~ część.11
W zasadzie nie wiedziałam dlaczego tłumaczę się Maćkowi. Oczywiście nie spóźniłybyśmy się, gdyby Karolina po drodze do mnie nie wstąpiła do kilku barów, ale od tego komentarza na szczęście zdołałam się powstrzymać.
W zasadzie nie wiedziałam dlaczego tłumaczę się Maćkowi. Oczywiście nie spóźniłybyśmy się, gdyby Karolina po drodze do mnie nie wstąpiła do kilku barów, ale od tego komentarza na szczęście zdołałam się powstrzymać.
Jeszcze raz
zmierzyłam wzrokiem dziewczynę towarzyszącą Maćkowi. Była to drobna szatynka.
Miała ładne, niebieskie oczy i duże usta; jednym słowem była śliczna. Poza tym
było widać, że wie jak się ubierać. Wyciągnęłam do niej rękę.
- Jestem Martika. –
dziewczyna przeszyła mnie wzrokiem, a dopiero potem odpowiedziała.
- Słyszałam , -
stwierdziła chłodno, odniosłam dziwne wrażenie, że mnie nie lubi – mam na imię
Weronika. – uścisnęła mi dłoń.
Wydawało mi się, że
Maciek chce mi jeszcze coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo tłum jaki w pewnej
chwili naparł na wejście nas rozdzielił.
Na sali gimnastycznej
było gorąco, tłoczno, duszno i parno, a kiedy dodać do tego zapach spoconych
ludzi to już naprawdę przebijało najgorszy koszmar. Jakieś dzieciuchy - już
nieźle narąbane - bawiły się i tańczyły przed sceną do muzyki zespołu Nikodema.
No właśnie ta muzyka... Może atmosfera byłaby dla mnie znośna, gdyby nie
muzyka, która była jak dla mnie... tania, niestety z popu tolerowałam tylko
Rihanne. Całkiem nie mój klimat. Lecz publiczność, składająca się w dużej
mierze z napalonych nastolatek, miała na ten temat odmienne zdanie. Albo po
prostu spaczony gust muzyczny.
- Chodź bliżej, nie
widzę go! - usłyszałam tuż przy uchu przeraźliwy pisk Karoliny. Jak widać i jej
odpowiadała taka muzyka... albo Nikodem. - No chodź! - mocno szarpnęła mnie za
rękę.
Nie odzywałam się, próbując przetrawić sytuację w jakiej się
znalazłam. Dałam się poprowadzić praktycznie pod samą scenę, uśmiechając się w
przepraszającym geście do ludzi, których Karola staranowała po drodze. Dalej
nie dowierzałam we własną głupotę, jak ja z własnej nieprzymuszonej woli
zdecydowałam się tu przyjść?!
Kiedy wreszcie się
zatrzymałyśmy Karolina dołączyła do tego upierdliwego tłumu, który krzyczał i
piszczał. Znów te nastolatki, napierały na mnie ze wszystkich stron, ściskając
i miażdżąc. Ja pośrodku tych wszystkich zombie stałam wpatrując się tępym
wzrokiem w czyjeś nogi na scenie.
Nie mam pojęcia ile
czasu stałam bezwładnie pośród tłumu. Godzinę? Dwie? To nie miało już dla mnie
żadnego znaczenia, kiedy moja głowa pękała, a ja już dłużej nie mogłam znieść
tej pseudo-muzyki. Pociągnęłam mocno za przedramię Karoliny. Spojrzała na mnie
wzrokiem przepełnionym chęcią mordu. Właśnie przerwałam jej obsesyjne wgapianie
się w śpiewającego Nikodema.
- Czego chcesz? -
warknęła mi do ucha.
- Muszę do toalety. -
odpowiedziałam trochę ciszej niż zamierzałam. Odwróciłam się z zamiarem
odejścia, lecz ona złapała mnie za rękę.
- Co mówisz? -
zapytała.
- Toaleta. -
mruknęłam wyrywając się z uścisku.
Skierowałam się nie w
stronę toalet, ale tam gdzie ludzie siedząc przy stolikach spożywali znaczne
ilości alkoholu. Lawirowałam między rozstawionymi stołami i krzesłami, aż
znalazłam się w miejscu, w którym muzyka była już ledwo słyszalna. Podeszłam, a
raczej podbiegłam do najbliższego mi stolika i wyrwałam siedzącemu tam
kolesiowi z dłoni kubek z drinkiem. Byłam głucha na jego protesty. Zamknęłam
oczy i przechyliłam kubeczek z napojem, jednym łykiem go opróżniając. Poczułam
jak ciecz drapie mnie w gardło.
- O nie, nadal tu
jestem. - stwierdziłam z przerażeniem, otwierając gwałtownie oczy.
Usłyszałam bardzo głośne prychnięcie. Bardzo znajome
prychnięcie.
- Zaskakujące -
odwróciłam twarz w stronę chłopaka, któremu zabrałam drinka. Ja to naprawdę mam
parszywe szczęście do Maćka.
- Ach, to ty... -
mruknęłam zażenowana sytuacją w jakiej się znalazłam.
- A myślałem, że
jesteś grzeczną dziewczynką. - zakpił Maciek.
Uniosłam kąciki ust, w sarkastycznym uśmiechu.
- Grzeczne
dziewczynki to niegrzeczne dziewczynki, które nigdy nie zostały przyłapane. -
uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Jak ci się podoba
koncert Burego? - zapytał, również szczerząc się w uśmiechu. Bardzo cwanym uśmiechu.
Wiedziałam o co mu chodzi, chciał mnie sprowokować do
powiedzenia prawdy o tym co myślę o tej muzyce. Wiedziałam też, że
wykorzystałby później moje słowa przeciw mnie.
- Myślę, że bardziej
niż tobie. - odparłam powoli, choć szczerze wątpiłam w moje słowa. Ja tu
naprawdę cierpiałam, przeżywałam męki i chciałam umrzeć.
- Czyżby? Mi się
bardzo podoba. - co za łgarz. I że takie ohydne kłamstwo przejdzie mu przez
gardło. Nawet nie mrugną okiem. Jednak zdradziło go drobne drgnięcie policzka.
- Epica to to nie
jest. Ani Rammstein, Hey też nie. A znając trochę gust twej mrocznej i
artystycznej duszy, wiem, że musisz tu przeżywać katusze. - uśmiechnęłam się
najbardziej słodkim uśmiechem, na jaki potrafiłam się zdobyć. Maciek wpatrywał
się we mnie dość zagadkowym spojrzeniem.
Po raz pierwszy miałam nad nim przewagę. I bardzo mnie to
satysfakcjonowało. Nagle usłyszałam dźwięczny, dziewczęcy głos, który wyraźnie
zniecierpliwiony woła Maćka. Odwróciłam się i zobaczyłam tą samą szatynkę,
którą widziałam z nim na samym początku. Wcześniej jakoś nie zwróciłam na nią
uwagi. Zmierzyła mnie nienawistnym wzrokiem, po czym uśmiechnęła się krzywo.
- Maciek, idziesz? -
przeniosła spojrzenie na czarnowłosego, który z kolei dalej zagadkowo mi się
przyglądał.
- Nie powiem mu, że
ci się nie podoba. - uśmiechnęłam się raz jeszcze. - Co jak co, ale gust masz
dobry. - i obdarowując kolejnym uśmiechem dziewczynę, odeszłam nie oglądając się
za siebie.
***
Karolina nie była
chyba zadowolona z mojego powrotu. Trudno jej się dziwić, nikt jej nie
przeszkadzał gapić się na Nikodema. Dopiero, gdy spostrzegła na mojej twarzy szeroki
uśmiech zaniepokoiła się.
- Coś się stało? –
zapytała ze strachem w głosie .
Wyraz szczerego zdumienia w połączeniu z przerażeniem na jej
twarzy jeszcze bardziej mnie usatysfakcjonował. Wreszcie to ona musi się o mnie
martwić.
- Nie. – odparłam beztrosko,
rozglądając się po sali.
- Na pewno? - zapytała z niedowierzaniem, a ja tylko
zaśmiałam jej się w twarz.
- Tak. Bawię się
doskonalę. – uśmiech nie schodził mi z twarzy, miałam taką minę jakby Boże
Narodzenie wypadało wcześniej.
- Ale… dobrze się
czujesz?
- Świetnie. Nie
rozumiem cię, kiedy jestem na wszystko obojętna i niechętnie chodzę na takie
imprezy to drzesz się na mnie, że mam się bawić, a kiedy zaczynam i jestem
zadowolona pytasz czy dobrze się czuje. Zastanów się czego chcesz! – wyrzuciłam
na jednym oddechu, lecz nie dałam jej szansy na odpowiedź tylko chwyciłam za
rękę i wciągnęłam w wir tańczących par.
Jak to zwykle bywa znaczna
większość tańczących była dziewczynami, a wiele z nich tańczyło w parze z
koleżankami. Rozbawiło mnie to, więc zaczęłam się śmiać. Karolina też zaczęła
się śmiać, najprawdopodobniej ze mnie. Fajnie było sobie tak potańczyć i
zapomnieć o wszystkim. Już nawet ta muzyka nie przeszkadzała mi tak jak na
początku. W duchu dziękowałam chłopakom,
że zdecydowali się zagrać bardzo szybkie kawałki. Po przetańczeniu z Karoliną dwóch piosenek
zaczęłyśmy się wymieniać partnerkami z innymi dziewczynami, a następnie nawet
chłopcy zaczęli się do nas dołączać.
Właśnie trafiłam na jakiegoś małolata, chyba piętnastolatka, kiedy
usłyszałam w mikrofonie głos Nikodema. Zrobił dedykację dla kogoś tam, chyba
dla wszystkich dziewczyn. Efekt był natychmiastowy; wszystkie ich fanki
zleciały się pod scenę, wciągając mnie za sobą.
Tym razem stałam gdzieś po samym środku rozszalałego tłumu. Zespół
zaczął grać, była to jakaś wolna, powiedziałabym łzawa, piosenka. Dziewczyny
zaczęły krzyczeć i piszczeć, jednak najbardziej zaniepokoiło mnie gdy zaczęły
płakać i wyznawać miłość poszczególnym członkom zespołu. I właśnie wtedy mój
dobry humor mnie opuścił.
Czas dłużył mi się
niemiłosiernie podczas tej piosenki, a przez napierające ze wszystkich stron
dziewczyny nie mogłam się wydostać. Moja sytuacja pogorszyła się jeszcze
bardziej, gdy Nikodem wypatrzył mnie ze sceny… i puścił do mnie oczko. Zrobiłam
wielkie oczy i uśmiechnęłam się niezręcznie. I właśnie ten gest nie spodobał się
jednej z dziewczyn.
- Odpieprz się od
mojego chłopaka! – krzyknęła do mnie, szarpiąc mnie za rękę.
- Odwal się. –
mruknęłam, nie zwracając większej uwagi na to, do kogo kieruje moje słowa.
W odpowiedzi zaczęła
mnie wyzywać od szmat i tym podobnych i szarpała mnie za rękę, ewidentnie
szukała zaczepki.
W końcu powiedziała o jedno słowo za dużo, mianowicie nazwała mnie "dziwką", a każdy ma jednak
swoje granice…
Może normalnie
puściłabym to mimo uszu, ale nie dość, że nie byłam dziś w nastroju na… w
zasadzie na nic, to jeszcze rozpoznałam moją „koleżankę” ze szkoły. Ona chyba
mnie nie.
- To tobie się nóżki
rozchodzą, nie mi. – warknęłam, wyrywając
nadgarstek z jej uścisku. Raz w życiu ktoś powiedział jej prawdę o tym,
że się puszcza z każdym i wszędzie.
Te słowa chyba rozwścieczyły Julię, bo rzuciła się na mnie
okładając pięściami. Jednak byłam w dziwnym humorze i zamiast uciec oddawałam
jej z nawiązką. Tłum rozstąpił się,
robiąc nam miejsce, a na sali przez krótką chwilę zapanowała cisza. Później wszyscy zaczęli krzyczeć i dopingować swoje
faworytki. Niektórzy nagrywali, ale im nie miałam się czasu przyjrzeć, bo byłam
zbyt zajęta dokładaniem tej suce. Słyszałam głos jakiejś dziewczyny, która
krzyczała „dowal jej”. Nie zastanawiałam się, czy ten zwrot był do mnie, czy
też nie, jednak zastosowałam się do polecenia. Nie wiem ile to trwało, ale kiedy w końcu
zdobyłam upragnioną dominację nad moją przeciwniczką ktoś zaczął mnie odciągać.
Jak się okazało to była Karolina. Dobrze jej tak, wreszcie to ona będzie się
musiała za mnie wstydzić.
Właśnie szarpałam za
włosy Julkę, kiedy poczułam, że ktoś
łapie mnie w pasie i odciąga od niej. To
spowodowało, że sporo włosów zostało w mojej garści. Zaczęłam się szarpać z tym
kimś, kto mnie odciągał.
~ część.13
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz