(Gabi - opis sytuacji z jej perspektywy)
Słysząc, jak ta czarna bestia mruczy tuż przed moim nosem zachęcając jednocześnie do bliższego poznania, adrenalina wzrosła mi w żyłach dwukrotnie bardziej niż kiedykolwiek. Założyłam kask na głowę a drugi zawiesiłam na przedramieniu dla mojej „damy w opałach”. Fakt, że muszę go ratować w tak epicki sposób jeszcze bardziej mnie nakręcał do działania.
Podeszłam do lśniącego motocykla gładząc materiał siedzenia dłonią po czym subtelnie chwyciłam kierownicę dosiadając maszynę. Widziałam swoje odbicie w wielkiej lustrzanej szybie w autokarze i niedowierzałam, że to ja. Muszę przyznać, że byłam zadowolona z obecnego outfit’u składającego się głównie z czarnej skóry, który w połączeniu z lśniącym motocyklem wprost powalał. Wyglądał nieziemsko z tą czarną perełką. Świadomość tego dodała mi więcej pewności siebie, wiec nie zastanawiając się dłużej zagazowałam kilka razy po czym spojrzałam na ciebie trzymającą walizkę.
Podeszłam do lśniącego motocykla gładząc materiał siedzenia dłonią po czym subtelnie chwyciłam kierownicę dosiadając maszynę. Widziałam swoje odbicie w wielkiej lustrzanej szybie w autokarze i niedowierzałam, że to ja. Muszę przyznać, że byłam zadowolona z obecnego outfit’u składającego się głównie z czarnej skóry, który w połączeniu z lśniącym motocyklem wprost powalał. Wyglądał nieziemsko z tą czarną perełką. Świadomość tego dodała mi więcej pewności siebie, wiec nie zastanawiając się dłużej zagazowałam kilka razy po czym spojrzałam na ciebie trzymającą walizkę.
- Widzimy się w domu.
- Jasne rycerzu. – uśmiechnęłam się na to stwierdzenie.
Po wystartowaniu odpłynęłam. Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułam się jak ryba w wodzie. Płynęłam po asfalcie połykając kolejne metry i zostawiając je daleko za sobą. W sumie to nic więcej do szczęścia obecnie nie było mi trzeba, ale na ziemię ściągnął mnie fakt, że nie mam żadnego planu jak rozegrać akcję.
Zbliżałam się do wielkiego wejścia na salę w lotnisku i chwilowo ogarnęła mnie panika. Jednak widok ludzi osuwających mi się z drogi rozbawił mnie na tyle, bym pozbyła się zbędnych wątpliwości co do tego, że to co właśnie robię przejdzie w pięknym stylu do historii mojego życia. Widziałam to przerażenie w ich oczach, gdy bez wahania jechałam swoją trasą nie zważając na ich obecność. Dominowałam nad nimi wymuszając pierwszeństwo a w ich oczach dało się wyczytać przerażenie, niedowierzanie i podziw. Tak, to ostatnie strasznie mnie nakręcało. Wszyscy uciekali spod moich kół, tylko policja bezskutecznie starała się mnie zatrzymać tamując mi trasę. Ale ja agresywnie napierałam dalej nie tracąc prędkości i zmierzając prosto na tłum. To była czysta improwizacja, krew buzowała mi w żyłach jednak serce biło swoim rytmem pozostawiając mnie opanowaną i pewną siebie. Nic nie mogło mnie zatrzymać, czułam się cudownie.
Tłum napalonych lasek zwiększył się dwukrotnie bardziej niż kiedy byłam tu za pierwszym razem z moją pandą. Kiedy ryk silnika zagłuszył ich żałosne krzyki wszystkie oczy zwróciły na mnie, a one wciąż nie ruszały się z miejsca. Rozbawiły mnie tym. Dodałam ostatni raz najmocniej gazu i wypięłam się podciągając kierownicę do siebie. Wybiłam przednie koło wysoko ponad linię horyzontu i ruszyłam w stronę tłumu na tylnym kole cały czas pilnując równowagi. Tłum zrobił mi piękny przejazd wprost do samego sedna. Oddaliły się znacznie a ja położyłam z powrotem przednie koło na podłogę. Widząc przed sobą kupkę policjantów osłaniających mój cel zwolniłam nieco by zaraz znowu głośno zagazować tuż przed nimi. Klasyczne nastraszenie skutecznie podziałało i panowie w mundurach rozlecieli się we wszystkie strony. Jeden nawet pociągnął moją księżniczkę, ale ten pozostał w miejscu patrząc na mnie jak zahipnotyzowany. Mocno zahamowałam przed nim skręcając w bok. Przez chwilę podziwiałam jego komiczny wyraz twarzy. Czyżbym aż takie wrażenie na nim zrobiła? Rozbawiona prychnęłam patrząc przez czarną szybę kasku na jego zafascynowaną twarz.
Jednak po chwili przerwał nam tłum tych napalonych lasek, które zauważając, że TOP stoi bez ochrony wręcz rzuciły się w pościg kto pierwszy go dotknie.
- O nie moje drogie, on już jest mój. – powiedziałam do siebie odpalając pierwszy bieg a chytry uśmieszek nie znikał mi z twarzy. Trzymając sprzęgło nawijałam wokół mojej zdobyczy dość szybkie obroty. Tłum zwolnił ale wciąż napierał, więc zaczęłam palić do drugiego biegu. Po chwili wokół nas było już biało. Zwolniłam zatrzymując się za nim podtrzymując maszynę jedną nogą. Byliśmy oddzieleni on reszty po środku białego dymu. Wyprostowałam się patrząc na niego po czym przechylając głowę wystawiłam jakby bezwładnie rękę z zapasowym kaskiem w jego kierunku. On patrzył wciąż z niedowierzaniem a jego twarz z tą nutką przerażenia wyglądała uroczo. Przechyliłam głowę i prychnęłam rozbawiona widząc go w takim stanie.
- Come on. – powiedziałam swoim seksownym i uwodzącym głosem.
On uśmiechnął się na te słowa, co mnie chwilowo onieśmieliło i ruszył w moją stronę.
Nagle włączyły się spryskiwacze przeciwpożarowe i rozległ się alarm wywołujący jeszcze większe zamieszanie co dało się usłyszeć. Przez wodę dym opadał i staliśmy się trochę bardziej widoczni dla policji, która teraz zmierzała w naszą stronę. TOP pośpiesznie założył kask i zaczął się wspinać na motocykl. Usiadł za mną obejmując mnie ramionami w pasie a mnie przeszły dreszcze pod wpływem jego dotyku.
Dodałam gazu a on przyległ swoim ciałem do mojego praktycznie na mnie leżąc. Kiedy policja zbliżyła się niebezpiecznie ruszyłam w stronę wyjścia. Dookoła ludzie biegali we wciąż ledwo unoszącej się kłębie dymu zmoczeni od spryskiwaczy potykając się o siebie. Z początku nie było łatwo, ale po chwili już znajdowaliśmy się na autostradzie. Kiedy spojrzałam w lusterka zauważyłam, że TOP ma zawieszoną na ramieniu moją torbę. Ucieszyłam się na jej widok, przez całe to zajście kompletnie o niej zapomniałam.
Już chciałam odetchnąć sobie z ulgą gdy nagle usłyszałam sygnał policyjnych wozów. Jęknęłam głośno w akcie paniki dociskając gaz. TOP przycisnął się do mnie jeszcze bardziej gdy na liczniku cyferki zaczęły nabieraj coraz wyższą skalę. Ciężko było ich zgubić, jechałam na oślep kompletnie nie znając drogi. Skręciłam na jakiś plac budowy, był obszerny i wpadłam na pomysł jak się od nich uwolnić. Chwilę jeszcze za nami jechali i kierowałam się w stronę wyjazdu na autostradę kiedy pojawił się zakręt mocno skręciłam w ciemną szparę za jakimiś maszynami. Wyłączyłam silnik gasząc światła reflektorów i czekałam aż odjadą. Czekaliśmy z dziesięć minut po czym podeszłam do wielkiego koła by wyjrzeć na wyjazd. Udało się, zgubiliśmy ich. Policja wyjechała centralnie w paradę motocyklistów, którzy na ich widok zaczęli dodawać gazu. Oparłam się o ścianę naprzeciwko i odetchnęłam z ulgą.
Po ściągnięciu kasku już miałam coś w końcu powiedzieć gdy poczułam na ustach ciepłą dłoń uniemożliwiającą mi wyprodukowanie żadnego słowa. Spojrzałam na Choi'ego pytająco a on przyłożył palec do swoich warg gestem uciszającym wskazując ruchem oczu na coś za kołem o które właśnie się opieraliśmy. Zrobiło się nieprzyjemnie cicho, nadsłuchiwaliśmy kroków kilku kolesi świecących latarkami we wszystkie strony. Szukali nas a mi serce podskoczyło do gardła. Po chwili zaczęliśmy biec w stronę miasta a za nami siedmiu policjantów. Zrobiło się gorąco gdy doszli kolejni z psami a my ledwo biegliśmy przez te tłumy na Seulskich ulicach.
Po ściągnięciu kasku już miałam coś w końcu powiedzieć gdy poczułam na ustach ciepłą dłoń uniemożliwiającą mi wyprodukowanie żadnego słowa. Spojrzałam na Choi'ego pytająco a on przyłożył palec do swoich warg gestem uciszającym wskazując ruchem oczu na coś za kołem o które właśnie się opieraliśmy. Zrobiło się nieprzyjemnie cicho, nadsłuchiwaliśmy kroków kilku kolesi świecących latarkami we wszystkie strony. Szukali nas a mi serce podskoczyło do gardła. Po chwili zaczęliśmy biec w stronę miasta a za nami siedmiu policjantów. Zrobiło się gorąco gdy doszli kolejni z psami a my ledwo biegliśmy przez te tłumy na Seulskich ulicach.
~*•*~
(Alicja - wracamy do standardowego narratora)
A dalej to już było z tylko z górki... bardzo stromej górki.
Spędzili noc hotelu i wrócili jakby nigdy nic do domu, gdzie my wszyscy cały czas sraliśmy się czy żyją. Noona nie chciała mi nic więcej mówić. Normalnie to bym wycisnęła z niej wszystko, ale atmosfera się trochę zgrzała. Powymieniali się walizkami, ogarnęłyśmy sytuację i chłopaki mogli już wracać do siedziby SM. Wydawało się, że już wszystko jest na swoim miejscu.
Jednak nie nadawałyśmy się na ninja.
Wysprzątałyśmy cały dom. To była nasza kara za wyjście w nocy z domu bez pozwolenia. W tedy byłam w stanie rozszarpać każdego, kto by powiedział, że wakacje są dla odpoczynku, bo według mnie to były istne tortury. Od kilku dni nic tylko stres, emocje, rozdrażnienie, nieustający ból brzucha i głowy a do tego ciągły niedobór snu i nadmiar wszystkiego co niepożądane.
- Mam ochotę się rozryczeć teraz z tego wszystkiego. - wyjęczałam do dziewczyn kiedy padnięte siedziałyśmy w pokoju. - Prosiłam, tak bardzo ładnie prosiłam o wyjazd, koncert BigBang i spokojne wakacje ale to z takim cholernym naciskiem na to spokoojne. Czy ja za wiele wymagam do cholery?!
- Ewidentnie. - noona zabrała się za tłumaczenie biletów aby sprawdzić jakie mamy miejsca i czy w ogóle na tym samym poziomie. Dostałyśmy je ze szczerego przypadku i normalnie to powinnyśmy sikać z radości. Ale jakoś tak to do mnie nie docierało.
- Przerasta mnie to. Zamiast upragnionego spokoju dostałam dwa razy więcej tego wszystkiego, no pytam się, za jakie grzechy..
Miałam przymknięte oczy gdy poczułam na sobie ciężar Natali. Kiedy spojrzałam na jej entuzjazm wypisany na twarzy momentalnie zaczęłam się bać, tylko sama nie wiedziałam czego. *creeppy smile mode on*
- Ej, zauważyłaś? Jak o czymś marzysz to często jest tak, że dostajesz wzmnożone wersje tego co chcesz. Tak jak było z tym chomikiem co chialaś jednego a dostałaś dwa.
- Czysty przypadek, bo rozgadałam wszystkim, że go chcę tylko szkoda że nie podziałało klonująco też na klatkę.
- Albo jak z tabletami..
- Jeden jest graficzny, to się nie liczy.
- A pamiętasz jak chciałaś żeby kuzynka cie odwiedziła? To zleciała się połowa twojej rodziny!
- Bo brat miał komunię!
- Aa ten żółty motyl co go tak chciałaś? Znalazłyśmy dwa na ulicy w ciągu jednego dnia!
- W sumie to półtorej bo jeden był skruszony, no ALE O CZYM MY MÓWIMY?!
- No pomyśl! Jeśli los tak na ciebie działa to mamy przed sobą genialną możliwość podwajania marzeń! Każda z nas marzyła o wyjeździe do Korei i o tym koncercie, widocznie los się przegrzał i narobił nam nie tylko dodatkowego koncertu ale i też spotkałyśmy samych chłopaków!
- To cholernie niedorzeczene!
- Ale jak widzisz działa!! - uśmiech na jej twarzy był ogromny, tak, odbijało nam już.
- Natala, jesteś upierdliwa.
- Wiem, też cie kocham.
- Apropos tego wzmnażania marzeń, możecie sobie zamarzyć o tym, aby nauka koreańskiego szła mi szybciej? No jak was proszę. - Gabi nie odstawiała nosa od książki. Ja mogłam się jedynie pochwalić jak się mówi 'kocham cię' 'cholera' i ' dzień po dniu' z czego osobiście byłam bardzo dumna.
- Gabi, ty się już nie odzywaj, jechałaś z TOP'em przez połowę miasta nocą, już za dużo dostałaś, sio!
- Odezwała się laska mająca zdjęcie z biasem.
- No wiem że mi zazdrościsz no, nie gorączkuj się już tak.
- Słońce, idź już lepiej spać.
I to mnie tak cudownie trzymało przy ziemi, te dwie i ich wredne docinki, które w większości zawsze były skierowane do mnie, ale właśnie za to je kochałam. Byłam wdzięczna za to, że je mam, taka ja, którą wszyscy omijają szerokim łukiem. Nie wiem co je trzymało przy mnie, bo ja na ich miejscu już dawno bym uciekła w podskokach od siebie. Cieszyłam się, że byłyśmy tam razem. Trzy różne rodzaje czekolady zlepione starą, zżutą gumą balonową.
- Mamy złote miejsca.
- Gdzie? Na liście ściganych przez sasaeng?
- To pewnie też.
- To z pewnością też..
- W sumie.. ale ja nie o tym, te bilety od exo dostałyście tak jakby na tym fanmeeting'u, więc wygralyście miejsca najwyższej klasy. Ponadto te bilety oferują wam miejsca przed samą sceną, na fotelach gdzie macie darmowy poczęstunek i jakieś gry.. granie czy coś nie wiem jak to rozumieć.
- Tego się nie rozumie, to się bierze jak dają.
- Trzeba wiedzieć co dają żeby wiedzieć co się bierze.
- ... po chuj?
- Nie ważne.. więc kogo bierzemy?
Zapadła grobowa cisza. Wcześniej tylko słuchałam ich rozmowy próbując sobie to jakoś wyobrazić i zrozumieć niektóre bardziej trudniejsze części konwersacji, ale teraz to zgłupiałam.
- Ale jak to kogo bierzemy?
- No bo ty dostałaś trzy bilety, a ja jeden, więc mamy dodatkowy na zbyciu.
- O rany, całkiem zapomniałam. - zapomniałam nawet o tym, który mi je dał. Co jest ze mną nie tak.. no ale miałam prawo tego nie pamiętać, przechodziłam właśnie załamanie nerwowe!
- Jakieś pomysły?
- Wiecie, że mi tylko mój kuzyn przychodzi na myśl?
- Wiecie, że mi też?
- No ja też, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Będzie się tam nudził i może być.. drętwo.
- Po za tym 99% ludności będzie stanowiła żeńska populacja.
- A on ten jeden procent?
- No nie, znaczy no nigdy się nie daje pełnych stu procent a to 99 znaczy, że praktycznie wszyscy. Tylko jakieś wyjątki mogą być.
- A tym wyjątkiem bedzie mój kuzyn niestety, przykro mi, ale jesteśmy na niego skazane.
- To w sumie fajnie, on jest w porządku, będzie ok.
- Ehh, powiem mu przy okazji, a jak nie to się ten bilet komuś sprzeda czy coś.
- Daj spokój, najpierw mamy koncer Bangów. - mimowolnie uśmiech skrzywił mi usta, nie mogłam się już doczekać.
- Dobra ide spać.
- Znowu?
- Nadrabiam trzy doby bez snu, milcz.
- Ta, nadrabiasz już od kolejnych trzech.
~*~
*FILLER*
Siedziałyśmy z Natalą w salonie oglądając śmieszne filmiki z EXO w telewizji. W przeciwieństwie do naszych, tutejsze stacje puszczają ich non stop. Jadłyśmy do tego słynne paluszki w kolorowej czekoladzie, które były cholernie dobre i cholernie drogie, ale mniejsza, bo byłoby idealnie gdyby telewizja w ogóle była w naszym języku.
- Gdzie noona?
- Hm?
- Gabi gdzie jest?
- Wyszła zadzwonić do rodziców. Ej, a czemu ty mówisz na nią "noona"?
- Bo nie Maciek? *sarcazm mode on*
- No dobra, ale to jest zwrot ze strony chłopaków do starszej siostry czy dziewczyny, nie?
- Ta, ale że ja mentalnie czuję się chłopakiem to to mnie usprawiedliwia nie? Poza tym, nie jestem Koreańczykiem żeby przestrzegać zasad grzecznościowych. Tak mi sie po prostu podoba.
- Spodziewałam się zwykłego "bo tak" ale teraz już rozumiem jaśniej.
- Lepiej późno niż wcale.
- .... to ja mogę mówić na ciebie "oppa"?
- Nie.
- Aa, rozumiem, to znaczy, że chcesz być moim starszym bratem a jako starszy brat musisz zaprzeczyć bo żaden starszy brat nie lubi jak się tak na niego mówi he?
- Nie.
- Dobrze oppa.
- Sio!
- Też cie kocham oppa!
- Sioooooooooooo!!
~*~
Biegaliśmy po ruchomych schodach okrążając wszystkie piętra ogromnego centrum handlowego nie widząc końca. Zrobiło się na prawdę nieprzyjemnie, zwłaszcza, że każda kolejno miniona osoba po chwili również zaczynała nas gonić.
Nic by się nie stało, gdyby Gabi nie została złapana przez paparazzi w obecności TOP'a. Zdjęcie w mediach wyglądało na tyle niefortunnie, że już po godzinie wokół naszego domu wręcz roiło się od ludzi z widłami i pochodniami. Kuzyn chciał nas wywieźć do siedziby SM aby to wyjaśnić, ale na drodze napotkaliśmy taksówki sasaeng - przyczyny największej ilości wypadków spowodowanych z premedytacją. Nie zajechaliśmy dalej niż połowę trasy do budynku największej wytwórni muzycznej w Korei. Wokół naszego auta rozstawione były tylko taksówki i to z każdej strony a przeraźliwie drące mordy nasze anty-fanki wręcz lepiły się do wozu. Kuzyn był w szoku, dobrze wiedział, że takie rzeczy się dzieją w jego mieście, bo to żadna nowość, ale nigdy się nie spodziewał, że będzie tego naocznym świadkiem, a już na pewno nie celem do rozszarpania. Obmyśliliśmy plan jak wydostać się z tego więzienia, a po dłuższej chwili już biegliśmy przed siebie. Kierowaliśmy się do najwyższego i najbliżej postawionego budynku jaki był.
I tak znaleźliśmy się w galerii.
Na najwyższym piętrze to dobiero zaczęłam się bać. Każdą z możliwych dróg tamowali nam wściekli ludzie. Ścisnęliśmy się całą czwórką w roztrzęsioną kupkę nieszczęścia szukając jakiegoś wyjścia.
Nie wiem dlaczego, ale zachciało mi się śmiać. Mi się zawsze tak zachciewa w najmniej odpowiednim momencie. Kiedy sobie przypomniałam dlaczego tak właściwie nas gonią to nie sposób się nie śmiać.
Szturchnęłam noonę w ramię wskazując na tłum z jednej strony.
- Kto to?
- Nie lubią mnie. - to były sasaeng, może i wszystkie wyglądały prawie identycznie, ale to z pewnością te same, które Gabi nastraszyła motocyklem.
- A to kto?
- Ci też mnie nie lubią. - noona odpowiadała nadzwyczaj spokojnie i ze strachem wypisanym na twarzy co wyglądało na serio komicznie. To była policja, staff i ochrona celebrytów.
- A ten? - wskazałam na ostatnie drzwi.
- Może przyjmijmy po prostu, że w tej okolicy nikt za mną nie przepada?!
- To jest menadżer BigBang, musimy z nim pogadać! - kuzyn pociągnął nas za sobą. W ostatniej chwili przed wpadnięciem w sidła sasaeng.
Biegliśmy za nim po ogromnych korytarzach które z kolei wydawały się być strasznym labiryntem. W głowie aż szumiało mi od tych krzyków.
Wbiegliśmy do jakiegoś pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Kuzyn zatamował je szafką i kanapą.
Mogliśmy na chwilę odetchnąć. Byl z nami też menadżer, który złapał się za głowę krzycząc coś na nas po koreańsku, kuzyn zaczął go uspokajać ale ich dyskusja nie trwała długo, bo musieli wrócić do trzymania drzwi przed dobijającym się tłumem.
- Czy tylko ja widziałam widły? WIDŁY!? Cholera jasna to nie średniowiecze! ZOSTAWCIE NAS W SPOKOOOOOJU! - w akcie desperacji kopnęlam jakiś wazon, który zaraz stał się kupką odłamków. Po chwili ktoś wybiegł zza lady powstrzymując mnie przed zniszczeniem kolejnych przedmiotów w sklepie. Pewnie był właścicielem, tylko nie rozumiałam dlaczego był ubrany w kombinezon taki jaki noszą motocykliści. Kiedy zobaczył Gabi wskazał na nią coś krzycząc.
- A jemu co?
- Mówi, że zabrałaś mu motocykl. - kuzyn przetłumaczł jego słowa dalej szarpiąc się z drzwiami. - ech, zabrałaś mu motocykl?!
- Niechcący! Alicja mi kazała! - robiło się coraz głośniej.
- No weź, co na mnie zwalasz??
- Ostrzegałam cie, że nie będę się wachać i powiem, że to wszystko twój pomysł!
- Alicja, chyba musimu sobie poważnie-ech p-poorozmawiać! - miałam u kuzyna już przerąbane.
- Tak, ale dopiero jak spotkamy się w sądzie! To twoje słowa!
- Och uwierz, nie wiele nas dzieli od sądu.
- Ha, ciekawe dlaczego co?
- Chyba nie musimy się nawet zastanawiać! No ale co cie to obchodzi, przecież ty masz wakacje!
- Nic by się nie stało gdybyś nie zgubiła walizki! - nagle wszyscy zaczęli na siebie krzyczeć. Natala szarpała się z motocyklistą tłukąc kolejne rzeczy jakie wpadły jej w łapki, kuzyn przekrzykiwał się z menadżerem, którzy z kolei darli się na sasaeng wpychające łapy między drzwi, które z resztą same robiły większą część hałasu. Ja z Gabi przeszłyśmy na zbyt ostre nuty. Nie kontrolowałyśmy niczego.
- Nic by się nie stało gdybyś ich pilnowała na lotnisku zamiast gadać z EXO!
- Och, czyli to teraz moja wina?
- Tak, to wszystko to tylko TWOJA WINA! - wykrzyczała to tak głośno, że wszyscy w pokoju zamilkli. Nawet tłum zszedł na drugi plan gdy wszyscy spojrzeli w naszą stronę.
Poczułam się w tedy okropnie. Zapomniałam, że przecież ja nigdy nie mam racji, jak zwykle. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam stanowczo w stronę drzwi. Otworzyłam je gwałtownie na oścież po czym wszystkie dobijające się osoby runęły jedna na drugiej przede mną. One widząc mnie umilkły i jak poparzone odsunęły się znacznie. Musiałam wyglądać conajmniej strasznie, kiedy po całym dniu ganiania kredka jeszcze bardziej mi się rozmazała. Teraz z pandy przeszłam w tryb zmory. Pojawiła się policja, która podbiegła w moją stronę. Chcieli mnie zatrzymać, ale jednym ruchem dłoni zatrzymałam ich przed sobą. Zerwałam z szyi menadżera plakietkę przepustkową pokazując mu, że jesteśmy z nim.
Będąc wściekłą potrafiłam zatrzymać tłum, gdzie mój nobel?
Szłam szybkim krokiem chcąc być jak najdalej od całej reszty. Po wyjściu z galerii menadżer kazał ochronie nas zaprowadzić do siedziby w jednym kawałku. Trochę nam to zajęło, tłum nie znikał równie szybko jak się pojawiał.
Będąc wściekłą potrafiłam zatrzymać tłum, gdzie mój nobel?
Szłam szybkim krokiem chcąc być jak najdalej od całej reszty. Po wyjściu z galerii menadżer kazał ochronie nas zaprowadzić do siedziby w jednym kawałku. Trochę nam to zajęło, tłum nie znikał równie szybko jak się pojawiał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz