czwartek, 16 lipca 2015

Break the Rules ~ część.3

część.2

(Maciek)
Czułem się jak na haju. Pierwsze miejsce należało do mnie, podobnie jak Triumph Tiger Sport, o najlepszym możliwym przebiegu, jaki w życiu widziałem. Krew niebezpiecznie buzowała w moich żyłach mieszając się z potężną dawką adrenaliny. Myślami wciąż dosiadałem moją Hondę, czując pęd wiatru i nieziemskie podekscytowanie na widok trzycyfrowej cyfry na moim liczniku. To było dla mnie lepsze niż jakikolwiek narkotyk, przenosiło mnie w inną rzeczywistość. Gdy Organizator przekazywał mi kluczyki i gratulował wygranej, myślałem że to zwykły sen. Tymczasem stałem pośrodku zgiełku, słysząc jak ludzie skandują moje imię, a współzawodnicy życzą mi najgorszego. Taki los, ktoś musi obejść się smakiem, dzisiaj był mój dzień.
Po tradycyjnym już oblewaniu zwycięzcy wstrząśnięty szampanem tłum się rozszedł i w końcu mogłem dostrzec znajome twarze. Szybki i Bury wolno zmierzali w moim kierunku bijąc brawo.
- Stary, od dziś jesteś chyba moim idolem. - krzyknął Robert. - Może ja już mam omamy i to nie ty wygrałeś?


Uśmiechnąłem się pod nosem. Cholera, nigdy nie czułem się tak zajebiście.
- Nie, nie masz omamów. Jeszcze. - parsknąłem, już wyobrażając sobie całonocną libację.
- Ty wiesz, że byłeś jednym z najmłodszych uczestników? Nie licząc oczywiście nas. - Bury z zachłannością przyglądał się maszynie. Nie trudno było zauważyć, jak bardzo mu się on spodobał. Zresztą nie tylko jemu, Szybki wręcz się ślinił na jego widok.
- Honda dała radę. To jej zawdzięczam sukces.
- Pożyczam ją od ciebie na kolejne zawody, tego możesz być pewien. - powiedział najstarszy. - Nie każ nam czekać, dawaj rundkę dookoła wysypiska.
- Nigdy bym nie pomyślał, że kiedykolwiek go dosiądę. - powoli założyłem rękawice. - Ciekawe, czy jest taki dobry jak go zachwalał sam właściciel. - wolno okraczyłem kilkuset kilowe bydlę. Niczym w transie przekręciłem kluczyk i Triumph cicho warknął. Dodałem gazu, patrząc jak zaczyna mi się wyrywać. Puściłem sprzęgło i ledwo zdążyłem oderwać stopy od podłoża, gdy maszyna przecięła powietrze. Motocykl bosko się prowadził, opanowanie jazdy nie sprawiało najmniejszej trudności. Na widok pierwszego zakrętu mój żołądek wykonał salto. Lewą nogę wysunąłem w bok i powoli przechyliłem się. Wisiałem dosłownie milimetry nad ziemią, a każda sekunda wydawała się godziną. Bezbłędnie wszedłem w zakręt i przeciągając manetkę niemal do końca, pomknąłem przed siebie, by za chwilę powtórzyć wyczyn. Wspaniałe uczucie, gdy wyłączasz myślenie i czujesz pod sobą drżenie maszyny. Tych emocji nie da się opisać. Chwilę później znalazłem się przy pozostałej dwójce przyglądającej się mojej jeździe. Zahamowałem na przednie koło i w pięknym stylu zrobiłem stójkę. Lżejszy o połowę, zgasiłem silnik.
- No panowie, muszę przyznać, że jest całkiem niezły. Twoja kolej - rzuciłem kluczykami w Szybkiego - ale spróbuj go tylko zarysować, to marny twój żywot.
Chłopak rzucił się na motor, jakby od tego zależało jego życie. 
Odpaliłem papierosa i opierając się o murek obserwowałem poczynania Roberta, który nie był wcale gorszy ode mnie. Spojrzałem na profil siedzącego na swoim Suzuki Burego.
- Cudowna maszyna. - westchnął cicho. - Stałeś się dla wielu celem. - zaśmiałem się.
- Dał mi go tylko na miesiąc. Nic wielkiego.
- Sam fakt, że masz go teraz w posiadaniu to już coś. Organizator się nim znudził?
- Nie, mówił, że wyjeżdża na trzy tygodnie do Londynu. Chciał go dać komuś odpowiedzialnemu.
- Co za skromność, Maciek. - zerknął na mnie kątem oka z wyraźnym rozbawieniem.
- Staram się. - skrzyżowałem ręce przed sobą. Zauważyłem, że jakieś kilkanaście metrów od nas stoi dziewczyna. Najciekawszy był kolor jej włosów, ciemnoczerwone fale miękko spadały na jej plecy. Była wyraźnie poirytowana, rozmawiała przez telefon, ciągle gestykulując rękoma. Szybki stanął obok nas, łapiąc oddech.
- Pruje niczym odrzutowiec. Jest mega zwrotny. Niko, teraz ty. - Robert zaczął rozprawiać na temat wrażeń z jazdy, lecz mój wzrok padał teraz na dziewczynę. Schowała właśnie telefon do kieszeni i potarła dłońmi twarz. Zerknęła niepewnie w naszą stronę i zaczęła wolno zmierzać ku nam.
- Cześć - powiedziała, będąc nieopodal. - No, dobra, moja koleżanka mnie wystawiła i nie mam jak wrócić do domu, zabawne nie? Czy któryś z was byłby tak miły i odwiózłby mnie? - zaczęła wyrzucać z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego, na co nie mogłem powstrzymać cichego parsknięcia. Momentalnie zobaczyłem w jej szarych oczach ostrzeżenie. Co ona sobie wyobrażała? Że się przestraszę? No błagam...
- Jak to? - Bury stał właśnie przy Triumphie.
- Moi znajomi - wyrzuciła jakby wściekle - zabrali się beze mnie. A kasę wzięli ze sobą.
- Jesteśmy z centrum Kazimierza Dolnego. Mieszkasz po drodze? - Nikodem założył kask i podniósł szybkę.
- Tak, to jakieś pięć kilometrów stąd. To jak? - popatrzyła na nas zatroskana. Musiałem wkroczyć.
- Zaraz, zaraz, przecież mieliśmy oblać nasz sukces. Przez nią mamy już wracać do domu? Jeszcze czego. - posłałem jej chłodne spojrzenie, spuściła wzrok.
- Dziki, chcesz ją tu zostawić? Ma iść do domu w środku nocy tyle drogi? - nawet Szybkiego tchnął odruch miłosierdzia.
- Co mnie to obchodzi, mogła zostać w domu pouczyć się historii. - jeszcze bardziej schowała głowę w ramionach co świadczyło o tym, że ewidentnie trafiłem w jej słaby punkt. Łzy zalśniły w jej oczach, stanęła do mnie tyłem widząc, że ze mną nic nie wskóra i zwróciła się do Szybkiego.
- Błagam, pożyczcie mi chociaż kasę, oddam wam do jutra.
- Aha, to na pewno - podszedłem do niej kilka kroków - zwiniesz kasę i tyle cię zobaczymy. - czemu ja jej tak dopiekałem? Przecież niczym mi nie zawiniła. Bury zerknął na mnie.
- Maciek, ja jej tu nie zostawię. Podejdź do tego niebieskiego motocykla, zawiozę cię. - gdy przechodził obok mnie, zatrzymałem go.
- Nie odpuszczę imprezy. Jak chce, może jechać razem z nami, pojedzie Hondą a ja Triumphem.
Cała trójka popatrzyła na mnie jak na wariata.
- Chcesz ją wsadzić na taką bestię? Masz ty rozum? - Robert popukał się w głowę.
- Zawsze ma wybór. - warknąłem pod nosem.
- Ejj halo, ja tu jestem! - wtrąciła się rudowłosa.
- Jeździłaś już motorem? - zapytałem samą zainteresowana wprost. Z rozbawieniem patrzyłem, jak jej oczy robią się coraz większe.
- ŻE COO?! - wyjąkała zdumiona. Machnąłem do niej ręką, by szła ze mną.
- Chodź, zrobię ci przyśpieszony kurs nauki jazdy. Wsiadaj. - obrzuciłem beznamiętnym wzrokiem oniemiałą nastolatkę.
- Boję się. - z trudem popatrzyła mi w oczy. Wyczytałem w nich potwierdzenie tych słów.
- Albo idziesz na nogach albo go prowadzisz. Decyzja należy do ciebie.
Zagryzła niepewnie wargę.
- Dobra, chyba nie mam wyjścia. - wyciągnęła dłoń na znak, że potrzebuje pomocy przy wsiadaniu. Z rozbawieniem ująłem dłoń i przyglądałem się, jak z trudem zajmuje miejsce.
- Dziki! - usłyszałem głos Nikodema, lecz nie zwracałem na niego uwagi.
- To co mam robić? - rzekła, wzdychając głośno.
- Tu masz sprzęgło, tu gaz, hamulec, tu skrzynię biegów. - objaśniałem, wskazując palcem na poszczególne elementy. - Przekręcasz kluczyk i jednocześnie puszczasz sprzęgło i dodajesz gazu. Rozumiesz? Pokaż. - szybko pojmowała, co trochę mnie zdziwiło, bo dziewczyny, które dane mi było 'szkolić', nawet po setnym tłumaczeniu nic nie rozumiały. Objaśniłem jej jeszcze kilka istotnych spraw, po czym zakomenderowałem: - Dobra, wkładaj kask i robimy okrążenie. - usadowiłem się tuż za nią, na co spięła się i zerknęła do tyłu.
- Musisz za mną siedzieć? Nie możesz po prostu jechać obok? - czyżby moja obecność tak ją rozpraszała?
- Nie zjem cię, muszę wiedzieć jak ci idzie, bym mógł powierzyć ci swój motocykl. Ale przecież zawsze masz wybór. - uśmiechnąłem się krzywo.
- Nie zrezygnuję. Już możemy? - mocniej zacisnęła dłonie na kierownicy.
- Tak. - pochyliłem się nad jej plecami - Najpierw go zapal. - nie poruszyła się - O co znowu chodzi?
- Możesz na mnie nie leżeć? - syknęła niespodziewanie. 
- Nie przesadzaj. - kiedy znów się pochyliłem, poczułem intensywny zapach jej perfum. Chyba to był jaśmin. - Rób to co ci mówiłem. - ostrożnie zaczęła majstrować przy pokrętłach. Musnąłem jej palce swoimi. Skamieniała. - Pamiętaj, sprzęgło puszczaj powoli, żeby nie zerwało motocykla. - wyszeptałem nieopodal jej ucha. Przyśpieszyła oddech. Czy mi się tylko zdawało, czy słyszałem przyśpieszone bicie jej serca?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz