czwartek, 6 sierpnia 2015

Break the Rules ~ część.12

część.11

W zasadzie nie wiedziałam dlaczego tłumaczę się Maćkowi. Oczywiście nie spóźniłybyśmy się, gdyby Karolina po drodze do mnie nie wstąpiła do kilku barów, ale od tego komentarza na szczęście zdołałam się powstrzymać.
 Jeszcze raz zmierzyłam wzrokiem dziewczynę towarzyszącą Maćkowi. Była to drobna szatynka. Miała ładne, niebieskie oczy i duże usta; jednym słowem była śliczna. Poza tym było widać, że wie jak się ubierać. Wyciągnęłam do niej rękę.
 - Jestem Martika. – dziewczyna przeszyła mnie wzrokiem, a dopiero potem odpowiedziała.
 - Słyszałam , - stwierdziła chłodno, odniosłam dziwne wrażenie, że mnie nie lubi – mam na imię Weronika. – uścisnęła mi dłoń.
W pewnym momencie zobaczyłam jak ludzie zmierzają ku wejściu, bardzo szybko.
 Wydawało mi się, że Maciek chce mi jeszcze coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo tłum jaki w pewnej chwili naparł na wejście nas rozdzielił.
 Na sali gimnastycznej było gorąco, tłoczno, duszno i parno, a kiedy dodać do tego zapach spoconych ludzi to już naprawdę przebijało najgorszy koszmar. Jakieś dzieciuchy - już nieźle narąbane - bawiły się i tańczyły przed sceną do muzyki zespołu Nikodema. No właśnie ta muzyka... Może atmosfera byłaby dla mnie znośna, gdyby nie muzyka, która była jak dla mnie... tania, niestety z popu tolerowałam tylko Rihanne. Całkiem nie mój klimat. Lecz publiczność, składająca się w dużej mierze z napalonych nastolatek, miała na ten temat odmienne zdanie. Albo po prostu spaczony gust muzyczny.
 - Chodź bliżej, nie widzę go! - usłyszałam tuż przy uchu przeraźliwy pisk Karoliny. Jak widać i jej odpowiadała taka muzyka... albo Nikodem. - No chodź! - mocno szarpnęła mnie za rękę.
Nie odzywałam się, próbując przetrawić sytuację w jakiej się znalazłam. Dałam się poprowadzić praktycznie pod samą scenę, uśmiechając się w przepraszającym geście do ludzi, których Karola staranowała po drodze. Dalej nie dowierzałam we własną głupotę, jak ja z własnej nieprzymuszonej woli zdecydowałam się tu przyjść?!
 Kiedy wreszcie się zatrzymałyśmy Karolina dołączyła do tego upierdliwego tłumu, który krzyczał i piszczał. Znów te nastolatki, napierały na mnie ze wszystkich stron, ściskając i miażdżąc. Ja pośrodku tych wszystkich zombie stałam wpatrując się tępym wzrokiem w czyjeś nogi na scenie.
 Nie mam pojęcia ile czasu stałam bezwładnie pośród tłumu. Godzinę? Dwie? To nie miało już dla mnie żadnego znaczenia, kiedy moja głowa pękała, a ja już dłużej nie mogłam znieść tej pseudo-muzyki. Pociągnęłam mocno za przedramię Karoliny. Spojrzała na mnie wzrokiem przepełnionym chęcią mordu. Właśnie przerwałam jej obsesyjne wgapianie się w śpiewającego Nikodema.
 - Czego chcesz? - warknęła mi do ucha.
 - Muszę do toalety. - odpowiedziałam trochę ciszej niż zamierzałam. Odwróciłam się z zamiarem odejścia, lecz ona złapała mnie za rękę.
 - Co mówisz? - zapytała.
 - Toaleta. - mruknęłam wyrywając się z uścisku.
 Skierowałam się nie w stronę toalet, ale tam gdzie ludzie siedząc przy stolikach spożywali znaczne ilości alkoholu. Lawirowałam między rozstawionymi stołami i krzesłami, aż znalazłam się w miejscu, w którym muzyka była już ledwo słyszalna. Podeszłam, a raczej podbiegłam do najbliższego mi stolika i wyrwałam siedzącemu tam kolesiowi z dłoni kubek z drinkiem. Byłam głucha na jego protesty. Zamknęłam oczy i przechyliłam kubeczek z napojem, jednym łykiem go opróżniając. Poczułam jak ciecz drapie mnie w gardło.
 - O nie, nadal tu jestem. - stwierdziłam z przerażeniem, otwierając gwałtownie oczy.
Usłyszałam bardzo głośne prychnięcie. Bardzo znajome prychnięcie.
 - Zaskakujące - odwróciłam twarz w stronę chłopaka, któremu zabrałam drinka. Ja to naprawdę mam parszywe szczęście do Maćka.
 - Ach, to ty... - mruknęłam zażenowana sytuacją w jakiej się znalazłam.
 - A myślałem, że jesteś grzeczną dziewczynką. - zakpił Maciek.
Uniosłam kąciki ust, w sarkastycznym uśmiechu. 
 - Grzeczne dziewczynki to niegrzeczne dziewczynki, które nigdy nie zostały przyłapane. - uśmiech nie schodził mi z twarzy.
 - Jak ci się podoba koncert Burego? - zapytał, również szczerząc się w uśmiechu.Bardzo cwanym uśmiechu.
Wiedziałam o co mu chodzi, chciał mnie sprowokować do powiedzenia prawdy o tym co myślę o tej muzyce. Wiedziałam też, że wykorzystałby później moje słowa przeciw mnie.
 - Myślę, że bardziej niż tobie. - odparłam powoli, choć szczerze wątpiłam w moje słowa. Ja tu naprawdę cierpiałam, przeżywałam męki i chciałam umrzeć.
 - Czyżby? Mi się bardzo podoba. - co za łgarz. I że takie ohydne kłamstwo przejdzie mu przez gardło. Nawet nie mrugną okiem. Jednak zdradziło go drobne drgnięcie policzka.
 - Epica to to nie jest. Ani Rammstein, Hey też nie. A znając trochę gust twej mrocznej i artystycznej duszy, wiem, że musisz tu przeżywać katusze. - uśmiechnęłam się najbardziej słodkim uśmiechem, na jaki potrafiłam się zdobyć. Maciek wpatrywał się we mnie dość zagadkowym spojrzeniem.
Po raz pierwszy miałam nad nim przewagę. I bardzo mnie to satysfakcjonowało. Nagle usłyszałam dźwięczny, dziewczęcy głos, który wyraźnie zniecierpliwiony woła Maćka. Odwróciłam się i zobaczyłam tą samą szatynkę, którą widziałam z nim na samym początku. Wcześniej jakoś nie zwróciłam na nią uwagi. Zmierzyła mnie nienawistnym wzrokiem, po czym uśmiechnęła się krzywo.
 - Maciek, idziesz? - przeniosła spojrzenie na czarnowłosego, który z kolei dalej zagadkowo mi się przyglądał.
 - Nie powiem mu, że ci się nie podoba. - uśmiechnęłam się raz jeszcze. - Co jak co, ale gust masz dobry. - i obdarowując kolejnym uśmiechem dziewczynę, odeszłam nie oglądając się za siebie.
***
 Karolina nie była chyba zadowolona z mojego powrotu. Trudno jej się dziwić, nikt jej nie przeszkadzał gapić się na Nikodema. Dopiero, gdy spostrzegła na mojej twarzy szeroki uśmiech zaniepokoiła się.
 - Coś się stało? – zapytała ze strachem w głosie .
Wyraz szczerego zdumienia w połączeniu z przerażeniem na jej twarzy jeszcze bardziej mnie usatysfakcjonował. Wreszcie to ona musi się o mnie martwić.
 - Nie. – odparłam beztrosko, rozglądając się po sali.
 - Na pewno?  - zapytała z niedowierzaniem, a ja tylko zaśmiałam jej się w twarz.
 - Tak. Bawię się doskonalę. – uśmiech nie schodził mi z twarzy, miałam taką minę jakby Boże Narodzenie wypadało wcześniej.
 - Ale… dobrze się czujesz?
 - Świetnie. Nie rozumiem cię, kiedy jestem na wszystko obojętna i niechętnie chodzę na takie imprezy to drzesz się na mnie, że mam się bawić, a kiedy zaczynam i jestem zadowolona pytasz czy dobrze się czuje. Zastanów się czego chcesz! – wyrzuciłam na jednym oddechu, lecz nie dałam jej szansy na odpowiedź tylko chwyciłam za rękę i wciągnęłam w wir tańczących par.
 Jak to zwykle bywa znaczna większość tańczących była dziewczynami, a wiele z nich tańczyło w parze z koleżankami. Rozbawiło mnie to, więc zaczęłam się śmiać. Karolina też zaczęła się śmiać, najprawdopodobniej ze mnie. Fajnie było sobie tak potańczyć i zapomnieć o wszystkim. Już nawet ta muzyka nie przeszkadzała mi tak jak na początku. W duchu dziękowałam  chłopakom, że zdecydowali się zagrać bardzo szybkie kawałki.  Po przetańczeniu z Karoliną dwóch piosenek zaczęłyśmy się wymieniać partnerkami z innymi dziewczynami, a następnie nawet chłopcy zaczęli się do nas dołączać.  Właśnie trafiłam na jakiegoś małolata, chyba piętnastolatka, kiedy usłyszałam w mikrofonie głos Nikodema. Zrobił dedykację dla kogoś tam, chyba dla wszystkich dziewczyn. Efekt był natychmiastowy; wszystkie ich fanki zleciały się pod scenę, wciągając mnie za sobą.  Tym razem stałam gdzieś po samym środku rozszalałego tłumu. Zespół zaczął grać, była to jakaś wolna, powiedziałabym łzawa, piosenka. Dziewczyny zaczęły krzyczeć i piszczeć, jednak najbardziej zaniepokoiło mnie gdy zaczęły płakać i wyznawać miłość poszczególnym członkom zespołu. I właśnie wtedy mój dobry humor mnie opuścił.
 Czas dłużył mi się niemiłosiernie podczas tej piosenki, a przez napierające ze wszystkich stron dziewczyny nie mogłam się wydostać. Moja sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej, gdy Nikodem wypatrzył mnie ze sceny… i puścił do mnie oczko. Zrobiłam wielkie oczy i uśmiechnęłam się niezręcznie. I właśnie ten gest nie spodobał się jednej z dziewczyn.
 - Odpieprz się od mojego chłopaka! – krzyknęła do mnie, szarpiąc mnie za rękę.
 - Odwal się. – mruknęłam, nie zwracając większej uwagi na to, do kogo kieruje moje słowa.
 W odpowiedzi zaczęła mnie wyzywać od szmat i tym podobnych i szarpała mnie za rękę, ewidentnie szukała zaczepki.
W końcu powiedziała o jedno słowo za dużo, mianowicie nazwała mnie "dziwką", a każdy ma jednak swoje granice…
 Może normalnie puściłabym to mimo uszu, ale nie dość, że nie byłam dziś w nastroju na… w zasadzie na nic, to jeszcze rozpoznałam moją „koleżankę” ze szkoły. Ona chyba mnie nie.
 - To tobie się nóżki rozchodzą, nie mi. – warknęłam, wyrywając  nadgarstek z jej uścisku. Raz w życiu ktoś powiedział jej prawdę o tym, że się puszcza z każdym i wszędzie.  
Te słowa chyba rozwścieczyły Julię, bo rzuciła się na mnie okładając pięściami. Jednak byłam w dziwnym humorze i zamiast uciec oddawałam jej z nawiązką.  Tłum rozstąpił się, robiąc nam miejsce, a na sali przez krótką chwilę zapanowała cisza. Później  wszyscy zaczęli krzyczeć i dopingować swoje faworytki. Niektórzy nagrywali, ale im nie miałam się czasu przyjrzeć, bo byłam zbyt zajęta dokładaniem tej suce. Słyszałam głos jakiejś dziewczyny, która krzyczała „dowal jej”. Nie zastanawiałam się, czy ten zwrot był do mnie, czy też nie, jednak zastosowałam się do polecenia.  Nie wiem ile to trwało, ale kiedy w końcu zdobyłam upragnioną dominację nad moją przeciwniczką ktoś zaczął mnie odciągać. Jak się okazało to była Karolina. Dobrze jej tak, wreszcie to ona będzie się musiała za mnie wstydzić.


 Właśnie szarpałam za włosy  Julkę, kiedy poczułam, że ktoś łapie mnie w pasie i odciąga od niej.  To spowodowało, że sporo włosów zostało w mojej garści. Zaczęłam się szarpać z tym kimś, kto mnie odciągał.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz