co, nie jecie to co sie bede. – mówiąc to próbowała wcisnąć sobie całą garść czekoladowych chrupek.
- Osz ty wredoto.. oddawaj je bo! – szum który wywołały obudził kilku naszych sąsiadów z samolotu.
- Ej dziewczyny.. – powiedziałam uciszająco chcąc dokończyć to, co przerwałyśmy wcześniej. - .. to jak, w porządku? Obiecujemy sobie dobrze się bawić w te wakacje?
- I drzeć jak walnięte na koncertach? - od razu dopowiedziała Natala. Noona chwilę milczała, rozważała zapewne całokształt jak to już u niej bywa, po czym z powagą zaczęła:
- I... najemy się wszystkiego co będzie na horyzoncie aż padniemy? - skończyła z uśmiechem na twarzy zarażając nas przy okazji.
- No w końcu.. - westchnęłam z ulgą uśmiechając się szerzej.
- Jeszcze jakiś chłopaków trzeba wyrwać, azjaci to niezłe dupy – Natala wie co dobre. (xd)
- Będzie zajebiście, podbijemy Koreę dziewczyny. - wróciła moja ukochana noona, aż mi się ciepło na sercu zrobiło gdy to mówiła. Po pewnym czasie zmęczenie wzięło górę. Do lądowania zostały jeszcze cztery godziny, postanowiłyśmy to przespać.
Czułam się szczęśliwa, patrząc na twarze dziewczyn mogłam stwierdzić, że mimo zmęczenia spowodowanego późną porą również były szczęśliwe. Seulu, nadchodzimy~

~*•*~

Na lotnisku nikt na nas nie czekał, a wręcz przeciwnie, to my musiałyśmy czekać na mojego kuzyna. Zadzwonił i powiedział, że będzie za półtorej godziny, więc byłyśmy w kropce. Wszędzie pełno dziwnych ludzi, dziwnego jedzenia i dziwnych napisów, nawet zegar całkiem inaczej tutaj chodził. Poczułam się jak na drugim końcu świata. Stałyśmy w wielkiej sali głównej, gdzie ludzie oblepieni walizkami i torbami czekali na swój samolot patrząc na ogromne tablice informacyjne wyświetlające kolorowe napisy w różnych językach. Zauważyłam, że ktoś w oddali śpi w bardzo śmiesznej pozycji, ludzie się witali i żegnali, naprzeciwko siedziała dziewczynka która śpiewała i tańczyła gwiyomi, jeszcze dalej ujrzałam grupkę chłopaków - zapewne tutejsi nastolatkowie. Ludzie tutaj mieli całkiem inny styl bycia, poglądów i zwyczajów. U nich dziewczyna jest atrakcyjna jeśli ma duże oczy, bladą skórę i jest przesłodzona we wszystkie strony - totalne przeciwieństwo tego co jest u nas. Ciężko będzie się przestawić chociażby na jedzenie, które w większości składa się z ryżu, wołowiny i jelit. Wszystko tu zapowiada się być ciężkie a za razem fascynujące.
- Muszę do toalety, jak się tu mówi toaleta? - Natala przerwała ciszę w typowy dla siebie sposób.
- Czekaj, gdzieś to sobie zaznaczyłam.. - noona zaczęła szukać jednej z wielu kolorowych zakładek w swojej książce nauki języka. Teraz to już nie wyglądało jak książka, bardziej jak kolorowy pamiętnik czy coś. Z jednej strony mnie to bawiło, ale z drugiej miałam to poczucie winy, że zbyt beztrosko do tego podchodzę. Wiedziałam, że będę tego żałować, noona zawsze ma rację, ale za bardzo fascynowało mnie to co się właśnie działo dookoła, żeby marnować czas na naukę.
- Szybko Gabii, szukasz czy nie?
- Szukam, szukam, przestań marudzić!
- No to jak się mówi toaleta?!
Patrzyłam na nie rozbawiona, tylko te dwie potrafią mnie tak bawić. Z resztą chyba nie tylko mnie, nawet przechodni patrzyli na nas jak na komediantki, i dobrze, satysfakcjonowało mnie to. Seulu przez ten miesiąc należało do nas, co jak co, ale kiedy we trzy się zejdziemy to nie ma uproś. Jednak w tym momencie byłam totalnie wyczerpana.
- Nie mówi się, tylko się idzie za znakiem WC, patrz, tam za tym rogiem. - odpowiedziałam spokojnie z nutką ironii, miałam wrażenie że racjonalne myślenie im nie idzie w tym kraju.
- No kurde, nie mogłaś mówić wcześniej? – noona zamknęła głośno swoją kolorową książkę.
- Nie ważne, ktoś musi ze mną iść, no sama nie pójdę nie?
- Idź rzesz a nie gadaj, tyle zachodu o zwykłą toaletę.
- Nie pójdę sama!
- Bo co? Nie rób z siebie takiej księżniczki. – aż się zdziwiłam, że ten tekst został skierowany przez moją noonę jeszcze do kogoś innego poza mną.
- Gabiii noo. A jak mnie ktoś porwie?!
- Bardziej się martwię o nasze walizki niż o ciebie.
- Że co?!
- Dziewczyny rany ale wy jesteście kłopotliwe, Gabi idź z nią, jesteś trochę ogarnięta w koreańskim więc w razie czego jakoś przetrwacie, to nie jest daleko, ja popilnuję bagaży – powiedziałam poirytowana, musiałam przyznać, że to idealny plan aby choć na chwilę się od nich uwolnić.
Miałam ochotę pobyć sama, czasem mi tak odbija – raz potrzebuję totalnej samotności, a raz nie mogę wytrzymać bez czyjejś obecności. Teraz padło na opcję pierwszą. Potrzebowałam spokoju, słuchawek, kilku nut i nikogo więcej.
- Jeeju bo myślisz że mi się tak chce chodzić noo, cholera, masz tego pilnować. – Gabi z kwaśną miną wstała poganiając Natale do drogi, chociaż jej nie było potrzeby poganiać, ta wręcz skakała by się wyrwać w drogę.
- No, jak co to dzwoń. – sama ją pogoniłam rozplątując słuchawki.
- Dobra, ruchy, bo nie wytrzymam dłużej! – chwyciła noonę pod rękę i szarpnęła ją mocno.
Po drodze nadal głośno się kłóciły, kompletnie nie zwracając uwagi na ludzi, którzy zdziwieni zwracali wzrok w ich stronę. Komedia.
Czekałam aż znikną mi z pola widzenia po czym zsunęłam się do pozycji siedzącej sprawdzając czy liczba walizek się zgadza. Kiedy uznałam że jest bezpiecznie odetchnęłam z ulgą. Sam lot był męczący a przed nami jeszcze kawał drogi do domu wujka i cioci, a jeszcze zanim mój kuzyn nas znajdzie też minie sporo czasu. Przymknęłam oczy i włożyłam słuchawki w uszy zagłuszając otoczenie. Kojące melodie "Heart Attack" uspokoiły mnie znacznie.
Nie wiem dlaczego tak bardzo lubię ten zespół, zdecydowanie wyżej cenię EXO od BigBang.
Najbardziej mam żal o to, że krzyczą we wszystkie strony to swoje „We are one” tracąc po kolei na każdym kroku jednego z nich. To boli, a twierdzę tak z perspektywy fana, tylko fana, bo przecież nigdy ich nie spotkam. Głupie marzenia.
~
Z rozmyślań wyrwało mnie nagłe uderzenie w rękę w której miałam telefon. Przedmiot niefortunnie wypadł mi z dłoni odpinając się od słuchawek, co spowodowało, ze muzyka jaką słuchałam zaczęła mimowolnie lecieć z głośników. Ogarnęło mnie mega wkurwienie, nienawidzę czegoś takiego, od razu rzuciłam się by wyłączyć muzykę. Nawet nie zauważyłam wysokiej postaci nade mną, za bardzo skupiłam się na szukaniu telefonu, który za nic nie chciał się pojawić a muzyka dalej leciała szarpiąc jeszcze bardziej moje nerwy. O twarz obiły mi się mocne męskie perfumy, zaraz po tym zauważyłam, że ktoś kuca przede mną stawiając twarz naprzeciwko mojej. Ten ktoś podał mi telefon leżący za walizką mówiąc coś w innym języku a ja nie ogarniałam sytuacji – brawo ja. Wyrwałam szybko telefon wyłączając muzykę. Odetchnęłam z ulgą, poziom złości opadł, ale po chwili usłyszałam cichy śmiech.
- No czego.. – Zwróciłam zły wyraz twarzy w postać naprzeciwko. Wcale nie miałam zamiaru zabierać się za dziękowanie komuś z zakrytą twarzą i wyraźnie rozbawionego zaistniałą sytuacją. Nieproszony gość wskazał na telefon mówiąc coś niewyraźnie. Albo może było to wyraźnie, ale co mi z tego, skoro i tak nie ogarniałam koreańskiego.
- Ja cie nie rozumiem. – odpowiedziałam spokojnie kręcąc głową.
- …EXO… - oniemiałam kiedy podczas jego wypowiedzi usłyszałam to słowo.
- EXO? - spytałam nie ukrywając zaskoczenia.
- Yeah, Exo, you love it? – stać go na angielski, rozbawiło mnie to mimowolnie, no ale chyba zauważył, że nie jestem stąd, więc ma plus ode mnie.
- Heh, yeah, I love it, and you? – Niby banalne, ale nawet to zdanie było dla mnie skomplikowane, jestem beznadziejna w angielskim, a w wymowie jeszcze gorsza. W tedy nie zdziwiłabym się, gdyby tego nie ogarnął.
W odpowiedzi usłyszałam kolejny śmiech. Dobra, koniec, czyli pomógł mi tylko po to by się ponabijać.
- What! Are u kidding me? - wkurzyłam się. Jemu głupi uśmiech nie znikał z twarzy, choć stwierdzić tego nie mogłam bo ma tą idiotyczna maskę na mordzie.
- No, no, no! I love it too. – mówił machając rękami w geście przeczenia. Miał niski i głęboki głos a przekonanie, że gdzieś już słyszałam taki mnie nie opuszczało. Przysunął się bliżej patrząc intensywnie we mnie. Spoko, jak tak pogrywa to ok, patrzyłam mu w oczy z obojętnym wyrazem twarzy. Musiałam opanować emocje ekscytacji zamieniając je na wyraz wkurzenia. Moim celem było w tym momencie zachować resztki godności i utrzymać wizerunek, gość w masce nie będzie mi go paprać od tak kiedy sobie chce. Kiedy poczułam, że przejmuję panowanie nad głupią sytuacją on znowu się zaśmiał przekręcając głowę i ani na chwilę nie odwracając wzroku. Czułam cholerne wypieki na policzkach, poziom wkurwienia powrócił. Czemu ja muszę zawsze tak reagować na męskie perfumy i widok żył na rękach, do tego te oczy.. Niechciany gość mimo maski wydawał się być przystojny, sam jego wzrok powalał. Przegrałam okazując słabość przez cholerne policzki, brawo ja znowu. Pomyślałam, że nie ma mowy abym nawet to przegrała i dalej nie odwracałam wzroku chcąc odzyskać panowanie.
Oparłam się o ścianę powracając do pierwotnej pozycji z jakiej mnie wyrwano. To przypomniało mi o tym, że ja czekałam na dziewczyny a one wciąż nie wracały. Odwróciłam wzrok chcąc spojrzeć w stronę drogi którą szły. *Zaraz..co..odwróciłam wzrok.. nosz cholerajasna!*
Szybko popatrzyłam na gościa w masce, który podniósł pytająco jedną brew. Czułam jak się wywyższa tym, że znowu wygrał. Wkurzona odwróciłam całkiem wzrok robiąc klasyczny foch. Teraz już tylko patrzyłam czy dziewczyny nie wracają. Znowu usłyszałam śmiech. Zignorowałam go, nie mam ochoty bawić się w te gierki. Co to ma niby być, tani podryw czy kpina. Usłyszałam jak się krząta obok, ale nie odwróciłam się, pomyślałam, że może to poskutkuje i sobie pójdzie. Chwila ciszy się przedłużała, przekonanie, że sobie poszedł mnie nie opuszczało. Już miałam dziękować w duchu niebiosom za zbycie intruza gdy usłyszałam odchrząknięcie. Cholera.. Czemu zawsze mi muszą się trafiać takie natrętne istoty, dopiero co ukończyłam szkołę gdzie z jednym takim już się użerałam a tu znowu.
- Ok, spokój, pełna profesja, tylko ignorowanie może mnie zbawić.. spokój.. spokój.. – cicho mówiłam sama do siebie. Byłam wykończona po całonocnym locie, miałam wrażenie, że cały świat chciał mnie tego dnia wkurzyć.
Po chwili jednak coś mnie tknęło w ramię. Wiedziałam że to ten idiota więc ignorowałam. Czyli krzątał się tylko po to by zająć miejsce przy ścianie obok, super, więc nie zamierzał iść. Apogeum wkurwienia.
- It’s for you. - gdy to powiedział coś chciał mi podać, ale nie wiedziałam co bo nie widziałam. Skarciłam się w myśli za to co właśnie miałam zamiar zrobić. Z jednej strony tłumaczyłam to sobie, że trochę przeginam z byciem zimną suką, ale prawda była taka, że ciekawość wzięła górę.
Zwróciłam się w jego stronę i zauważyłam, że trzyma w rękach trzy papierki.
- What is it? – nie ukrywałam ździwienia.
- For you. – zero wytłumaczenia, no i weź tu się dogadaj z człowiekiem. Trudno, przyjęłam darowanego konia nawet nie zwracając uwagi co to było. Uznałam, że to pewnie zwykłe ulotki. Chciałam mieć go z głowy.
- Thank you. For your help and.. this. - uśmiechnęłam się gorzko. On też uśmiechnął się, przynajmniej jego oczy to zdradzały. Ta maska strasznie mnie drażniła.
- I have to go. – ZBAWIENIE.. o ludzie, kamień z serca. Ale nie mogłam go tak puścić. Kiedy miał wstawać chwyciłam go mocno za rękę nie mając zamiaru puszczać.
- Hey, stop. Your mask.. – super, nie przemyślałam faktu, że nie znam angielskiego. Jak się mówi zdejmij? Cholera..
Ale widocznie zrozumiał bo uśmiechnął się i chwilowo przewrócił oczami. Wyczułam to zakłopotanie u niego, ha! Szach mat, i znowu jestem górą. Uśmiechnęłam się złośliwie zdobywając upragnioną dominację. Szczerze mogłam przyznać, że było mi obojętne jak wyglądał, bo przecież oczywistym było, że to azjata i najwidoczniej jakiś ciamajda skoro rozdaje ulotki gdzie popadnie, ale oj tam, ciekawość skutecznie prowadzi mnie do piekła.
Oprałam głowę o wolną rękę zgiętą w łokciu i z wrednym uśmieszkiem pokazałam mu, że czekam i ze nie puszczę jak tego nie zrobi. Znowu się zaśmiał, chyba polubiłam ten jego śmiech, był uwodzący.
W końcu się ruszył i powoli zdejmował maskę. Kiedy już się jej pozbył zaprezentował mi ten skrywany do tej pory uśmiech. Zbladłam jeszcze bardziej niż normalnie. Musiałam mieć serio komiczną minę. Myślałam, że mi oczy z orbit wyjdą. Przyłożył palec do ust w geście uciszającym. Teraz to się w ogóle nie dziwiłam czemu to taka tajemnica. Patrzyłam jak zahipnotyzowana, słowa nie byłam w stanie wydusić. Miałam kosmos w głowie.
Po chwili znowu założył maskę. Patrząc na mnie wyraźnie był rozbawiony. Zbliżył swoją dłoń w moją stronę. Poczułam tylko jak mnie tyka w nos. To było takie muśnięcie przez które mrugnęłam nie ogarniając sytuacji. Mrugnął do mnie po czym wstał i ruszył krok do tyłu. Kiedy się odwracał wciąż czułam na sobie jego wzrok.
Kiedy znikł mi z pola widzenia zaczęłam obsesyjnie oddychać bo podczas tych paru chwil totalnie zapomniałam o oddychaniu. Patrzyłam na podłogę nie zmieniając z osłupienia pozycji. 

~*•*~

Nagle poczułam, że podbiega do mnie Gabi przywracając mnie na ziemię. Kucnęła i wyrwała mi papierki z rąk.
- Kto to był? - spytała próbując przeczytać zawartość tego co mi dał gość o którego pytała.
- Zgłupiałam. - tępym wzrokiem wciąż molestowałam wzrokiem jeden kawałek podłogi.
- Jeszcze bardziej niż normalnie? Haha, no nie wierzę, wracam i widzę jak jakiś gość do ciebie mruga. Weź przystopuj, dopiero co przyjechałyśmy! - nawet teraz nie mogła sobie odpuścić.
- Gdzie Natala? - sucho zapytałam.
- Zostawiłam ją bo dalej siedziała a mi się nie chciało. – mówiła wciąż próbując odczytać cokolwiek z tych kartek.
- Muszę.. zostań tu. – Poleciałam jak poparzona potrącając po drodze kilku ludzi.

~*•*~

Szybkim krokiem pokonałam dość długi korytarz trafiając do pomieszczenia gdzie znajdowały się dwie pary drzwi.To była toaleta, na pewno była to toaleta ale które drzwi prowadzą do części damskiej? Były wręcz identyczne a znaki w kółkach niczego mi nie mówiły. Wyglądały bardziej jak domek, krzaki czy płotek.. bardzo brzydki płotek. Durne koreańskie znaki. Trudno, postanowiłam strzelać. Weszłam na lewo. Znając swoje szczęśnie na pewno poszłam źle. Tym razem nie było inaczej, noo.. może prócz tego, że poza mężczyznami była tam też moja Natala.
- Nieno to już po prostu kwestia czasu zanim ja wyjdę z siebie. – stałam w drzwiach przestrzennej męskiej toalety, czułam na sobie wzrok tych wszystkich gości przed lustrem. Najbardziej bawiło mnie zdziwienie Natali gdy mnie zobaczyła.
- Oh, co tu robisz? - spytała jakby szeptem opierając się o ścianę nie zwracając uwagi na gości naprzeciwko.
- Naprawdę twierdzisz, że to ty powinnaś zadać to pytanie?
- No bo nie uwierzysz!
- Ty też. - mruknęłam już troche poirytowana.
- Wiesz kto tu jest?! Tam, w ostatniej kabinie, jest gość co wygląda jak Kai, seryjnie uwierz mi!
- Wierze.
- Ale to na serio jest Kai!! Uwie…. co?
- No wierze ci, ale serio to nie powód aby wchodzić za nim do męskiej toalety.
- Serio mi wierzysz?
- Tak
- Czemu?
- Bo ja widziałam ChanYeola, no.. chyba widziałam, bo po nieprzespanej dobie równie dobrze mogło mi się to wydawać.
- To znaczy.. o kur.. – zrobiła wielkie oczy, kompletnie jej się nie dziwie. – exo są tutaj.. pewnie dlatego, że za kilka dni mają w Seulu występ! Osz ty w życiu.. A MY JESTEŚMY W SEULU!
Miałam ją już uciszać ale tylko zdążyłam zakryć jej usta dłońmi kiedy nagle ktoś przeszedł obok nas. Miałam ochotę się zapaść pod ziemię. Wyglądałyśmy jak chore fanki chodzące za swoim biasem nawet do toalety. Kai patrzył nas zdziwiony, pewnie myślał, że to on pomylił toalety. Po chwili jednak zaśmiał się do nas mówiąc coś co od razu rozpoznałam jako koreański. Spojrzałam na Natalę porozumiewawczo. Skarciłam ją żeby coś powiedziała szturchając ją w ramię, sama zaplatając ręce na piersi udając, że mnie to nie dotyczy.
Znowu coś powiedział i chyba nie miał zamiaru odchodzić, historia się powtarza.
- English only. – zwróciłam się do niego, ten jest chyba mniej kumaty od poprzedniego.
- Oh, you came here for me? – spytał szczerząc się jak kot.
- No.
- Yes!
Zaprzeczyłam chcąc wyjść z tego cało, ale Natala kompletnie mi w tym nie pomagała. Oczywiście, że nie przyszłam tu za nim i Natala też nie powinna, w ogóle nie ruszał ją fakt gdzie jesteśmy.
Złapał Natalę za rękę pokazując narysowany znaczek EXO. No pięknie, ona i jej wiecznie zmalowane ręce. Teraz to już całkiem wyglądamy jak urwane z fangirl’u idiotki w męskiej toalecie.
- You love exo? – spytał ją znacznie się przybliżając. Zostałam urwana z rozmowy, extra, olali mnie.
- Of course.. and love you, too. – widziałam te gwiazdki w jej oczach. Chyba jej zazdrościłam, ale w sumie kilka minut temu tez miałam podobnie. Przesłodzona scena, zachciało mi się śmiać i z trudem się panowałam.
On na jej słowa uśmiechnął się znowu.
- You’re so sweet.
- But you’re more sweet, and hot.. and amazing.. – kiedy tak wymieniała jej twarz jeszcze bardziej promieniała. Faktycznie wyglądała uroczo, w tym się z nim zgadzam. Miałam ochotę to wszystko nagrać by potem się z niej nabijać ale kamerowanie Kai’a jeszcze bardziej by mnie pogrążyło i serio by wyszło, że jesteśmy z fangirl’u.
Mogłam się tylko rozkoszować komicznie przesłodzonym widokiem. Nagle Natala zafascynowana wyciągnęła telefon pokazując go Kai’owi.
- Please, can we..? – spytała z miną psiaczka, co jest jej atutem, nawet ja przy tym ulegam.
- Oh, yeah! – i tak by się zgodził, jej się nie odmawia, to oczywiste.
Przypomniała sobie, że ja sobie istnieję i podała mi telefon podchodząc koło niego. Próbowali się dogadywać w kwestii pozy, trochę to trwało i już miałam się drzeć, no ale w końcu się ustawili. Nie ma to jak sweet focia z biasem, zwykle nie takie rzeczy się robi w toaletach, zwłaszcza męskich, no ale co ja tam wiem. Zdjęcie było udane, stali blisko siebie stykając się głowami i robiąc znak serca z palców swoich rąk.
- Thank you. – Natala podziękowała mu uroczo się uśmiechając. Rozłożyła szeroko ręce w geście zapraszającym do tulenia. Kai śmiejąc się odwzajemnił uścisk mówiąc coś niewyraźnie, albo wyraźnie.. no nie po polskiemu.
Nagle ktoś wpadł do toalety, kolejny koleś z maską na twarzy. Byłam wręcz przekonana, że to któryś z exo, coś powiedział przejęty w stronę Kaia. Ten mu odpowiedział cos pośpiesznie po czym zwrócił się do Natali.
Mówił jej, że musi już iść, że się cieszy z tego spotkania i coś jej tam dał, nie zwracałam uwagi na ich rozmowę, obserwowałam kolesia w drzwiach który z kolei obserwował tą dwójkę. Byłam na uboczu i mnie nie widział. Chciałam odgadnąć który z nich to był. Nagle mnie olśniło.
- Tao? – spytałam by się upewnić, ale od razu się skarciłam w myślach za to. On jednak to usłyszał i spojrzał na mnie. Pomachał mi i kiwnął głową na potwierdzenie.
Odmachałam mu z uśmiechem. No ludzie, zgadłam który to mimo że miał maskę, gdzie mój nobel.
Po pewnym czasie zostałyśmy same w toalecie, gwiazdy z oczu nam uciekły a ja wreszcie odetchnęłam z ulgą. Co jak co, ale na pewno nie tak sobie wyobrażałam spotkanie z exo.

~*•*~

Kiedy wróciłyśmy do walizek zastałyśmy nonę rozglądającą się po całej Sali i bynajmniej nie szukającej nas.
- Hej, co jest? – spytałam podchodząc do swojego miejsca przy ścianie. Miłe wspomnienia wracały.
- No i gdzieście się podziewały?
- Nam też miło cię widzieć. – kontynuowałam, humor mi dopisywał zwłaszcza, gdy widziałam Natalę wciąż z głową w chmurach.
- Nie denerwuj mnie, twój kuzyn już przyjechał a wy wydurniacie się po kiblach.
- „wydurniacie się” tak, to perfekcyjne określenie.
- Co znowu? A jej co? – wskazała na Natalę trzymającą taką samą ulotkę jak te co dał mi Channie. Nie, nadal niedowierzałam.
- Spotkała Kai’a z exo, trochę to zajmie zanim otrzeźwieje.
- O patrz, ona też dostała bilety na koncert, farciary, macie mnie wziąć.
- ..Jaki koncert? Czyli to nie ulotki?
- No exo, po co by wam dawali bilety na koncert kogoś innego? – teraz to ja straciłam umiejętność logicznego myslenia.
- Nie, już nic mnie dziś nie zdziwi, mam dość, nie spałam prawie dobę, wszystko mnie drażni i już rzygam tymi emocjami. CHCĘ SPAĆ. – mówiąc to próbowałam nie krzyczeć ze szczęścia na myśl o biletach. Po prostu to do mnie nie dochodziło, kompletnie.
- Skoro mowa o spaniu, to może wybierzemy się do domu? Chyba, że wolicie tutaj. – Usłyszałam znajomy głos kuzyna.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę że cię słyszę bracie cioteczny! – rzuciłam mu się na ramiona, a raczej opadając ze zmęczenia.
- Zabierz mnie stąd bo ledwo zipię, ledwo zipanie to dla mnie nowość.
- Hahah, myślę, że nie tylko to będzie tu dla ciebie nowością. Mam nadzieję, że się wam tu spodoba. – Tym razem zwrócił się do całej trójki. Przedstawiłam im mojego kuzyna, a one siebie jemu i zabieraliśmy się za wywożenie bagaży. Zbliżaliśmy się do wyjścia na dworzec autobusowy gdzie kuzyn zaparkował samochód. Wlekłam się na samym końcu karawanu. Nie daleko wyjścia była recepcja czy coś tego typu gdzie sprawdzali ludzi. Moją uwagę przykuły jednak kolejne facjaty z maskami a jeden z nich miał identyczną walizkę co noona. Miałam jej mówić ale nie miałam sił lecieć za nią gdy już wychodziliśmy praktycznie przez drzwi. To nie był nikt z exo, tego byłam pewna. Było pięciu takich co się wyróżniali. Widocznie nie tylko ja zwróciłam na nich uwagę, bo za nimi szła chmara dziewczyn. To dowodziło, że byli to jacyś celebryci zapewne. Miałam już dość celebrytów jak na jeden dzień. Nie spodziewałam się, że pobyt w Korei tak będzie wyglądał. To dopiero pierwszy dzień a już kicham z wrażeń. Jedyne na co miałam teraz ochotę to gorąca kąpiel i łóżko.

~*•*~

Wujostwo przywitało nas bardzo serdecznie. Było widać, że się cieszą na nasz widok i bynajmniej nie było to spowodowane dużym naciskiem na kulturalność w tym kraju. Do wieczora zdążyłyśmy się wymyć, najeść się obiadem cioci i obczaić okolicę. Zmęczenie jeszcze nigdy tak nie dobijało, ale tak bardzo mi się tam podobało, że za nic nie chciałam jeszcze się kłaść. Na tarasie za domem gadałyśmy o biletach. Okazało się, że EXO zrobili akcję fanmeeting'u o którym pisali na stronie exotics. W polskiej wersji artykuł dochodzi po kilku dniach dlatego nic nie wiedziałyśmy. Akcja miała się rozgrywać jutrzejszego dnia w centrum handlowym koło lotniska w którym byłyśmy. 
- Jakiego trzeba mieć farta żeby zdobyć bilety przed samą ich premierą w dodatku od samych członków zespołu. - Gabi nie była specjalnie nimi przejęta, no przynajmniej nie jak ja i Natala. Ona tu przyleciała na koncert BigBang razem ze mną a Natala to tak po drodze żeby nie marudziła.
- No, i to za darmo. - ustawiła sobie swoje selfie z Kaiem na pulpit i wpatrywała się w niego cały czas. Posiadanie wspólnego zdjęcia z biasem - dla mnie TO się nazywa FART.
- Ja dostałam od niego trzy, pewnie po ilości walizek mógł się domyśleć, że jest nas trzy albo może widział nas razem wcześniej albo coś. W każdym bądź razie każda ma bilet i mamy jeden wolny. Jezu jakie on miał boskie perfumy.. - ja już w tedy nie myślałam racjonalnie. - Zaczynam majaczyć, co?
- Ta, idź spać dziecko drogie. - wróciła wredna noona.
- Musimy się rozpakować, zróbcie to za mnie błagam, ja sobie pomarzę o czarnych oczach.. - zwróciłam twarz w stronę zachodzącego słońca robiąc głupią rozmarzoną minę. - Tak, jestem zmęczona.
- Księżniczka się znalazła, rusz ten tyłek i idziemy się rozpakować. 
- Wreszcie nazwałaś mnie po imieniu! Kocham cię Gabi. 
- Tobie już całkiem odwala widzę.
- Tak, tak, ja też twierdzę że jest śliczny.
- To dzieciaki, jak wy możecie się nimi fascynować? - spytała ironicznie. Nie przepadała za EXO bo jak twierdzi, za duży tłum w zespole mają.
- Dzieciaki ale starsze od ciebie myszo. - gadając tak zabierałyśmy się za walizki. Wyciągałam swoje rzeczy i układałam w szafce koło łóżka. Umeblowanie było bardzo nowoczesne. Podobał mi się ten pokój.
- Co to kurwa jest. 
Odwróciłam się w stronę Gabi, która patrzyła na zawartość walizki. Uniosła przed sobą męskie slipy pokazując je nam ze zdziwioną miną. Nasze miny ukazywały jeszcze większe zdziwienie.
- Żartujesz sobie? - spytałam.
- NO JA CZY WY?
- No bez jaj..
- Bez, bez, Bogu dzięki że BEZ!
- Co ty..
Gabi jęknęła przegrzebując resztę męskich ubrań. Nastała sekundowa cisza przed burzą. Po chwili Natala wybuchła śmiechem. Turlała się po łóżku nawet nie łapiąc oddechu. Popatrzyłam na nią po czym na Gabi i sama wybuchłam śmiechem.
- Cholera jasna, cztery razy sprawdzałam czy wszystko wzięłam!!
- Czy wszystko to jedno, ale czy to wszystko jest twoje to nie sprawdzałaś? - nie mogłam już ze śmiechu.
- To nawet nie jest mojego taty, co to do cholery jest?!
- Ej dobra dość, dość. - Natala nie przestawała, wyglądała idiotycznie ale kiedy zobaczyłam, że Gabi już jest na skraju wytrzymania postanowiłam ją walnąć poduszką. - uspokój się w końcu i rusz głową!
- Ałaa no weź. - mówiąc to oddała mi tą samą poduszką a mnie olśniło.
- Ej, już wiem! Natala szukaj adresu gdzieś w walizce. 
- I co, znajdziemy telefon, zadzwonimy i tyle? Nawet nie pogadamy długo bo niby jak. - noona przechodziła załamanie nerwowe. W ogóle jej się nie dziwiłam.
- Nic nie widzę, pomóżcie mi. - grzebały razem po walizce, co z tego, że cudzej, musiałyśmy znaleźć właściciela, który podmienił walizki. Już myślałam, że zaliczę dzień do najlepiej udanych a tu takie coś. Kiedy nagle mnie olśniło. Drugi raz.
- Wiem gdzie.. - patrzyłam pustym wzrokiem na walizkę. - wiem kto miał taką samą na lotnisku! - nagle się ożywiłam, teraz było to jasne.
- Ale co to da? Widziałaś kto to był?
- Gość w masce, miał identyczną walizkę i stał przed tym wyjściem na parking, rany!
- EXO? - Natala przerwała czynność a zaraz po niej Gabi. Usiadły koło mnie w kółku oczekując, że coś więcej będę w stanie powiedzieć.
- Nie, to na pewno nie EXO bo to było po drugiej stronie lotniska jak kuzyn nas zabierał, pamiętacie? Widziałam tam jakiś gości w maskach a wokół nich masa dziewczyn więc byli to pewnie celebryci i miałam wam mówić, ale tak poleciałyście że już was nie złapałam.
- Kto to mógł być?!
- Nie wiem, widziałam, że jeden z nich miał identyczną walizkę co Gabi, no serio.
- Jak wyglądał.
- Miał maskę.
- I tyle? Tutaj pewnie każdy celebryta nosi maskę. - Natala przyznała ważną rzecz.
- Więc celebryta.. cholera, jeszcze mnie pozwie o to, że ukradłam jego walizkę albo coś, pewnie mnie już szukają a my to otwarłyśmy oniee, już po mnie jadą CHOLERA!
- Gabi przestań, to tylko pomyłka, takie rzeczy się zdarzają na lotniskach. - próbowałam ją uspokoić ale to nie było łatwe.
- Dzisiejszy dzień nie oszczędzi nam nerwów. 
Nagle ktoś zadzwonił na telefon noony. Ona aż podskoczyła odrzucając na łózko telefon. Wiedziałyśmy, że to pewnie właściciel tej walizki bo był to koreański numer a my żadnego takiego nie miałyśmy. Nawet nie zdążyłyśmy wziąć numerów od wujostwa a ten wcale do kuzyna nie należał. Przypomniało mi się jak Gabi mówiła o tym ze swój zapisała w walizce - szczęście w nieszczęściu.
- Nie odbiorę!
- Odbierz to. - podałam jej telefon ale ona prawie go zrzuciła. I ta desperacja, że nawet nie przejmowała się tym, że mogła go rozwalić. Zaczęłam się bać.
- Ty to odbierz. - powiedziała do mnie z przerażona miną.
- Przecież ja nie umiem koreańskiego! 
- Dobra, dawajcie na głośnik. - Natala wyrwała mi telefon i odebrała. W perfekcyjny sposób opanowała sytuację zapędzając nas tym samym do grobu. Ktoś tam zaczął coś pieprzyć po koreańsku a my patrzyłyśmy w przedmiot jak głupie.
- English only. - w końcu odpowiedziałam.
- Ah, eeh, hello! - głos w słuchawce był bardzo niski.Szturchnęłam Gabi, żeby zaczęła coś gadać bo jako jedyna umiała angielski na poziomie komunikatywnym.
- Who are you? - no ludzie, tyle to nawet ja mogłam wypalić. Popatrzyłam na nią poirytowana.
- I have your suitcase.
- Really? And I have your. - nasz rozmówca się zaśmiał, chyba z tego wyjdziemy, miałam taką nadzieję.
- Good, you give her to me?
- Maybe.. - popatrzyłam na nią wielkimi oczami. Ona wyraźnie była zadowolona z obrotu akcji. Droczyła się z nim a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu, kolega ze słuchawki raczej też.
- Come to the airport, I'm waiting. - nie czekał na odpowiedź, zaśmiał się, pożegnał i rozłączył. 

~*•*•*~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz