~ część.1
~*•*~
Leżałyśmy na moim łóżku pod oknem, które sobie pięknie wywalczyłam z czego byłam cholernie zadowolona.. no właśnie, byłam. Teraz gapiłyśmy się w sufit z popsutymi humorami.
No bo kto normalny puściłby nastolatki mocno po dziewiątej w wielkie miasto, gdzie z racji pojawienia się masowo celebrytów na lotnisku wyłania się multum fanów stwarzających zagrożenie sobie, tym do których przyszli i tym, co ze sprawą mają guzik powiązania. Miałam obecnie chaos w głowie i patrząc na dziewczyny, pomiędzy które byłam wciśnięta również biły się z myślami. Z jednej strony, to za dużo przeczytałam na temat fanek, które mocno uprzykrzyły nie jeden przylot BigBang do Seulu - już nawet nie wspominając o EXO - aby zaprzeczać racji wujostwu, ale z drugiej to my miałyśmy mocny powód aby tam być. Po prostu się wkurzyłam, że nam nie pozwolili jechać po walizkę. To cholernie konkretny powód.
- Teraz nie zasnę. - beznamiętnie wycharczałam to co mnie najbardziej męczyło. Zapowiadała się kolejna nieprzespana noc. Kiedy widziałam tak zrezygnowaną noonę to nawet myśl o biletach mnie nie pocieszała.
- To nie ty nie masz walizki, ani ubrań, ani skarpetek, ani ulubionej piżamy, ani suszarki a zwłaszcza suszarki, której księżniczka nie raczyła zabrać bo nie zmieściłby się jej głupi, wypchany pluszak.
- Odczep się od mojego Timiego! I to jest hipopotam!
- Ale to nie pierwszy raz gdy ja muszę za ciebie nosić suszarkę na wyjazd, a teraz pięknie skończyłyśmy bez żadnej!
- Przestań się drzeć głowa mi pękaa! - zakryłam uszy i wkurzona noona już miała coś odpowiedzieć, kiedy nagle odezwała się ta ciągle wgapiona w zdjęcie z Jonginem.
- Ja zostanę.
Zdębiałyśmy momentalnie zwracając wzrok na Natalę, która promieniowała pewnością swoich słów. Wiedziałam o co jej chodziło, wiedziałam, że tylko ona jest w stanie tak się poświęcić i byłam świadoma tego, że wypełniłaby swoje zadanie perfekcyjnie, ale mimo to zdziwienie nie opuszczało mnie za nic.
- Zostanę i dopilnuję aby twoje wujostwo myślało że słodko śpicie. Dam radę dobrze o tym wiecie. Czasem wyjdę do łazienki albo coś na znak, że żyjemy. Po prostu załatwcie sprawę. - właśnie w takich momentach budziła we mnie respekt. Jeśli kiedykolwiek, ktokolwiek by śmiał kwestionować to, że jest ona dla mnie wzorem do naśladowania to skopię mu jaja - nauka za jej przyczyną.
- Natala jesteś wielka.. mała ale wielka. - uwaga, powróciła moja pozytywna noona. i w końcu się na mnie nie drze.
- Z największymi jajami mentalnymi niekwestionowanie. - mówiąc to przybiłyśmy klasycznego potrójnego żółwika.
~*•*~
Przespałam podróż taksówką. Kiedy znalazłyśmy się przed samym miejscem docelowym doszło do mnie jak cholernie tam było zimno. Byłam w samej bluzie i karciłam się w myślach, że nie wzięłam kurtki tak jak noona. Po wejściu w salę główną na parterze lotniska klimat trochę się ocieplił, a to dlatego, że panował tam nie mały tłum. Mimo, że była noc ludzi wcale nie ubyło, a wręcz przeciwnie, panował ruch jak za dnia. Miejscami można było dostrzec pewien rodzaj zamieszania, jakby coś się działo a ludzie wyglądali na zabieganych i zestresowanych i bynajmniej nie uciekającym samolotem. Mimo to nasza trasa nie zmieniała się, miałyśmy przejść całe lotnisko szukając gościa z walizką Gabi.
Nie gadałyśmy specjalnie ze sobą podczas poszukiwania. Przeczuwałam, że to napięcie było spowodowane całym tym rozdrażnieniem po długim locie i kłopotach z walizką a przede wszystkim ogarniającym ze wszystkich stron zmęczeniem.
- Dobra, chodź idziemy na piętro.
Wraz z pokonywaniem kolejnych schodów zaczął się robić coraz większy szum dobiegający z góry. Wcześniej nie było to aż tak dostrzegalne, ale teraz słyszałyśmy ten hałas bardzo wyraźnie. Po dotarciu na piętro zastanawiałam się czy nie trafiłyśmy na jakąś cholerną wyprzedaż w galerii bo aż roiło się od żeńskiej populacji ze wszystkich stron. Mało tego wszystkie były zwrócone w jednym kierunku z telefonami nad głowami przepychając się jak dzikie kuny w agreście.
- Co jest do cholery?
- Jeśli to to, co myślę, to módl się abyśmy przetrwały. – oczy miałam większe niż normalnie, a nie wiem czy to mozliwe. Po głowie chodziły mi najgorsze scenariusze, byłam przerażona tym co widziałam.
Obok nas zaczęła się bójka, gdzie dwie laski biły się o kij wie co a na nie wskakiwały kolejne agresywne poczwary. Policjanci nawet do nich nie podchodzili a było ich mnóstwo. Pewnie nie ciągnęło ich do narażania swojego życia, i słusznie.
- To są sasaeng-fani, nie wiem czy kojarzysz, obsesyjne fanki latające za gwiazdami nawet pod sam dorm. Są bardziej agresywne od anty-fanów a w dodatku totalnie niebezpieczne.
- To chore, o co im chodzi?
- Słyszysz co krzyczą? „Ti-o-pi”. I teraz nie wiem, czy bardziej współczuję jemu czy nam, bo musimy do niego dotrzeć.
- C,co? Ale,e jak my..
- Idziemy! Idąc za tłumem nie zajedziemy dalej od nich, może nie myślę teraz racjonalnie, ale potrzebujemy transportu. – pociągnęłam ją mocno za sobą w stronę parkingu autokarowego. Rozejrzałam się po ogromnym placu, gdzie było mnóstwo autobusów piętrowych i zwykłych a sama nie wiedziałam czego szukam. Było pusto i o dziwo spokojnie, chciałam znaleźć jakiś pojazd zdolny do poruszania się, ale prócz pustych busów nie było tu nic. Biegłam dalej wzdłuż drogi szukając czegokolwiek gdy zauważyłam czarne auto dyskretnie schowane między największymi autokarami. Kiedy podbiegłyśmy bliżej naszym oczom ukazało się czterech gości chowających się obok. Zbadałam pojazd i uznałam, że to van, a ci goście na pierwszy rzut oka nie wyglądali normalnie ani przeciętnie. Jeden wyskoczył przed nas z rękami w geście zatrzymującym coś kłapiąc po koreańsku.
- English please! – kiedy Gabi zwraca się do gościa w białych włosach ja dalej rozglądałam się po parkingu kiedy nagle dostrzegłam transport idealny.
- Gabi daj spokój, daj mi torbę i wskakuj na ten motor, pojedziesz tam po niego, ruchy!
- Cholera zwariowałaś?!
- Pewnie tak, ale chcesz odzyskać torbę czy nie?!
- To się nie uda, jak go rozpoznam?
- Uda się, znajdź jedynego gościa w tłumie napalonych dziop i odjedźcie do naszego domu jak najszybciej tylko się da!
- Cholera nie uda się nie rozumiesz?!!
- Gabi leć po niego, tu już nie chodzi o samą torbę, widziałaś ten tłum?!
- Przestań!
- Wsiądź na ten zasrany motor i ratuj mu ten zakichany tyłek do cholery!
- Ale
- JUŻ! – wręcz warczałam ledwo oddychając. Sama nie wiem co mnie opętało. Miałam dość jej wiecznego wstrzymywania się od zrobienia czegoś niekontrolowanego. Patrzyłam na jej przerażoną minę, byłam pewna że odmówi. Zamknęłam oczy i zaciskając dłonie w pięści odliczałam w głowie czas robiąc sobie limit do ukończenia nadziei. Nagle ktoś mnie chwycił za nadgarstek. Przez to całe zamieszanie zapomniałam o tych gościach przy vanie.
- Hold on, hold on. - mówił do mnie takim łagodnym głosem. Automatycznie się uspokoiłam. Patrzyłam na niego bez wyrazu, kolejny gość w masce i kolejne zakłopotanie.
- GD! Come here! – obok nas przeszedł jakiś gość ciemnej karnacji, podszedł do motocykla przy którym stałyśmy i zaczął coś mieszać z kablami. Białowłosy puścił mnie i wzrokiem przejechał po nas jakby porozumiewawczo.
- It’s ok, don’t worry ladies.
Pozostali dwaj stali za nami przypatrując się nam niepewnie. Nic im się nie dziwiłam, byłyśmy podobne do tych napalonych nastolatek, jednak zastanawiało mnie to, czemu nam pomagają, nawet nie wiedzą jaki mamy zamiar. Domyślałam się kim byli i jeszcze bardziej ogarniało mnie uczucie zaciemnienia umysłowego. Co ich obchodzi los zwykłych nastolatek?
Nagle zabrzmiał silnik sportowego ścigacza. Z cienia autokaru wyłonił się czarny, lśniący motocykl. Gabi aż zaświeciła oczami.
- I po co im to było, sama równie dobrze mogłam go odpalić. – nie pojmowałam tej kobiety w tym momencie.
- To czemu wcześniej nie mogłaś? Nie ważne, jedź już. - jak to się stało, że tak nagle nabrała odwagi na działanie? Nie wiem, czy ten dźwięk silnika tak na nią działał czy po prostu mam się trzymać zasady, że kobieta zmienną jest.
- Heh, jasne, jadę ratować moją księżniczkę. – Założyła kask na głowę a drugi zakładając na przedramię. Musiałam przyznać, wyglądała zmysłowo, choć nie byłam fanatykiem motoryzacji na dwóch kółkach, to jednak widok niezłej laski w skórzanej kurtce i obcisłych spodniach skomponowanych z czarnymi glanami na takim cacku był powalający. Chłopaki obok nie byli innego zdania, zauważyłam jak się szturchają łokciami z bananami na mordkach. Dodała gazu jakby sprawdzając moc.
- Widzimy się w domu.
- Jasne rycerzu. – posłałam jej uśmiech i patrzyłam jeszcze chwilę jak jechała w stronę sali głównej. Miała kawał drogi, ale takim sprzętem mogła być tam w mgnieniu oka.
Nagle usłyszałam wrzaski dobiegające za nami. Znowu te fanki, one są wszędzie i chyba niechcący znalazły chłopaków właśnie przez nas. Oni automatycznie ruszyli w stronę vana. Jeden z nich mnie pociągną za sobą biorąc walizkę którą trzymałam i cisnął na tylne siedzenie. Z piskiem opon wyjechaliśmy na ulicę zostawiając fanki za sobą oraz całą panoramę lotniska.
~*•*~
Byłam sama.. oczywiście jeśli można było tak nazwać siedzenie w jednym aucie z czteroma gościami w maskach. Po jednej stronie miałam tego co odpalił motocykl, a po drugiej jakiegoś w blond włosach. Kierował ten w białych a obok niego siedział gość w brązowych idiotycznie zaczesanych na połowę twarzy. Ale doszłam do wniosku, że bardziej idiotyczne było rozpoznawanie ich po włosach. Kurczowo ściskałam torbę na kolanach. Myślałam o tym jak radzi sobie Gabi i Natala.
- What’s your name? – któryś to powiedział, ale przez te maski to ja mogłam sobie co najwyżej zgadywać który.
- Your mask.. - spojrzałam na kierującego znacząco krzywym wzrokiem. Obserwował mnie w lusterku wstecznym. Po moich słowach gość obok mnie prychnął rozbawiony.
- Your name.
- Oh, Come on. – odpowiedziałam przewracając oczami i wygodniej rozsiadając się na siedzeniu. Nagle odwrócił się ten przede mną i entuzjastycznie wychylił się jak dziecko w moją stronę.
- I’m Daesung! And this is G-Dragon (tu wskazuje na białowłosego) and Seungri and Tae..m! – gość o ciemnej karnacji zatkał mu usta gdy wymawiał jego imię. Nie mogłam się nie zaśmiać, to było komiczne gdy każdy po kolei zaczął nawalać w niego pięściami.
- Aish! Daesung! – i tu się zaczyna potok skarg i użalań. Na serio, prędzej czy później mogłabym się tego domyśleć. Uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- It’s suitcase Choi-ge? - koleś obok wskazał na torbę.
- Yeah.
- I knew. - od początku wydawali się jakby świadomi tego co za sobą taszczyłyśmy.
- How?
- You talked with him. Phone..
- It’s not me. My noona talked with him.
- Oh, ok.
Rozmowa się jakoś toczyła, dowiedziałam się, że oni czekali na TOP’a, który z kolei czekał na nas. Potem było już trudniej. Musiałam skorzystać z tłumacza aby przekazać im, że Gabi z TOP'em wrócą do naszego domu i że my też powinniśmy tam jechać. Nie sprzeciwiali się, sami powiedzieli mi, że są zmęczeni. Wskazałam im drogę do naszego domu. Liczyłam, że oni wszyscy już tam są.. To był kawał drogi a ja prawie zasinałam, ledwo się trzymałam i cisza w samochodzie wcale mi nie pomagała. Daesung głośno ziewnął po czym włączył radio. Leciało „Tonight” ich autorstwa. Posłałam mu uśmiech wdzięczności, pomógł mi utrzymać przytomność którą traciłam. Zaczął tańczyć a ja nie mogłam się nie śmiać. Potem zaczął zdejmować maski chłopakom wbrew ich woli a oni śmiali się głupkowato gdy na nich patrzyłam. Prawda wyszła na jam, że oni noszą maski nie tylko dlatego aby ukryć tożsamość, ale też i po to, aby ukryć brak makiażu. Co się stało, że nagle tacy płochliwi.
- You’re shy? Really?
- My mask, now you’r name. – teraz mogłam podziwiać uśmiech GD w całej okazałości.
- Turn left. – posłałam mu złośliwy uśmiech. Żałowałam, że niema ze mną dziewczyn. Droczenie się z chłopakami bez tych wariatek nie jest tak fajne.
~*•*~
Zaparkowaliśmy za domem wujostwa. Było zdrowo po drugiej w nocy a w domu nie świeciło się żadne światło. Na początku zaczęłam się obawiać, że Gabi nie wróciła. Szybko skradając się jak koty weszliśmy przez okno do naszego pokoju gdzie czekała na nas Natala. Spisała się znakomicie co było oczywiste. Wujek z ciocią spali sobie spokojnie niczego nieświadomi.
- Miałaś tu wrócić z Gabi a nie z czteroma kolesiami. – było ciemno, ale wiedziałam, że patrzy na mnie poirytowana. Nie mogliśmy zapalać światła, bo to było niebezpieczne. Zaświeciłam telefonem po chłopakach pokazując jej kim są.
- Ja rozumiem bilety.. rozumiem numer telefonu i walizkę, ale to już przegięcie. Żeby ściągać samych BigBang do domu!
- Oni mnie tu przywieźli, nie dramatyzuj, martwię się o Gabi. Cholera gdzie ona jest.. – złapałam się za głowę szarpiąc włosy.
Prócz tego na głowie miałyśmy też kłopot z chłopakami. Oni nie mogli odjechać bez TOP’a i widać było, że są wykończeni po akcji na lotnisku. Miałyśmy dwa łóżka wolne więc złączyłyśmy je żeby mogli się pomieścić. Nie narzekając po prostu runęli na pościel po czym zasnęli jak zabici. Trzech z nich spało po ludzku a jeden rozwalił się na nich robiąc instant kołdry. Nawet nie widząc ich twarzy wiedziałam, że to Daesung. My leżałyśmy na trzecim łóżku. Po godzinie Natala usnęła. Przeniosłam się pod okno siadając na parapecie z podciągniętymi kolanami pod brodę. Czułam zmęczenie, ale uczucie winy zżerało mnie jeszcze bardziej. Martwiłam się o moją noonę ciągle myśląc czy wszystko u niej w porządku. Nie mogłam usnąć, to było w tym momencie niewykonalne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz