(Martika)
Wstałam, poprawiłam moją bluzkę i zaczęłam przeciskać się przez tłum tańczących ludzi. Było mi trochę głupio, że tak im się wpieprzyłam, bo inaczej nazwać tego nie można, w towarzystwo, ale w zasadzie Maciek sam tego chciał. Pocieszałam się faktem, że Nikodem z Robertem nie czuli do mnie takiej niechęci jak on.
Weszłam na korytarz prowadzący do toalet i weszłam do części przeznaczonej dla kobiet. Kiedy tylko weszłam uderzył mnie odór papierosów, wymiocin i alkoholu zmieszanego z zapachem kostek do kibla. W oczy rzuciło mi się duże, popękane lustro, przed którym stało kilka około dwudziestoletnich dziewczyn. Podeszłam do pierwszej kabiny i usłyszałam jakieś zduszone jęki. Nawet nie chcąc wyobrażać sobie co się tam dzieje podeszłam do drugich drzwi. Otworzyłam je, a moje oczy mimowolnie się rozszerzyły.
Na podłodze leżała blondynka. Rzygała opierając się o kibel. Dziewczyna z trudem złapała oddech i spojrzała na mnie... i pewnie zostawiłabym ją tam w spokoju, gdyby nie fakt, że rozpoznałam w niej Karolinę. Jej blond włosy przykleiły się do mokrej od potu i bladej twarzy.
- O Boże. - wydusiłam z siebie jęk i kucnęłam przy niej. - Jak się czujesz?
Karola nie odpowiedziała od razu, z resztą trudno się temu dziwić.
- A jak myślisz? - wycharczała, podnosząc się z podłogi.
Pomogłam jej wstać i wzięłam z podłogi jej torebkę. Zrobiło mi się jej tak szkoda, że już nawet nie byłam na nią wściekła, że mnie zostawiła i okłamała.
- Miałaś być u tego chłopaka. - stwierdziłam, próbując ją utrzymać, a fakt, że miała szpili wcale mi nie pomagał.
Karola chyba nie była już w stanie odpowiedzieć. Z trudem wygrzebałam z jej torebki portfel i otworzyłam go. Odetchnęłam, stwierdzając, że spokojnie wystarczy mi na taksówkę dla niej i zamówiłam ją.
Gorzej było wyprowadzić blondynę z ubikacji. Uwiesiła mi się na szyi, przez co nie mogłam złapać oddechu, a Karolina ledwo powłóczyła nogami. Otworzyłam drzwi i zaskoczona ujrzałam tam Nikodema, który chyba rozważał, czy ma tu wejść, czy nie.
- Och, co tu robisz? - zapytałam zduszonym głosem, gdyż Karola ścisnęła mnie za szyję.
- A ty co robisz z nią? I kim ona jest? - odpowiedział pytaniem na pytanie, szczerze zdziwiony.
Westchnęłam ciężko.
- Mógłbyś mi pomóc? - jęknęłam. Naprawdę dużej jej nie utrzymam.
Nikodem na szczęście nie miał z tym problemu i wziął ją pod drugie ramię.
- Naprawdę nie wiem jak ci się odwdzięczę. - odezwałam się, kiedy Karolina puściła moją szyję.
- Gdzie ją zabierasz? - zapytał.
Ruszyłam powoli z miejsca, odpowiedziałam dopiero, gdy weszliśmy na salę główną.
- Taksówką ma czekać na nią przed tylnym wyjściem. - wyjaśniłam.
Całą drogę przeklinałam na siebie w duchu, gdybym została w domu w ogóle to by się nie wydarzyło.
Staliśmy za budynkiem, czekając na taksówkę. Było chłodno. Karolina drżała z zimna. Dopiero teraz zorientowałam się, że gdzieś zgubiła swoją kurtkę i oddałam jej swoją.
- W zasadzie, kto to jest? - Nikodem ponownie zapytał o to samo.
- To moja przyjaciółka, ta przez którą się tu z wami znalazłam. - odparłam.
Nikodem zaśmiał się. Popatrzyłam na niego z ukosa.
- O co ci chodzi? - zapytałam.
- I ty jej pomagasz?
- Ty też byś pomógł Robertowi, albo Maćkowi. - stwierdziłam.
Dalej czekaliśmy na tą przeklętą taksówkę.
- Muszę do toalety, zostaniesz z nią na chwilę? - zwróciłam się błagalnym głosem do Nikodema.
Chłopak kiwną głową potwierdzająco. Podałam mu adres na jaki ma "wysłać" Karolinę, gdyby taryfa się zjawiła i wręczyłam mu pieniądze.
- Jeszcze raz wielkie dzięki i przepraszam. - rzuciłam odchodząc.
Szybkim krokiem, prawie biegnąc przemierzyłam drogę do toalety. Była już prawie trzecia w nocy.
***
Wychodząc z toalety zaczepił mnie jakiś blondyn. Był tak pijany, że ledwo mówił, więc nic z tego nie zrozumiałam. Chciałam go wyminąć, ale zastawił mi drogę i popchnął na ścianę.
- Odbiło ci? - zapytałam, czując tępy ból z tyłu głowy.
Blondyn naparł na mnie ciałem. Spanikowana starałam się go odepchnąć, ale złapał mnie za ręce. Kiedy zaczął mnie całować, myślałam, że zwymiotuje. Był obrzydliwy i śmierdział wódką.
Usłyszałam jak ktoś wchodzi do toalety, ale nie bardzo teraz miałam czas myśleć o tym.
W końcu wyrwałam dłonie z uścisku, kiedy wreszcie udało mi się odepchnęłam go od siebie i dałam mu pięścią w twarz. Zachwiał się i zrobił klika kroków do tyłu. Nie spodziewał się tego.
Odwróciłam wzrok na osobę, która od dłuższej chwili nam się przypatrywała. Rozpoznając znajomą postać szczerze się ucieszyłam, co z tego, że tego wieczoru tak mnie irytował.
I albo mi się wydawało, albo Maciek wyglądał na ostro wkurzonego.
~ część.7
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz